Odetchnąłem głęboko. Ten nikły dźwięk rozszedł się i zaniknął wśród gwaru rozmów i częstych wybuchów śmiechu. Siedziałem stłoczony na tylnym siedzeniu wraz z Marthą i Zaynem. Podróż nie należała do najprzyjemniejszych, ponieważ wszędzie śmierdziało piwem, a towarzystwo było aż nadto pobudzone.
Czułem się inaczej. Ogarnęła mnie jakaś taka przedziwna melancholia. Powodowała jakieś dziwne przygnębienie, które sprawiało, że nie bawiłem się jak świetnie jak inni.
Przełknąłem głośno ślinę. Gdyby tego mało, zmartwień przysparzała mi także moja własna siostra oraz najlepszy przyjaciel. Nie dość, że zniknęli gdzieś na dość długi okres czasu, to jeszcze okazało się, że była to stara, maleńka szopka. Na Boga, w którego nawet nie wierzę, jesteśmy dorośli. Każdy doskonale wiedział, co mogło się tam wydarzyć.
Tym bardziej, że kiedy zadzwoniłem, musiałem się nieźle naczekać, aż ktoś postanowi odebrać i wolałem się nie domyślać, co mogłem wtedy przerwać. Annie akceptowała połączenie i rozmawiała ze mną roztrzęsionym głosem, który próbowała zamaskować.
Och, czemu maskowałem sam przed sobą tak oczywisty fakt? Przecież podświadomość aż wrzeszczała wewnątrz mnie, nasuwając wytłumaczenie, którego usilnie nie chciałem przyjąć do wiadomości. Natychmiast pobiegłem do składziku, by uwolnić tę dwójkę. Gdy już to zrobiłem, oni nie mogli na siebie spojrzeć, a Styles krocząc za nami co chwilę pocierał palcem wskazującym i serdecznym swoje wargi. Zawsze tak robił po pocałunku. Zawsze. A znałem go trochę i wiedziałem to. Jakby przywracał myślami wspomnienia i znów chciał poczuć na ustach to, co czuł chwilę wcześniej. I patrzył w przestrzeń z miną bezkresnego żalu. Niby powiedziała, że się jedynie pokłócili i chociaż była całkiem niezłym kłamcą, ja byłem jej bliźniakiem. I nie puściłem mimo uszu faktu, że jej ton podskoczył do góry o oktawę, co działo się, gdy próbowała coś zataić.
Nie żebym był im przeciwny, czy negował to, co robią, ale moja siostra była jednak w związku z Niallem, więc zdradzanie go nie było szczególnie dobrym pomysłem, zwłaszcza jeśli chodziło o stabilność zespołu.
Jak między młotem a kowadłem. Harry był tak cholernie zakochany, jak jeszcze nigdy w życiu. W mojej siostrze. Kochał ją także Niall, ale czy na pewno tak mocno jak Loczek? Czy uczucie dziewiętnastoletniego, nieco niedoświadczonego Horana, mogło być porównywane do uczucia nabuzowanego plątaniną emocji, wiecznego myśliciela Stylesa?
Nie miała pojęcia, kim jest dla Hazzy. Nawet jeśli ten wyznał jej, co czuje, ona nigdy nie zrozumie ogromu jego miłości. A on będzie ją kochał wiecznie. Aż do końca swoich dni.
Przeczytałem gdzieś, kiedyś legendę, według której w mitologii greckiej Zeus stworzył ludzi początkowo z dwiema głowami, czterema nogami i rękami, ale bojąc się niebezpieczeństwa ze strony takiego człowieka rozdzielił go na dwóch i od tego czasu każdy musi poszukiwać swojej drugiej połówki, która idealnie do niego pasuje. Mógłbym sobie dać rękę uciąć, że idealną połówką Lokersa byłaby moja siostra. Ale... Nie mnie było o tym decydować.
Zerknąłem na prowadzącego auto Liama. Jedną dłonią trzymał kierownicę, a drugą ściskał dłoń siedzącej na drugim przednim siedzeniu Danielle. Co jakiś czas puszczał ją, by zmienić bieg, ale natychmiast wracał do poprzedniego ułożenia.
Sprawiło to, że pomyślałem o Eleanor. I co przerażające, nic nie poczułem. Powinienem tęsknić, smsować i dzwonić, a ja nie robiłem tego. Wielki, początkowy wybuch miłości powoli osłabł, aż niemal zaniknął. Z jej strony było chyba podobnie, bo nie spotykaliśmy się zbyt często, a jak już to robiliśmy to prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. I przede wszystkim nie mieliśmy dla siebie czasu.
- Li, wyprzedź ich, błagam! - powiedziała Martha, opierając się na łokciu i patrząc znudzona przez otwarte okno - Przecież ten samochód nie pojedzie szybciej niż sześćdziesiąt na godzinę!
Daddy roześmiał się na głos.
- Nie mogę, bo nie mam zielonego pojęcia, gdzie Niall uwidział te swoje jachty - zaprotestował kierowca, szczerząc się do niej w lusterku.
Westchnęła teatralnie i wywróciła oczami. Zaśmiałem się cicho pod nosem, kiedy napotkałem spojrzenie jej brązowych oczu. Patrzyliśmy na siebie przez moment, ale natychmiast oderwaliśmy swój wzrok, kiedy w samochodzie rozległy się przerażające wrzaski.
Podskoczyłem w miejscu, jakby ktoś oblał mnie wrzątkiem i przerzuciłem spojrzenie w przód. Nie trzeba mi było długo tłumaczyć, co się dzieje. Sam krzyknąłem, kiedy ujrzałem to, co działo się przed nami. Opona starego auta, w którym podróżowali nasi przyjaciele wybuchła i samochód zaczął tańczyć po jezdni obracając się w każdą stronę, by na samym końcu uderzyć z impetem w drzewo.
Liam natychmiast zatrzymał się i zaraz za Zaynem wypadłem z samochodu i pobiegłem w miejsce wypadku. Ugięły się pode mną kolana i musiałem podeprzeć się na małym drzewku, które stało nieopodal. Z mojego gardła wydarł się udręczony szloch, a w płucach zabrakło powietrza. Cały przód i bok samochodu był zmasakrowany i zgnieciony. Po i tak już stłuczonej, przedniej szybie spływała krew i dojrzałem tam czyjąś głowę.
Zmarnowałem chwilę, gapiąc się tępo w przestrzeń.
Po chwili otworzyłem szeroko oczy, podniosłem się i chwiejnym, powolnym krokiem pokonałem odległość dzielącą mnie od samochodu. Byłem w szoku. Annie niemal leżała na kierownicy, a jej głowa zwisała swobodnie w dół, była nieprzytomna. Ale to było nic w porównaniu z resztą załogi. Niall leżał powykrzywiany jak stara, szmaciana lalka rzucona gdzieś w kąt, a wokół nagromadzało się coraz więcej jego krwi. Pośrodku znalazł się Harry. Mimo że siedział z tyłu, teraz jego ciało znajdowało się z przodu, a głowa spoczywała na masce, wystając przez dziurę w szybie. Krew. Wszystko zakrwawione. Jego włosy, kiedyś o czekoladowym odcieniu brązu, teraz czerwone, poplątane. Jak on się tam znalazł?
Jedynie Cathie wyszła z tego w miarę bez szwanku. Oczy miała otwarte, ale zdawało się, że nic nie widzą. Oddychała spazmatycznie, w dłoniach ściskając strzępy koszulki Stylesa. Jako jedyna zachowała względną przytomność.
Opadłem na kolana, głowę uniosłem do góry i zaniosłem się płaczem.
Czułem się inaczej. Ogarnęła mnie jakaś taka przedziwna melancholia. Powodowała jakieś dziwne przygnębienie, które sprawiało, że nie bawiłem się jak świetnie jak inni.
Przełknąłem głośno ślinę. Gdyby tego mało, zmartwień przysparzała mi także moja własna siostra oraz najlepszy przyjaciel. Nie dość, że zniknęli gdzieś na dość długi okres czasu, to jeszcze okazało się, że była to stara, maleńka szopka. Na Boga, w którego nawet nie wierzę, jesteśmy dorośli. Każdy doskonale wiedział, co mogło się tam wydarzyć.
Tym bardziej, że kiedy zadzwoniłem, musiałem się nieźle naczekać, aż ktoś postanowi odebrać i wolałem się nie domyślać, co mogłem wtedy przerwać. Annie akceptowała połączenie i rozmawiała ze mną roztrzęsionym głosem, który próbowała zamaskować.
Och, czemu maskowałem sam przed sobą tak oczywisty fakt? Przecież podświadomość aż wrzeszczała wewnątrz mnie, nasuwając wytłumaczenie, którego usilnie nie chciałem przyjąć do wiadomości. Natychmiast pobiegłem do składziku, by uwolnić tę dwójkę. Gdy już to zrobiłem, oni nie mogli na siebie spojrzeć, a Styles krocząc za nami co chwilę pocierał palcem wskazującym i serdecznym swoje wargi. Zawsze tak robił po pocałunku. Zawsze. A znałem go trochę i wiedziałem to. Jakby przywracał myślami wspomnienia i znów chciał poczuć na ustach to, co czuł chwilę wcześniej. I patrzył w przestrzeń z miną bezkresnego żalu. Niby powiedziała, że się jedynie pokłócili i chociaż była całkiem niezłym kłamcą, ja byłem jej bliźniakiem. I nie puściłem mimo uszu faktu, że jej ton podskoczył do góry o oktawę, co działo się, gdy próbowała coś zataić.
Nie żebym był im przeciwny, czy negował to, co robią, ale moja siostra była jednak w związku z Niallem, więc zdradzanie go nie było szczególnie dobrym pomysłem, zwłaszcza jeśli chodziło o stabilność zespołu.
Jak między młotem a kowadłem. Harry był tak cholernie zakochany, jak jeszcze nigdy w życiu. W mojej siostrze. Kochał ją także Niall, ale czy na pewno tak mocno jak Loczek? Czy uczucie dziewiętnastoletniego, nieco niedoświadczonego Horana, mogło być porównywane do uczucia nabuzowanego plątaniną emocji, wiecznego myśliciela Stylesa?
Nie miała pojęcia, kim jest dla Hazzy. Nawet jeśli ten wyznał jej, co czuje, ona nigdy nie zrozumie ogromu jego miłości. A on będzie ją kochał wiecznie. Aż do końca swoich dni.
Przeczytałem gdzieś, kiedyś legendę, według której w mitologii greckiej Zeus stworzył ludzi początkowo z dwiema głowami, czterema nogami i rękami, ale bojąc się niebezpieczeństwa ze strony takiego człowieka rozdzielił go na dwóch i od tego czasu każdy musi poszukiwać swojej drugiej połówki, która idealnie do niego pasuje. Mógłbym sobie dać rękę uciąć, że idealną połówką Lokersa byłaby moja siostra. Ale... Nie mnie było o tym decydować.
Zerknąłem na prowadzącego auto Liama. Jedną dłonią trzymał kierownicę, a drugą ściskał dłoń siedzącej na drugim przednim siedzeniu Danielle. Co jakiś czas puszczał ją, by zmienić bieg, ale natychmiast wracał do poprzedniego ułożenia.
Sprawiło to, że pomyślałem o Eleanor. I co przerażające, nic nie poczułem. Powinienem tęsknić, smsować i dzwonić, a ja nie robiłem tego. Wielki, początkowy wybuch miłości powoli osłabł, aż niemal zaniknął. Z jej strony było chyba podobnie, bo nie spotykaliśmy się zbyt często, a jak już to robiliśmy to prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. I przede wszystkim nie mieliśmy dla siebie czasu.
- Li, wyprzedź ich, błagam! - powiedziała Martha, opierając się na łokciu i patrząc znudzona przez otwarte okno - Przecież ten samochód nie pojedzie szybciej niż sześćdziesiąt na godzinę!
Daddy roześmiał się na głos.
- Nie mogę, bo nie mam zielonego pojęcia, gdzie Niall uwidział te swoje jachty - zaprotestował kierowca, szczerząc się do niej w lusterku.
Westchnęła teatralnie i wywróciła oczami. Zaśmiałem się cicho pod nosem, kiedy napotkałem spojrzenie jej brązowych oczu. Patrzyliśmy na siebie przez moment, ale natychmiast oderwaliśmy swój wzrok, kiedy w samochodzie rozległy się przerażające wrzaski.
Podskoczyłem w miejscu, jakby ktoś oblał mnie wrzątkiem i przerzuciłem spojrzenie w przód. Nie trzeba mi było długo tłumaczyć, co się dzieje. Sam krzyknąłem, kiedy ujrzałem to, co działo się przed nami. Opona starego auta, w którym podróżowali nasi przyjaciele wybuchła i samochód zaczął tańczyć po jezdni obracając się w każdą stronę, by na samym końcu uderzyć z impetem w drzewo.
Liam natychmiast zatrzymał się i zaraz za Zaynem wypadłem z samochodu i pobiegłem w miejsce wypadku. Ugięły się pode mną kolana i musiałem podeprzeć się na małym drzewku, które stało nieopodal. Z mojego gardła wydarł się udręczony szloch, a w płucach zabrakło powietrza. Cały przód i bok samochodu był zmasakrowany i zgnieciony. Po i tak już stłuczonej, przedniej szybie spływała krew i dojrzałem tam czyjąś głowę.
Zmarnowałem chwilę, gapiąc się tępo w przestrzeń.
Po chwili otworzyłem szeroko oczy, podniosłem się i chwiejnym, powolnym krokiem pokonałem odległość dzielącą mnie od samochodu. Byłem w szoku. Annie niemal leżała na kierownicy, a jej głowa zwisała swobodnie w dół, była nieprzytomna. Ale to było nic w porównaniu z resztą załogi. Niall leżał powykrzywiany jak stara, szmaciana lalka rzucona gdzieś w kąt, a wokół nagromadzało się coraz więcej jego krwi. Pośrodku znalazł się Harry. Mimo że siedział z tyłu, teraz jego ciało znajdowało się z przodu, a głowa spoczywała na masce, wystając przez dziurę w szybie. Krew. Wszystko zakrwawione. Jego włosy, kiedyś o czekoladowym odcieniu brązu, teraz czerwone, poplątane. Jak on się tam znalazł?
Jedynie Cathie wyszła z tego w miarę bez szwanku. Oczy miała otwarte, ale zdawało się, że nic nie widzą. Oddychała spazmatycznie, w dłoniach ściskając strzępy koszulki Stylesa. Jako jedyna zachowała względną przytomność.
Opadłem na kolana, głowę uniosłem do góry i zaniosłem się płaczem.
* * *
Louis nie był w stanie trzeźwo myśleć. W zasadzie chyba nikt nie był w stanie. Przy zdrowych zmysłach pozostał jedynie Liam i ja.
Moja twarz niemalże płonęła od gorąca buchającego z rozgrzanego silnika. Podbiegłam do tylnej szyby i zastukałam w nią, by zwrócić na siebie uwagę przyjaciółki. Oparłam o nią otwarte dłonie i wołałam imię Catherine.
Nie trwało to długo, bo zaraz zostałam odepchnięta przez Zayna, który nieco brutalnie utorował sobie do niej drogę. Zaczął z całej siły uderzać pięściami w samochód.
- Cathie! Cathie, błagam popatrz na mnie! - wrzasnął, a po jego policzkach spływały łzy.
Powoli, jakby w zwolnionym tempie, dziewczyna odwróciła głowę i wlepiła w niego zszokowany wzrok.
- Słyszysz mnie? Rozumiesz co mówię? - dopytywał się Mulat.
Z wolna pokiwała głową, na co odetchnęliśmy z ulgą jednocześnie.
Zrobiłam kilka kroków do tyłu i rozejrzałam się po pozostałych. Liam wzywał przez telefon pomocy, Danielle próbowała odciągnąć Zayna od wyciągania pasażerów z rozbitego samochodu, tłumacząc mu, że mogli mieć uraz kręgosłupa i takim działaniem tylko pogorszy ich stan, a Louis klęczał skulony i łkał żałośnie.
- Martho, przyleci helikopter, bo zanim karetka dojedzie na to zadupie, miną wieki - oznajmił mi Li, kończąc rozmowę i chowając komórkę do kieszeni szortów. Odszedł kilka kroków, a ja odprowadziłam go wzrokiem.
- Helikopter? - zawołałam zmieszana - Zmieszczą się do niego w czwórkę?
Liam tylko wzruszył ramionami bezradnie. Jego twarz także była bez wyrazu i walczył z paniką.
- Zajmij się nim - przekazał mi bezgłośnie, wskazując głową Lou, którego ramiona trzęsły się coraz bardziej.
Nie czekając na kolejne ponaglenie, uklęknęłam naprzeciwko niego, ułożyłam dłonie na jego policzkach i podniosłam twarz do góry. Moje serce ścisnęło się, kiedy ją ujrzałam. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak cierpiał.
Nic nie powiedziałam, bo cóż mogłam rzec? Wszystko będzie dobrze? Przecież wiadomo, że nie będzie. Nie ma co się okłamywać, w najlepszym wypadku zostaną kalekami.
W milczeniu, przytuliłam go do siebie.
* * *
Nie musieliśmy długo czekać na helikopter. Już po kilku minutach rozległ się charakterystyczny dźwięk śmigła i naszym oczom ukazał się pojazd latający, który wylądował powoli na polanie.
Boo poruszył się nagle w moich objęciach, więc pogłaskałam go kojąco po plecach.
- Przylecieli ratownicy, żeby im pomóc - szepnęłam kojąco.
Wziął głęboki oddech i podniósł się z klęczek. Zrobiłam to samo i pokuśtykałam za nim w kierunku samochodu. Objęłam go lekko w pasie, jakby bojąc się, by nie zrobił niczego głupiego. Może to nieco egoistyczne podejście, ale dla mnie najważniejsza była Cath i dopóki wiedziałam, że wszystko z nią ok, byłam w stanie zachować spokój. Oczywiście martwiłam się również o Annie, Niall'a i Harry'ego, ale przecież ktoś musiał trzymać towarzystwo w ryzach.
Zayn podszedł do noszy, na których wyciągana była, ubrana w kołnierz ortopedyczny Catherine. Barki chłopaka rysowały się ostro pod kolorowym T-shirtem, który założył. Pogłaskał ją delikatnie po włosach i pocałował w czoło.
- Wszystko będzie dobrze, przeżyjesz! - powiedział z mocą, ale zabrzmiało to trochę tak, jakby uspokajał sam siebie niż ją.
Gdy wyciągali Annie, musiałam trzymać Lou z całej siły, bo wyrywał się, szlochając i chcąc wskoczyć do helikoptera i polecieć razem z nimi. Klatka piersiowa dziewczyny unosiła się i opadała nierównomiernie. Żyła. Miejmy nadzieję, ze wyszła z tego w miarę bez szwanku.
Jęknęłam, kiedy uwolnieni zostali Harry i Niall. Zamknęłam powieki. Czułam jakbym traciła równowagę. Jakby świat oddalał się ode mnie, wirując. Nie miałam siły tego opisywać. Wyglądało to jak scena z horroru.
Zayn podszedł do noszy, na których wyciągana była, ubrana w kołnierz ortopedyczny Catherine. Barki chłopaka rysowały się ostro pod kolorowym T-shirtem, który założył. Pogłaskał ją delikatnie po włosach i pocałował w czoło.
- Wszystko będzie dobrze, przeżyjesz! - powiedział z mocą, ale zabrzmiało to trochę tak, jakby uspokajał sam siebie niż ją.
Gdy wyciągali Annie, musiałam trzymać Lou z całej siły, bo wyrywał się, szlochając i chcąc wskoczyć do helikoptera i polecieć razem z nimi. Klatka piersiowa dziewczyny unosiła się i opadała nierównomiernie. Żyła. Miejmy nadzieję, ze wyszła z tego w miarę bez szwanku.
Jęknęłam, kiedy uwolnieni zostali Harry i Niall. Zamknęłam powieki. Czułam jakbym traciła równowagę. Jakby świat oddalał się ode mnie, wirując. Nie miałam siły tego opisywać. Wyglądało to jak scena z horroru.
* * *
Wdech, wydech, wdech, wydech. Wdech, wydech, wdech, wydech. Skupiałem całą uwagę na tej prostej czynności, która teraz sprawiała tyle bólu. Wdech, wydech, wdech, wydech. Balansowałem na skraju świadomości i nieprzytomności. Część moich zmysłów pozostawała wyłączona. Słyszałem jedynie ciche brzęczenie aparatury i znajome pikanie urządzenia, które badało pracę mojego serca i sygnalizowało, że jeszcze żyję. Wdech, wydech, wdech, wydech. Jak długo jeszcze?
Chyba się budziłem. Zamrugałem kilkakrotnie powiekami i poruszyłem palcami dłoni. Niestety, czucie wracało. Wdech, wydech, wdech, wydech. Pierwszym co do mnie uderzyło, był ogłupiający ból głowy. Do tego nie mogłem nią poruszyć.
W tej chwili nie chciałem żyć. Pragnąłem umrzeć, nie czuć bólu, nie gnić w męczarniach do końca życia. Jedno słowo podtrzymywało mnie przy życiu i dawało siłę, by oddychać. Annie. Mógłbym poddać się i zostawić ją, przecież miałaby innych bliskich, ale nie wiedzieć czemu, nie chciałem. Nie mógłbym znieść faktu, że już nigdy nie dotknę jej włosów, że nie poczuję lekkiego zapachu skóry, że nie spojrzy w moje oczy z iskierką intuicji w oczach, że nie uśmiechnie się do mnie.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
A właśnie, co z nią? Czy przeżyła? Czy będzie w stanie samodzielnie poruszać się i wykonywać podstawowe czynności. Musiałem się dowiedzieć. Tylko jak?
Obrazy przed moimi oczami zaczęły formować się w konkretną całość. Właściwie, nie było ich za dużo. Widziałem jedynie bialy sufit i beżowe zacieki na nim.
Cholera, czemu nie zapiąłem tego pasa? Utrzymałby mnie w pozycji siedzącej i teraz nie leżałbym jak roślinka na łóżku szpitalnym, mogąc tylko spoglądać na wprost. Co właściwie stało się ze mną? Wychyliłem się, by pomóc Annie zapanować nad kierownicą. A zamiast tego, w czasie uderzenia poderwało mnie do przodu i wyleciałem przez przednią szybę. Co było później? Ciemność. Chyba tylko tyle.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
- H-halo? - zająknąłem się - Jest tu ktoś? - mój głos był jeszcze bardziej ochrypły niż zawsze.
- Tak - usłyszałem cichy, przyjemny głosik przyjaciela.
- Niall? - zapytałem. Nie mogłem obrócić czaszki, nie byłem w stanie ocenić sytuacji, w której się znajdowałem.
- Tak, to ja - odpowiedział po chwili.
On nie mówił. On rzęził. Rzęził jak stare auto, które miało przejechane już swoje kilometry.
- Niall, gdzie my jesteśmy? - chciałem wiedzieć.
- Nie wiem. Chyba na oddziale intensywnej opieki medycznej, Hazz - stwierdził.
OIOM? Tam się trafiało w sytuacjach krytycznych, prawda?
- Gdzie jest Annie? Co z nią? - spytałem, zaciskając dłonie w pięści. Chciałem na niego popatrzeć, zobaczyć w jakim jest stanie.
- Wiem tyle co ty! Nie zadawaj tylu pytań, sam się przed chwilą obudziłem! - ten wybuch gniewu sporo go kosztował. Rozkaszlał się jak starszy człowiek, duszący się własną wydzieliną śluzową.
Zignorowałem go i zadałem kolejne pytanie.
- Co tobie się stało? Jak się teraz czujesz?
Westchnął chrapliwie.
- Moja poduszka powietrzna się nie otworzyła. Zderzyłem się bezpośrednio z drzewem. Mogę się ruszać, ale prawie nie potrafię oddychać. Chyba przebiło mi płuco, Harry.
Do moich oczu cisły się łzy. Nie byłem w stanie odpowiedzieć mu na to wyznanie. Bo cóż mogłem rzec? Byliśmy straceni. Obaj.
Podniosłem rękę i zamiast natrafić na burzę loków, moja ręka dotknęła twardych bandaży. Nie miałem włosów! Obcięli mi je! Obcięli mi moje niesforne frędzelki! Mój Boże! Płakałem nad włosami! Ale nie mogłem się powstrzymać.
- Harry? - odezwał się Niall.
- Słucham? - odpowiedziałem natychmiast.
- Obiecaj mi coś.
- Co? - zaintrygował mnie.
- Najpierw obiecaj.
- Niall, nie obiecam ci niczego w ciemno! - zawołałem, kiedy ten się zakrztusił.
Pozwoliłem mu doprowadzić się do porządku. Kiedy znów był w stanie odetchnąć, powiedział:
- Obiecaj mi, że zajmiesz się Annie, kiedy już umrę.
W jego głosie było tyle spokoju. Jakby był przygotowany na śmierć. Ale przecież ona nie nadchodziła! I wcale nie musiała nadejść!
- Niall, czyś ty zwariował?! - żałowałem, że nie potrafię na niego popatrzeć. Bo obróciłbym głowę i posłał mu piorunujące spojrzenie - Będziesz żył! Umrzesz jako staruszek w ciepłym łóżku! - wrzasnąłem, zrozpaczony.
- Nie cytuj mi tu Titanica, Styles - zgromił mnie.
- Słuchaj no, Horan - odpłaciłem mu się pięknym za nadobne - Nie umrzesz. Jesteś silnym chłopakiem! Nie rozumiem, dlaczego mnie wybierasz do takiej roli.
Zaśmiał się smutno.
- Bo ją kochasz.
- Co...? - dlaczego miałem kłamać? I tak obaj staliśmy na skraju przepaści. Mogłem mu teraz powiedzieć wszystko - Skąd wiesz?
- Nie jestem ślepy. Nie wiem dlaczego, ale kochasz ją równie mocno jak ja i jest to ważne dla mnie w tej chwili. Dlatego błagam cię, zrób to dla mnie i obiecaj!
Pociągnąłem hałaśliwie nosem.
- Obiecam, jeżeli ty obiecasz mi to samo, plus, że zaopiekujesz się Louisem po mojej nieuniknionej śmierci.
- Będzie ciężko, bo umrę - silił się na lekki ton - Ale obiecuję.
- Ja także - podsumowałem.
Szkoda, że dopiero teraz znaleźliśmy wspólny język. Szkoda, że zmarnowaliśmy ostatnie tygodnie swojego życia, na mijaniu się okrężnym łukiem. Szkoda.
W tej chwili nie chciałem żyć. Pragnąłem umrzeć, nie czuć bólu, nie gnić w męczarniach do końca życia. Jedno słowo podtrzymywało mnie przy życiu i dawało siłę, by oddychać. Annie. Mógłbym poddać się i zostawić ją, przecież miałaby innych bliskich, ale nie wiedzieć czemu, nie chciałem. Nie mógłbym znieść faktu, że już nigdy nie dotknę jej włosów, że nie poczuję lekkiego zapachu skóry, że nie spojrzy w moje oczy z iskierką intuicji w oczach, że nie uśmiechnie się do mnie.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
A właśnie, co z nią? Czy przeżyła? Czy będzie w stanie samodzielnie poruszać się i wykonywać podstawowe czynności. Musiałem się dowiedzieć. Tylko jak?
Obrazy przed moimi oczami zaczęły formować się w konkretną całość. Właściwie, nie było ich za dużo. Widziałem jedynie bialy sufit i beżowe zacieki na nim.
Cholera, czemu nie zapiąłem tego pasa? Utrzymałby mnie w pozycji siedzącej i teraz nie leżałbym jak roślinka na łóżku szpitalnym, mogąc tylko spoglądać na wprost. Co właściwie stało się ze mną? Wychyliłem się, by pomóc Annie zapanować nad kierownicą. A zamiast tego, w czasie uderzenia poderwało mnie do przodu i wyleciałem przez przednią szybę. Co było później? Ciemność. Chyba tylko tyle.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
- H-halo? - zająknąłem się - Jest tu ktoś? - mój głos był jeszcze bardziej ochrypły niż zawsze.
- Tak - usłyszałem cichy, przyjemny głosik przyjaciela.
- Niall? - zapytałem. Nie mogłem obrócić czaszki, nie byłem w stanie ocenić sytuacji, w której się znajdowałem.
- Tak, to ja - odpowiedział po chwili.
On nie mówił. On rzęził. Rzęził jak stare auto, które miało przejechane już swoje kilometry.
- Niall, gdzie my jesteśmy? - chciałem wiedzieć.
- Nie wiem. Chyba na oddziale intensywnej opieki medycznej, Hazz - stwierdził.
OIOM? Tam się trafiało w sytuacjach krytycznych, prawda?
- Gdzie jest Annie? Co z nią? - spytałem, zaciskając dłonie w pięści. Chciałem na niego popatrzeć, zobaczyć w jakim jest stanie.
- Wiem tyle co ty! Nie zadawaj tylu pytań, sam się przed chwilą obudziłem! - ten wybuch gniewu sporo go kosztował. Rozkaszlał się jak starszy człowiek, duszący się własną wydzieliną śluzową.
Zignorowałem go i zadałem kolejne pytanie.
- Co tobie się stało? Jak się teraz czujesz?
Westchnął chrapliwie.
- Moja poduszka powietrzna się nie otworzyła. Zderzyłem się bezpośrednio z drzewem. Mogę się ruszać, ale prawie nie potrafię oddychać. Chyba przebiło mi płuco, Harry.
Do moich oczu cisły się łzy. Nie byłem w stanie odpowiedzieć mu na to wyznanie. Bo cóż mogłem rzec? Byliśmy straceni. Obaj.
Podniosłem rękę i zamiast natrafić na burzę loków, moja ręka dotknęła twardych bandaży. Nie miałem włosów! Obcięli mi je! Obcięli mi moje niesforne frędzelki! Mój Boże! Płakałem nad włosami! Ale nie mogłem się powstrzymać.
- Harry? - odezwał się Niall.
- Słucham? - odpowiedziałem natychmiast.
- Obiecaj mi coś.
- Co? - zaintrygował mnie.
- Najpierw obiecaj.
- Niall, nie obiecam ci niczego w ciemno! - zawołałem, kiedy ten się zakrztusił.
Pozwoliłem mu doprowadzić się do porządku. Kiedy znów był w stanie odetchnąć, powiedział:
- Obiecaj mi, że zajmiesz się Annie, kiedy już umrę.
W jego głosie było tyle spokoju. Jakby był przygotowany na śmierć. Ale przecież ona nie nadchodziła! I wcale nie musiała nadejść!
- Niall, czyś ty zwariował?! - żałowałem, że nie potrafię na niego popatrzeć. Bo obróciłbym głowę i posłał mu piorunujące spojrzenie - Będziesz żył! Umrzesz jako staruszek w ciepłym łóżku! - wrzasnąłem, zrozpaczony.
- Nie cytuj mi tu Titanica, Styles - zgromił mnie.
- Słuchaj no, Horan - odpłaciłem mu się pięknym za nadobne - Nie umrzesz. Jesteś silnym chłopakiem! Nie rozumiem, dlaczego mnie wybierasz do takiej roli.
Zaśmiał się smutno.
- Bo ją kochasz.
- Co...? - dlaczego miałem kłamać? I tak obaj staliśmy na skraju przepaści. Mogłem mu teraz powiedzieć wszystko - Skąd wiesz?
- Nie jestem ślepy. Nie wiem dlaczego, ale kochasz ją równie mocno jak ja i jest to ważne dla mnie w tej chwili. Dlatego błagam cię, zrób to dla mnie i obiecaj!
Pociągnąłem hałaśliwie nosem.
- Obiecam, jeżeli ty obiecasz mi to samo, plus, że zaopiekujesz się Louisem po mojej nieuniknionej śmierci.
- Będzie ciężko, bo umrę - silił się na lekki ton - Ale obiecuję.
- Ja także - podsumowałem.
Szkoda, że dopiero teraz znaleźliśmy wspólny język. Szkoda, że zmarnowaliśmy ostatnie tygodnie swojego życia, na mijaniu się okrężnym łukiem. Szkoda.
* * *
Po dłuższym wysiłku, wreszcie udało mi się usiąść. Popatrzyłam na Cath, siedzącą na brzegu mojego łóżka i jej puste posłanie obok. Miałam złamaną rękę i wstrząśnienie mózgu. Tyle. Swoją nieumiejętną jazdą spowodowałam wypadek, a mnie samej nic nie było. Po prostu wspaniale.
Brunetka ścierała palcami łzy, które ciągle napływały na moje policzki. Jej zupełnie nic nie było. Uderzyła się jedynie lekko w głowę. Chociaż tyle.
- Jak to, leżą na OIOMie? - załkałam - A gdzie jest Louis?
- Wiem jedynie, że ich stan jest krytyczny - mruknęła, spuszczając wzrok - Lou, Zayn i reszta już jadą. Trochę im to zajmie, bo jesteśmy w szpitalu w Syndey.
Oderwałam oczy od okna i zaszlochałam ponownie. Musiałam zmienić temat, żeby nie umrzeć z rozpaczy.
- Tobie się chyba układa z Zaynem, prawda? - chlipnęłam.
Zerknęła na mnie, a w jej oczach pojawiły się iskierki.
- Tak. Ja się chyba zakochałam. A on.... On też - jej wypowiedź była lakoniczna. Ciężko było rozmawiać o tak błahych sprawach w tak trudnej chwili.
- To fajnie.
* * *
Serce biło coraz szybciej i szybciej i szybciej. Migotanie komór? Tak to się chyba nazywało. Szybciej, szybciej, aż wreszcie odgłos aparatury zlał się w jeden dźwięk.
Pogrążony w smutku i zadumie, powoli przechodziłem na tamten świat. Czułem, że przebywając tutaj, tylko się pogrążam, więc wydałem ostatnie tchnienie.
Przez moment miałem wrażenie, że w moim sercu, jakby przez panującą wszechobecnie żałość, przebił się promyk szczęścia.
To koniec. Wracałem do domu.
Ufff, No to jestem z rozdziałem piętnastym :D Miało go nie być, ale wczoraj jakoś tak przyszła wena i postanowiłam jednak napisać go na nowo. Serce mi się ściska, gdy czytam to, co napisałam. Nie powiem wam, kto był narratorem w ostatnim fragmencie. Wszystko okaże się w epilogu.
Jak Wam się podobało? Oceńcie.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńO nieeee .... :( Dlaczego to musi kończyć się śmiercią , coś mi się wydaje że umrze Harry bo ta narracja tak do niego pasuje, ale z drugiej strony myślę że może zrobisz niespodziankę :P strasznie mi smutno że ten blog się kończy bo jest to właściwie moje ulubione opowiadanie. Miło było mi patrzeć jak z rozdziału na rozdział coraz bardziej rozwijasz swoje umiejętności pisania i tym samym jest ono coraz lepsze.Mam nadzieję , że po skończeniu tej historii nie opuścisz nas a uraczysz za to nową, jeszcze lepszą (jeśli to możliwe) opowieścią. Całuję z całego serduszka :****
OdpowiedzUsuńmogę wiedzieć kto jest autorem tego komentarza? :D
UsuńŚwietny rozdział <3
OdpowiedzUsuńAle nie takie spamowanie mi chodziło.xd Tylko ze jedna osoba kilka komentarzy..xd <3333
Ale zapraszam cię do czytania także mojego Bloga i komentowania go :) <3
zrobię to jak tylko znajdę czas. bo mam straszną rozpierduchę.
UsuńDlaczego... Boże chyba wiem kto jest narratorem ostatniego fragmentu. O boże, rozkleiłam się... Cały rozdział jest taki... matko boska. Nie. Cholera, cały rozdział jest taki... mocny. Serio. I dlatego ja się nigdy nie pcham na pierwsze miejsce, a jak już to zapinam pasy. Matko boska, coś ty zrobiła?! Nie potrafię napisać elokwentnie, ale... Cholera jasna. Świadomość, że wiem kto umrze jest dołująca, ale jeśli to naprawdę ON (wiesz o kogo mi chodzi, z twittera) dołuje mnie bardziej. To... jedna z najlepszych rozdziałów. OIOM - nienawidzę tego miejsca, powoduje u mnie szybsze bicie serca. Zresztą nienawidzę szpitali - za dużo w nich przebywałam, aby je lubić chociaż troszkę. Nawet uśmiechnęłam się odrobinę gdy Hazz powiedział "Obcięli mi je! Obcięli mi moje niesforne frędzelki! Mój Boże! Płakałem nad włosami" uśmiechnęłam się. Odrobinę... a potem zabiłaś jego.
OdpowiedzUsuńMoja reakcja na podsumowanie całego rozdziału:
http://s1-02.twitpicproxy.com/photos/full/601174860.gif?key=500257
Wow , jaki rozdział ! Mało z krzesła nie spadłam czytając go . Jest rewelacyjny ^_^
OdpowiedzUsuńnextlevelxd.blogspot.com
Ohh, nie mogę w to uwierzyć... Dlaczego doprowadziłaś do tego cholernego wypadku?! Przez ciebie miałam przez cały rozdział łzy w oczach. To, że chłopcy zakopali topór wojenny było takie piękne! Nie potrafię wyrazić tego co czuję. Jestem rozdarta. Z jednej strony cieszę się, że któryś z nich pozostanie przy życiu, ale z drugiej jest mi smutno, że historia dobiega już końca.
OdpowiedzUsuńTym rozdziałem zamknęłaś mi buzię. Jestem tak zachwycona opisaniem wszystkich tych scen w rozdziale, że nie potrafię nic z siebie wykrztusić i tylko kręcę z niedowierzaniem głową!
Czekam na epilog, bo wtedy dowiem się, który z nich umarł.
Pozdrawiam i życzę weny :)
dzizas, nie mogę w to uwierzyć. ciężko opisać ten rozdział, gdyż jest tak dobry i oczywisty, że nie wiem za bardzo co napisać. ale sie wysile ;) Otóż jak ci wczesniej juz wspomniałam według mnie to twój najlepszy rozdział. Zawarłaś w nim tyle emocji i strachu co bardzo mi sie spodobało. Niestety któryś z chłopaków umrze i tak bardzo nie chciałabym by był to Niall ! nie wiem czemu, ale on tak bardzo kocha Ann, że aż serce mi się kruszy ^^ a Harry to Harry, zakochał się po uszy, i oczywiście też nie chce aby to on umarł, ale no jak juz napisałas końcówke ktoś musi, co nie ;) i dziwne ze Ann tak się dobrze trzyma ( zdrowotnie) i Lou nasz biedaczek. Nie wiem co on zrobi jak straci Hazze. ;<
OdpowiedzUsuńkurde dodawaj ten epilog bo nie wytrzymam ! ;)
PS: Zayn się zakochał ! ^^
O kurczę, to już epilog? Szkoda, że tak szybko :(
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału to kurde nie wiem co powiedzieć! Jest po prostu genialny, chyba najlepszy ze wszystkich <3
shouldletyougo.blogspot.com
no-cases.blogspot.com
Po prostu cudo! Najpierw ten wypadek, porozrzucane ciała Niall'a i Harry'ego. Wiedziałam, że któregoś z nich zabijesz!
OdpowiedzUsuńMało co się nie popłakałam, szczerze powiedziawszy.
Jeśli mam strzelać- ZAŁOŻĘ SIĘ, że TO NIALL umarł.
No i Zayn, zakochał się wreszcie!
Muszę powiedzieć- stworzyłaś już drugą niesamowitą historię, naprawdę aż chce się czytać! ;)
Czekam na epilog! ♥
Happy_frenzy
O boże. Jeśli chcesz spowodować u człowieka zawał to nie takim czymś! Możesz wymyślić coś innego!
OdpowiedzUsuńNie wiem kto umrze. Mam nadzieję ,że nikt... Może zmartwychwstanie czy coś. :D Uuuu! To by było niezłe! *-*
Dobra wracam do tematu...
Boję się tego ,że Annie będzie się obwiniała o śmierć tego kogoś. Bo to ona prowadziła, no nie?
Na prawdę nie wiem dlaczego to robisz! :c Ciesz się ,że już nie chodzimy do tej samej szkoły bo bym cię zamordowała! Nie można tak robić! Nie można! :c
Dawaj szybko ten epilog! I u Larry'ego też coś dodaj :D
I następnym razem nie pytaj się czy mi się podobał rozdział bo odpowiedź jest oczywista.
Moja kochana Martha ... kocham ją w tym opowiadaniu ; p jest dokładnie taka sama jak w rzeczywistości ; **
OdpowiedzUsuńTen wypadek jest masakryczny ..
zastanawiam się dlaczego Cath nie ucierpiała tak jak inni ... hmmm .. a już wiem bo mnie bardzo kochasz i byś mi takiego czegoś nie zrobiła <3
Serducho mi pęka jak czytam rozmowę między Hazzą a Niallem ; ((
Boże dziewczyno do czego ty tu doprowadzasz ! TAKE EMOCJE że ja pierdziele !
Zayn + Cath = <33 BIG BIG LOVE <3
Ostatni akapit - ZABIĆ CIĘ !
To że są wakacje i że się teraz nie widujemy to nie znaczy że ci nie mogę przyjść do domu i ci armagedonu, za ten fragment, urządzić !!!!!!!
Jak ty mi w tym opowiadaniu zabijesz Nialla to pożałujesz !
Nie chcę żeby ktokolwiek w tym opowiadaniu umierał ! ZROZUMIANO !
bo jak ktoś umrze będę płakała jak nienormalna !
W sumie na tym rozdziale tez się popłakałam ale to szczegół ; p
LOVE <33
Cześć! Miło nam powiadomić, że właśnie stałaś się częścią naszej Direction społeczności ;) Witamy na pokładzie http://FF-1D.blogspot.com!
OdpowiedzUsuńAaa!! Nie, to nie koniec prawda?? :O :( Ale to moje ulubione opowiadanie i nie może się skończyć ! xd
OdpowiedzUsuńSądziłabym że to Niall umrze ale jeśli będziesz nas chciała zaskoczyć to to będzie Harry :O Aa kieedy epilog??? :D :D :D
Lost Writer
( piecesofmyheart.blog.onet.pl )
Boże piekny rozdzial az sie popłakalam :( ;( ide czytac epilog :D
OdpowiedzUsuńN ♥