niedziela, 27 maja 2012

7. Ależ romantycznie!

       Noc się kończyła. Nadchodził świt. Leżałam na łóżku wpatrując się w plamę światła słonecznego, wędrującą po suficie. Czułam się znakomicie, obudziłam się wypoczęta i rześka. Miałam rację, tej nocy nie dręczyły mnie sny. To był koniec. Rozdział mego życia zatytułowany "Anthony Eisenhower" został oficjalnie zamknięty. Otwarłam natomiast inny, całkiem nowy, pod tytułem "Niall Horan".
       Tego co czułam, nie można było wyrazić słowami. Uczucie to było tak świeże i tak intensywne, że upajałam się nim jak tylko mogłam, mimo że rozpoczynał się nasz dopiero drugi wspólny dzień. Za każdym razem, kiedy o nim myślałam, moje serce podskakiwało w piersi.
        Ręce założyłam pod głową i uśmiechnęłam się sama do siebie, wspominając poprzedni wieczór.

* * *

        Leżał na mnie. Pochylił się i pocałował mnie delikatnie w kąciki ust. Ja rozchyliłam wargi, więc odpowiedział mi głębokim, ognistym pocałunkiem. Trwaliśmy tak złączeni, aż wydawało się, że można było usłyszeć syk unoszącej się z naszych ciał pary.
        Kiedy chciał się cofnąć, przytrzymałam go ustami. Nie chciałam opuszczać tej pięknej krainy, do której zawędrowałam dzięki niemu - chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie.
        Kiedy się od siebie oderwaliśmy, Niall ostrożnie położył się obok mnie na plecach. Do pokoju wpadało bardzo niewiele światła przez szpary w zasłonach, tak, że widziałam tylko zarys jego twarzy i błysk błękitnych oczu.
       Uśmiechnął się sam do siebie, westchnął przeciągle i zmienił pozycję, kładąc się przodem do mnie, aby dobrze widzieć moją twarz.
       Oparł głowę na zgiętej dłoni i pogłaskał mnie delikatnie po policzku, jedynie opuszkami palców.
- O, luba, zginąłem w niebie, kiedym raz pierwszy pocałował ciebie - wymruczał mi do ucha.
        Parsknęłam śmiechem.
- Mickiewicz? - spytałam, ciągle jeszcze chichocząc.
        Niall pokiwał ochoczo głową, dumny z siebie.
       Pocałował mnie jeszcze krótko w usta i ułożył się z powrotem na plecy. Przesunął dłonią po kołdrze, aż nasze palce zetknęły się tak lekko, że pewnie nawet nie zauważyłabym tego, gdybym dotykała kogoś innego. Teraz jednak zakończenia nerwów łaskotały mnie, jakbym trzymała je nisko nad płomieniem ognia.
      Zerknęłam jeszcze na niego przez moment. Miał zamknięte oczy, rzęsy rzucały cienie na kości policzkowe.
       Zasnęliśmy, trzymając się za ręce.

* * *

        Spojrzałam na niego. Nie spał. Wpatrywał się zamyślonym spojrzeniem w sufit. Kiedy dostrzegł, że przyglądam mu się, zerknął na mnie i uśmiechnął się rozanielony.
- Dzień dobry - powiedział, wtuliwszy się we mnie i nakrywszy nas kołdrą tak, że było nam widać jedynie głowy.
        Ciepło bijące od jego ciała sprawiło, że czułam się błogo jak nigdy dotąd. Chłopak położył rękę na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej.
        - Dzień dobry - odrzekłam, kiedy musnął ustami moje wargi.
       Wpatrywałam się w niego, nie mogąc uwierzyć, że taka osoba jak on zechciała właśnie mnie. Mój egoizm tak kontrastował z jego bezbrzeżnym altruizmem, że było to wręcz nielegalne. 
        Już miałam przymknąć powieki, by jeszcze bardziej rozkoszować się chwilą, gdy rozległo się pukanie do drzwi pomieszczenia. 
       Wraz z Niallem spojrzeliśmy na siebie zdziwieni. Chłopak wzruszył ramionami, nie mając pojęcia, co się dzieje. Postanowiłam wyjaśnić sytuację.
- Wchodzić - zawołałam, a blondyn uśmiechnął się do mnie łobuzersko. Doskonale wiedziałam dlaczego, z boku nasze położenie musiało wydawać się jednoznacznie, chociaż prawdziwy stan rzeczy wyglądał zupełnie odwrotnie.
        W drzwiach pokoju pojawił się Harry. Jego początkowy znudzony wyraz twarzy zamienił się w zszokowany, kiedy tylko nas zobaczył. Stanął jak wryty, otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział gdzie spojrzeć. 
       Po chwili opanował się i podnosząc jedną brew do góry, mruknął:
- To ja może przyjdę później.
        Usiadłam jednak, co spowodowało, że kołdra zjechała mi do połowy ud.
- Nie! Zostań, co się stało? - zawołałam pospiesznie, zanim drzwi zamknęły się za nim. Zawahał się i po chwili ponownie otworzył drzwi na całą ich szerokość i zrobił kilka kroków w naszym kierunku.
       - Cześć Niall - powiedział szczerząc się smutno.
       Horan jednak skinął jedynie głową, patrząc na Loczka wyczekująco. Ten zlustrował wzrokiem mnie i podnoszącego się powoli do pozycji siedzącej blondyna.
- Louis jest chory - powiedział wreszcie.
       Otworzyłam szeroko oczy, przysłaniając usta dłonią. Co się działo z moim bratem?! Chyba nic poważnego, prawda?
        - Gdzie on jest? - spytałam Stylesa słabym głosem.
- Och, u siebie - odpowiedział zdumiony.
       Nie czekałam na dalsze informacje. Wyskoczyłam z łóżka jak strzała, przy okazji zrzucając kołdrę na ziemię, wyminęłam Harry'ego i niemal zderzając się z drzwiami, popędziłam do pokoju mojego brata.
       Miałam wrażenie, że moja kilkumetrowa podróż trwała wieki. Do głowy przychodziły mi różne obrazy,  Louis nieprzytomny, albo najgorsza z możliwych wersji - umierający Louis. Sprawiło to, że moje ciało ogarnął spazm, do oczu napłynęły łzy, krtań zacisnęła się.
      Wpadłam do pomieszczenia, przeskakując porozwalane po podłodze ubrania. Dopadłam jego łóżka, i klęknąwszy na kolanach, ogarnęłam wzrokiem jego stan.
      Na jego czole szkliły się kropelki potu, którym pozlepiane miał także końcówki włosów. Usta jego były spieczone, oddychał ciężko, a pod oczami widniały sińce.
      Przyłożyłam dłoń do jego czoła. Było gorące!
      Robiłam wszystko, żeby nie wpaść w panikę, jednak jeszcze nigdy nie widziałam mojego Boo Beara w takim stanie! Czasem zdarzało mu się chorować, ale były to jedynie małe przeziębienia.
       - Lou! Mierzyłeś gorączkę? - zawołałam do niego, chcąc sprawdzić, czy w ogóle był świadomy.
       Uchylił delikatnie oczy i z największym trudem pokręcił głową.
       Nawet nie spostrzegłam, kiedy obok mnie pojawili się Niall i Harry. Całą uwagę skupiłam na moim kochanym braciszku, który cierpiał. A gdy on cierpiał, cierpiałam i ja.
        - Co mu jest?! - zwróciłam się do Harry'ego, spoglądając na niego wyczekująco.
- Nie wiem! Obudziłem się rano i próbowałem do niego gadać, ale mi nie odpowiadał. Najpierw pomyślałem, że mimo wszystko nadal jest na mnie obrażony. Ale potem na niego spojrzałem. Wyglądał strasznie - w oczach chłopaka czaiła się panika. Spoglądał na swojego przyjaciela, którego twarz wykrzywiał grymas bólu.
       Postanowiłam powziąć jakieś konkretne kroki.
        - Niall, kochanie, skocz po termometr, gdziekolwiek jest, okej? - poprosiłam blondyna. Zerknął na mnie, po czym nieco niechętnie odstąpił łóżka Louisa, by później podreptać gdzieś w poszukiwaniu termometru.
        Po chwili do pokoju wpadli również Liam i Zayn, których oczy były wielkie jak dziesięć złotych w monecie. Wypytywali Harry'ego co się dzieje, podczas gdy ja sprawdzałam stan Lou.
- Louis, co cię boli? - spytałam rzeczowo.
        Mój bliźniak jęknął przeciągle i zachrypniętym głosem powiedział:
- Brzuch... i głowa, i...  - urwał, łapiąc się za brzuch - będę rzygał.
       - Harry! Miska! - wrzasnęłam, nachylając się ku Lou, by podnieść go do pozycji półleżącej.
       Styles wybiegł z pokoju zanim jeszcze skończyłam zdanie i powrócił po około piętnastu sekundach. Opadł na kolana obok mnie, podsuwając naczynie pod twarz Boo, który w tym samym momencie zaczął wymiotować.
       Harry złapał go za ramię, pomagając mi utrzymać brata. Ja natomiast odgarnęłam do góry długą grzywkę chłopaka.
       Patrzenie jak brat się męczy, sprawiało mi tyle bólu, że miałam ochotę zwinąć się w kłębek na podłodze i nie wstawać. Jednak wypadało mi być silną. Ktoś musiał.
       Kiedy Louis zwrócił całą zawartość żołądka, położyłam go ponownie na plecy i pogłaskałam po czole.
- Śpij braciszku. Zaraz zrobię ci zimny okład i skombinuję jakiś antybiotyk. Nic się nie przejmuj - szepnęłam do niego cicho.
      Nagle rozdzwonił się telefon Liama, który pospiesznie wyszedł, nie chcąc budzić Lou, który właśnie zaczynał odpływać w niebyt. Zayn spojrzał na mnie i zauważyłam, że jest strasznie blady. Zapewne źle znosił widok kogoś, kto wymiotuje.
       Skinęłam głową ze zrozumieniem i chłopak także opuścił pokój.
        Teraz najbardziej ze wszystkiego pragnęłam, żeby Louis wyzdrowiał. Wyglądało mi to jedynie na zwykłe zatrucie pokarmowe, więc postanowiłam nie robić afery. Na początek chciałam podleczyć go tak zwanymi domowymi sposobami, a gdyby nie polepszyło się - dopiero wtedy zawieźć go do szpitala.
       Do pokoju wrócił Liam, oznajmiając, że Paul dzwonił aby przypomnieć, że mają dzisiaj wywiad.
- I co teraz? - zapytał zrozpaczony Harry, przyglądając się bezradnie Boo - Bez Lou nie jadę! - oświadczył stanowczo, dłonie zaciskając w pięści.
- Owszem, jedziesz - powiedziałam, a ten popatrzył na mnie morderczo. Wytrzymałam jednak to spojrzenie, zaciskając usta w wąską linijkę - Tak będzie najlepiej. Zostawicie nas w spokoju, a ja już się zajmę moim bratem - zakomunikowałam.
        - Nie widziałeś gdzieś Nia... - urwałam, bo osoba, o którą miałam zamiar zapytać właśnie weszła do pokoju.
        Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
- Przepraszam, że tak długo to trwało, ale poszedłem do apteczki samochodowej, bo tu w hotelu nie znalazłem - powiedział, podając mi urządzenie.
- Dziękuję ci - odpowiedziałam.
        Kiedy brałam termometr z jego ręki, zacisnął przez moment palce na mojej dłoni. Spojrzałam w jego oczy i dostrzegłam w nich najpiękniejsze uczucie jakim mogłam zostać obdarzona - miłość.
      Delikatnie rozchyliłam Louisowi usta i wsadziłam mu urządzenie pod język
       - Musimy jechać na jakiś pierdolony wywiad! - pożalił się blondynowi Harry.
- Tak, słyszałem. Zayn mi powiedział. Jednak ja też uważam, że powinniśmy pojechać, w końcu mamy to w kontrakcie.
       Harry przejechał sobie dłonią po twarzy, a następnie trzepnąwszy włosami, doprowadził je do ładu.
- Co za dzień - warknął - Jak ja niby mam odpowiadać na te durne pytania w takim stanie psychicznym?! Do tego w hotelu nie ma nawet porządnej apteczki. Trzeba będzie zmienić hotel! Albo złożyć zażale...
- Och, Styles, zamknij ryj! - przerwałam mu niecierpliwie.
       Zapanowała absolutna cisza. Chłopak otworzył szeroko usta i obrócił powoli głowę w moją stronę. Jego twarzy wykrzywiała mieszanka niedowierzania i wściekłości.
        Bluznął coś jeszcze pod nosem, by później poderwać się z klęczek i opuścić pokój.
        W międzyczasie temperatura Lou została zmierzona i usłyszałam charakterystyczne pikanie.
        Wzięłam termometr do ręki.
- O mój Boże - jęknęłam.
-Ile? - zapytał Liam, nachylając się w moim kierunku.
- 39,3 - mruknęłam, schowawszy twarz w dłoniach.
       Niall dotknął mojego ramienia.
- Wiesz już, co mu jest? - zapytał troskliwie.
        Nigdy nie tęskniłam za jego czułościami tak bardzo, jak w tym momencie. Jeszcze poprzedniego dnia bałam się, że będę kochała chłopaka mniej niż on mnie. Teraz mogłam się jedynie martwić, że będzie odwrotnie. Był dla mnie naprawdę kimś wyjątkowym. Jeszcze nigdy kogoś takiego nie miałam.
- Podejrzewam, że musiał się czymś zatruć po koncercie - odrzekłam, wstając.
- Lepiej nie mów tego przy Harrym, bo jeszcze zaskarży katering - zaśmiał się Liam.
        Parsknęłam.
- Przeproście go ode mnie, gdy już trochę ochłonie. Chyba nieco przesadziłam - mruknęłam.
       Zadziwiające, ale nie czułam się zupełnie winna. Jednak on kilka dni naprzód zdecydował się przeprosić mnie, więc wypadało, abym ja też to zrobiła.
       - Jedźcie, dam sobie radę - oświadczyłam, po czym dałam Niallowi całusa w usta.
       Blondyn mruknął mi przelotne "Kocham cię" do ucha, poszedł odprawić poranną toaletę i chłopcy opuścili apartament.
        Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo duszno było w pokoju.
        Uchyliłam okno i podreptałam do kuchni w poszukiwaniu jakiś konkretnych lekarstw.
        Co prawda, antybiotyku nie znalazłam, ale w szafce nad zlewem dostrzegłam przeciwgorączkową Pyralginę i jakiś lek przeciwwymiotny. Przestudiowawszy najpierw ulotki, zabrałam ze sobą dwulitrową, niegazowaną wodę i wróciłam do pokoju.
        Czułam, jakby moje serce przenikał ostry sztylet gdy musiała obudzić smacznie śpiącego Lou, żeby podać mu lekarstwa.
        Uchylił oczy na dźwięk mojego głosu. Podałam mu leki, napoiłam go i na powrót zasnął.
       
* * *

        - Annie! Annie! - usłyszałam głos gdzieś w głowie. Mrugnęłam powiekami, a bezkształtna plama zaczęła powoli przeobrażać się w konkretne obrazy.
       Siedziałam na podłodze, głowę miałam odchyloną do tyłu i opartą o tors Boo. Przeciągnęłam zbolałe plecy i nogi. Następnego dnia nie będę w stanie się poruszać. 
       Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na Lou, który prawdopodobnie przed chwilą mnie wołał.
       Chłopak szczerzył się do mnie łobuzerskim uśmieszkiem.
- Louis! Lepiej ci! - wykrzyknęłam rozradowana, przenosząc się z powrotem na klęczki. Pospiesznie dotknęłam dłońmi jego twarzy i czoła. Temperatura wydawała się normalna.
       Rozanielona, pocałowałam go siarczyście w policzek i uśmiechnęłam się do niego dumnie.
       Bliźniak zachichotał.
       - Nie masz pojęcia jak mnie wystraszyłeś! - wrzasnęłam nagle, łapiąc go za ramiona - Coś ty wczoraj zeżarł durniu?!
       Lou zamyślił się.
- Chyba te krewetki nie były świeże - odpowiedział, uśmiechając się niewinnie.
       Przyłożyłam rękę do czoła i mruknęłam sama do siebie:
- Co za idiota.
      Nie uszło to uwadze mojego brata, który wybuchł głośnym śmiechem. Po chwili zawtórowałam mu. Siedzieliśmy tam, śmiejąc się z niczego.
      - Ile spałam? - zapytałam, ocierając z kącików oczu łzy, które napłynęły pod wpływem śmiechu. 
- Nie wiem, w każdym razie jest czwarta popołudniu.
       Spojrzałam na zegar i ze zgrozą stwierdziłam, że chłopak ma rację. On tymczasem wygramolił się z łóżka i usiadł obok mnie na podłodze.
- A obiecałem mamie, że będę cię pilnował - oświadczył z udawanym zmartwieniem i wyszczerzył się kpiarsko.
- Czy ty mi coś sugerujesz, braciszku? - zapytałam, udając, że nie wiem, o co chodzi.
       Mrugnął wesoło oczyma.
- Sądzę, że wiesz o co mi chodzi - zaświergotał - Ty. Niall. Łóżko.
- Ale przecież... - zadumałam się. Naprawdę cały dom właśnie tak to odebrał? Nagły przypływ wieczornej czułości i wspólne dzielenie łóżka, zostały odebrane jako upojna wspólna noc - Przecież my nie uprawialiśmy seksu! - dokończyłam, śmiejąc się.
       Louis osłupiał. Spojrzał w bok, a jego umysł zbombardowany został informacjami.
- Był u ciebie w pokoju! - zaprotestował.
- Ale nie kochaliśmy się, zrozumiano?! Spaliśmy obok siebie, trzymaliśmy się za ręce!
      Brunet wywrócił teatralnie oczami.
- Ależ romantycznie! Zupełnie jak w przedszkolu! - zawyrokował znużonym tonem.
- Zajmij się lepiej swoim życiem seksualnym, Tomlinson! - zawołałam, rzucając w niego poduszką.


Uf. Dłuższy dzisiaj rozdzialik.
Ja osobiście go nie lubię, ale miejmy nadzieję, że wam się spodobał.
pozdrawiam :*

20 komentarzy:

  1. Jasne ,że nam się spodobał! :D
    Jest świetny!
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, luba, zginąłem w niebie, kiedym raz pierwszy pocałował ciebie - dobre!! haha ;D
    Jak to dobrze, że Louisowi nic nie jest, już myślałam, że to będzie coś poważnego.
    Ogólnie, to świetny rozdział! Jak zawsze oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahaha nie uwierzysz,moj rozdzial tez sie podobnie zaczyna xD lol xd i tez do pokoju wpada Harry ale z inna informacja,kurdeee nie chce zebys odebrala to jako plagiat !!:< pi prostu jak sama wiesz Kyllie zatrzymalasie u chlopakow i poszla spac z Niallem. To zmienir chcoiaz Harrgo na no nie wiem Liama:) a rozdzial genialny,szzzeholnir sceny Nialla i Anny,sama slodycz :* i Harry nasza gwiazdka mala rozkapryszona xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdział i cały blog . :D Wszystko tak, jakby wierszem pisane, to jest fajne . Biedny Louis, zachorował. cieszę się, że główna bohaterka ma Nialla . :D Czekam na dalszy ciąg ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacznę tak: coś ty w ogóle zrobiła w komentarzu u mnie na blogu?! Widząc te animacje miałam takie reakcje:

    http://media.tumblr.com/tumblr_lthwetE4bz1qcx8kd.gif

    http://media.tumblr.com/tumblr_lx1suajFbP1qgtfpa.gif

    http://data.whicdn.com/images/24947175/tumblr_lx75eoGR4A1r21zr0_large.gif

    http://24.media.tumblr.com/tumblr_lx4fpeM1Zd1r17hxro9_250.gif


    To tylko Twoja wina! :D Ale teraz zacznie się prawdziwy komentarz... O Jezu, akcja leci tak do przodu, że już całkiem niedługo będę musiała zacząć wypisywać wszystkie wątki, które zauważam! Tu Niall, tu Harry... tu chory Louis! O mamusiu! I ty piszesz tak szybko, ze normalnie czyta się tak... zarąbiście, że to nie do ogarnięcia. W momencie gdy Boo-Bear rzekł "Ty. Niall. Łóżko." zaczęłam kwiczeć ze śmiechu. Robisz to specjalnie! To jest zamach na moje młode życie! HA! Ja wiedziałam, ze Styles jest ZAZDROSNY. To widać po nim, nie wie jak ma się zachować względem bohaterki. Słodzio.
    Och, każdy ma zdolności do nad interpretowania treści... Weny, weny i jeszcze raz weeeeeeeeny! :*
    btw. Tak musiałam skończyć w TAKIM momencie. Niech ciekawość cię zżera! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy wyobraziłam sobie minę Harry'ego gdy zastał Niall'a i Annie razem w łóżku, albo gdy potem przejechał sobie ręką po twarzy, po prostu zaczęłam się śmiać i nie mogłam się uspokoić!
    To samo było, gdy Annie biegła do chorego Louis'a. No ja nie wiem co we mnie dzisiaj wstąpiło, ale niemal cały czas chichoczę.
    "Nieświeże krewetki"... No nie, Lou to zawsze coś palnie, a potem to jego "Był u ciebie w pokoju!"
    Jeżeli kolejne rozdziały będą tak cudowne, to chyba zacznę czytać rozdział po kilka razy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. dobre, dobre ;d Niall światowy jest, Amerykanin i Mickiewicza zna :D ale fajny rozdział, już mnie zmartwiłaś, że Lou będzie umierającym ;o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niall to jest właściwie Irlandczyk, ale są akurat w trasie,

      Usuń
  8. Oj biedny Lou... dobrze, że wyzdrowiała :D
    a rozdział mega, już se wyobrażam minę Harrego ; D
    To teraz czekamy na 8 <3 ; ***

    M.

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie 4 rozdzial kochana:))
    lifewithfuckinglove

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jak zawsze świetny!
    Po prostu wiedziałam, że Harry ich przyłapie.
    Mogłaś bardziej opisać jego minę, bo zapewne była zacna.
    Miałam nadzieję na coś więcej między Niall'em, a Annie, jednak nadal liczę na to w kolejnym rozdziale.
    Biedny Lou... jednakże cieszę się, że wyzdrowiał.
    Czekam na kolejny rozdział, mam pytanie-jak masz na imię?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe imię;D
    Bardzo oryginalne!
    Ja mam na imię Iza! ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Dłuuuuugi ten rodział ; D
    masz rację ; p
    ale bardzo fajny ; ]

    Lou ; ( ale mi go szkoda.

    Kiedy 8 rozdział ? ; P

    LOVE <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny! Mam nadzieję, że niedługo dodasz następny :D

    Zapraszam do obserwowania i czytania mojego nowego bloga, oczwyiście jeśli się spodoba: fallinhappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że tak uważasz ;D
    Jednak myślę, że jest ono przeciętne :/
    Kiedy dodasz nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  15. Uhuu, uwielbiam to opowiadanie. Biedny Lou, dobrze, że to nic poważnego. Annie & Niall są słodcy ♥ Czekam na kolejny ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Nareszcie przeczytałam ;p i jak zawsze suuper ;D dobrze że Lou wyzdrowiał ;p a Annie i Niall takie LOVE ♥♥ ; **

    N. ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć, na [shouldletyougo.blogspot.com] jest już kolejny rozdział. Zapraszam do czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. u mnie kolejny, już 5 rozdział ! :) zapraszam
    lifewithfuckinglove

    OdpowiedzUsuń
  19. Annie&Niall<3... Awwwwww
    Loui żyje? Nie no jakiś ciężki cud ;p

    OdpowiedzUsuń