sobota, 16 czerwca 2012

12. Harold, ty kretynie.

        Otworzyłem drzwi i rozejrzałem się po jej sypialni. W ostrym świetle popołudniowego słońca, opierającego się o zachodnią ścianę domu, dostrzegłem ją, siedzącą na szerokim parapecie. W dłoniach trzymała gruby tomik poezji. Skulona, zagłębiała się w słowa tej ciężkiej lektury, chłonąc każde ich znaczenie. Włosy opadały jej na policzki oraz oczy i co chwilę poprawiała je dwoma palcami, by móc wyraźnie widzieć litery.
       Poczułem ukłucie w sercu, rozdarty pomiędzy dalszym obserwowaniem niczego nieświadomej dziewczyny, a potrzebą dotknięcia jej placami.
       Druga myśl szybko przeważyła tę pierwszą i postawiłem kilka cichych kroków w kierunku Annie. Do tego dzierżyłem w dłoni talerzyk z ogromnym pączkiem z cukrem pudrem, które ona tak uwielbiała.
       Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy postawiłem naczynie na biurku, a ona nadal nie zauważyła mnie.
        Wykorzystując tę chwilę nieuwagi, wśliznąłem się w wąską przestrzeń roztaczającą się między jej plecami, a ścianą i położyłem dłonie na jej odkrytych przedramionach, które odsłoniła bluzka na ramiączkach.
        Jakież było moje zdziwienie, kiedy tego ranka odkryłem, że państwo Tomlinson użyczyli nam swojego domu na czas pobytu tutaj, a sami przenieśli się do hotelu. Oczywiście pobyt tam opłaciliśmy im my, ale czułem się nieco skrępowany faktem, że ludzie muszą opuszczać rodzinne gniazdko, bo na głowę zwaliła im się czwórka nieokrzesanych małp i dwójka ich dzieci. Cóż, nie wiem w jakim świecie żyłem, że dowiedziałem się dopiero dziś.
        Musnąłem po raz kolejny palcami pachnące ciało.
        Jej skóra była taka rozgrzana! Pod wpływem tego dotyku, poczułem, że moje drogi oddechowe zwężają się i zaczęło mi brakować tchu. Serce wykonało fikołka.
        Przed kilkunastoma minutami brała prysznic, więc po całym pokoju roztaczała się przyjemna woń oliwkowego szamponu do włosów.
        Dziewczyna podskoczyła w miejscu, przestraszona nagłym kontaktem fizycznym.
        Zaśmiałem się cicho.
- Spokojnie, to tylko ja - powiedziałem ciepło, masując jej ramiona i próbując ogrzać o nie zziębnięte palce.
- Mój Boże, Niall, wystraszyłeś mnie - zawołała.
- Przyniosłem ci pączka - oświadczyłem, dumny z siebie.
        Annie obróciła głowę w moim kierunku. Spojrzała na mnie, na moje oczy, moje usta, w sposób który spowodował, że coś we mnie ścisnęło się nieznośnie, a później ponownie rozluźniło. Nie mogłem uwierzyć, że należę do jej świata, ja rozerwany między dwoma życiami. Życiem dziewiętnastoletniego chłopaka a życiem światowej gwiazdy piosenki popularnej.
- Z cukrem pudrem? - upewniła się.
- Z cukrem pudrem.
        Podałem jej talerz, który stał w zasięgu mojej ręki, a ona natychmiast zabrała się za konsumowanie podwieczorku.
        Usiadła do mnie bokiem, tak, że oboje siedzieliśmy w tej samej pozycji, a nogi zwisały nam luźno z wysokiego parapetu.
        Z pierwszym gryzem ubrudziła twarz cukrem pudrem, robiąc sobie tak zwanego wąsa.
        Roześmiałem się i odgarnąłem kilka niesfornych kosmyków jej włosów, by lepiej widzieć twarz. Przyglądałem się temu, jak zajada się pączkiem. Szybko pochłaniała duże kęsy, musiała naprawdę być głodna.
        Kiedy zorientowała się, że na nią patrzę, przełknęła szybko to, co akurat przeżuwała i zerknęła na mnie podejrzliwie.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytała, lustrując mnie wzrokiem.
       Wyszczerzyłem zęby w zawadiackim uśmiechu.
- Kocham cię - powiedziałem, ni to od niechcenia, jakbym mówił coś w stylu: "kanapka z serem".
        Podniosła do góry jedną brew.
- Taa, wiem - odpowiedziała takim samym tonem, kontynuując konsumowanie.
        A więc tak chciała się bawić? A proszę bardzo, Nialler zawsze gotowy!
       - No wiesz! - zbuntowałem się, wstając z miejsca - Spodziewałem się jakiegoś ja ciebie też, przepełnionego słodyczą, a dostaję takie coś!
       Prychnąłem teatralnie, wzruszając ramionami. Annie spoglądała na mnie roześmianymi oczyma znad pustego już naczynia. Same te piękne oczęta wyrażały miłość, ale postanowiłem się trochę z nią podroczyć.
      Prychnąłem ponownie i obróciłem się na pięcie, ruszając żołnierskim marszem w kierunku drzwi.
      Po chwili poczułem ciepłe palce, zaciskające się na moim nadgarstku. Uśmiechnąłem się tryumfalnie, kiedy ta ręka obróciła mnie w swoim kierunku. Ależ ona była władcza. Cholerka, lubiłem ją w takim wydaniu.
       - Kretyn - mruknęła cicho, by później złożyć na moich ustach namiętny pocałunek. Dotyk delikatnych warg dziewczyny sprawiał, że moje ciało przeszedł rozkoszny dreszcz. Wspięła się na place, by dodatkowo wpleść place w moje włosy.
       Całowaliśmy się bez opamiętania i ciągle było nam mało. Jednakże zmęczone płuca coraz bardziej domagały się kolejnych dostaw tlenu, których nie dostarczałem im, zajęty napływającą falą namiętności.
       Zakręciło mi się w głowie, musiałem to przerwać, przekonany, że przecież zostało nam jeszcze wiele pocałunków. Będziemy się całowali do końca świata i jeden dzień dłużej, ot co!
      - Spokojnie, bo się udusimy! - wydyszałem, odrywając się od dziewczyny.
       Mrugnęła kokieteryjnie, po czym zabrała się za wycieranie cukru pudru, który z jej ust nagle znalazł się na moich. Matko, jak do tego doszło? Przez całusa? Hmm, nigdy bym się nie domyślił.
       Byłem w tak doskonałym humorze, jak nigdy.

* * *

        Przekręciłem kluczyk i drżącymi rękoma wyciągnąłem go ze stacyjki. Następnie otworzyłem drzwi i wygramoliłem się ze swojego pojazdu, by później zatrzasnąć je za sobą i spojrzeć przed siebie żałośnie.
        Poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Palące spojrzenie ślizgało się po każdej części mojego ciała.
        Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się powoli.
        Louis siedział zwinięty w kłębek na schodkach, prowadzących na ganek. Miał na sobie jedynie biały T-shirt w niebieskie paski i szare spodnie, a na nogach klapki japonki. Mimo że świeciło słońce, temperatura nie była zbyt wysoka. Wielkimi krokami zbliżał się październik, w którym dnie były całkiem ciepłe, a wieczory i noce lodowate.
        Tak więc długie palce chłopaka poczerwieniałe były z zimna, a z każdym jego oddechem, wydostawały się na świat  kłębki widocznej pary wodnej.
        Patrzył na mnie z zaciętym wyrazem twarzy, oczy zwężając w wąskie szparki.
        Zrobiłem kilka kroków w jego kierunku, próbując uśmiechać się w miarę niewinnie, ale Lou to nie ruszało. Zadarł głowę wysoko do góry i spoglądał na mnie spomiędzy grzywki opadającej na oczy.
        Nie potrafiąc wytrzymać jego stanowczego spojrzenia, odwróciłem głowę, próbując wymyślić coś, żeby moje zachowanie nie wyglądało sztucznie.
       Wpadła mi do głowy niegłupia myśl i zgodnie z nią otworzyłem tylne drzwiczki samochodu i wyciągnąłem z siedzenia moją szarą bluzę z kapturem, która leżała tam już od dobrych kilku dni. Miała dla mnie ogromną wartość sentymentalną, bo nosiłem ją w tym czasie, gdy kręciliśmy wieczorne sceny teledysku do piosenki "What makes you beautiful".
        Serce podskakiwało mi w piersi, bojąc się jak Lou zareaguje na mój akt miłosierdzia. Tak, dokładnie. To nie ja się obawiałem. To moje serce się obawiało.
        W zasadzie miał prawo być na mnie zły. Moje zachowanie tego ranka było karygodne. Obiecałem, że wróci Dawny-Harry, a jakoś nie mogłem dotrzymać tej obietnicy.
        Kiedy delikatnym ruchem nakładałem na niego wcześniej wspomnianą część garderoby, spiął wszystkie mięśnie, rzucając mi piorunujące spojrzenie. Jednak bluzy z siebie nie zrzucił. Podejrzewam, że było mu zbyt zimno.
       "Och Boo, sam mam na sobie tylko krótki rękaw, a jedyny cieplejszy sweter oddaję tobie. Czy naprawdę to cię nie rusza?!" - miałem ochotę wyjęczeć. Ale patrzyłem jedynie na niego bezradnie, oczekując jakiejś reakcji.
       Westchnął.
- Może mi chociaż powiesz, gdzie byłeś? - zapytał suchym tonem, przerzucając wzrok na swoje dłonie.
        Nie takiego pytania się spodziewałem. Byłem przekonany, że wykrzyczy mi w twarz, że znowu go zawiodłem, że obiecałem, że nie panuję nad swoim temperamentem. I tak dalej i tak dalej. A on? On zapytał mnie gdzie byłem. To było chyba ostatnie pytanie, na jakie miałem ochotę odpowiadać. Nie uśmiechało mi się wyjawiać mu, że pojechałem do burdelu. No ale przecież nie mogłem go okłamać. Nienawidził kłamstwa.
        - W domu publicznym - powiedziałem szybko, spuszczając głowę i chowając twarz za zasłoną loków. Przygryzłem wargę i zacisnąłem oczy, w oczekiwaniu na burę stulecia. Jednak kiedy Louis nic nie odpowiedział, zerknąłem na niego niepewnie, próbując odgadnąć w jakim jest nastroju.
        Patrzył na mnie z politowaniem. Później, ku mojej radości, poklepał miejsce obok siebie na schodkach.  Natychmiast wykonałem jego polecenie.
        - Harreh, nie mogę uwierzyć, że poszedłeś na kurwy - powiedział, a jego głos rozbrzmiał już nieco cieplej.
        Niechciane poczucie odpowiedzialności zaczęło ściskać mnie za gardło.
- Lou, nie bzykałem się - zawołałem na swoją obronę. Naprawdę nie chciałem jeszcze bardziej pogarszać swojego wizerunku w jego oczach.
        Dałem mu chwilę na przetrawienie tej informacji, a kiedy podniósł zdezorientowany wzrok, zdusiłem w sobie uśmieszek, który zaczął wpełzać na moje usta.
- Jak to? - spytał.
        Wytłumaczyłem mu wszystko dokładnie, starając się nie pominąć żadnego szczegółu.
         Kiedy skończyłem, zmrużył oczy, patrząc na mnie z udawaną irytacją i skrzyżował ręce na piersiach.
- Harold, ty kretynie - podsumował.
         Zaśmiałem się. Zaczynałem rozumieć, jak bardzo to stwierdzenie było w stylu Annie. To ona zawsze wszystkich tak mianowała. Zawsze i wszędzie.
        - W tym nie ma nic śmiesznego - rzucił groźnie, ale ja roześmiałem się jeszcze głośniej.
        Kąciki ust Lou zadrgały i po chwili od także zachichotał.
       Śmialiśmy się przez chwilę, cały czas na siebie patrząc.
- Wiesz - zaczął chłopak i zakaszlał - Utwierdziłeś mnie w jednym przekonaniu.
- Jakim? - zapytałem zaciekawiony.
- Nie umiem się na ciebie gniewać.
- To już wiem! - odpowiedziałem łobuzersko.
       Zauważyłem, że chłopak nachyla głowę w kierunku mojego ucha, więc ułatwiając mu zadanie, też przybliżyłem nieco swoją.
- Oprócz tego - ściszył głos - Wydałeś się dzisiaj. Już wiem, że ją kochasz.
       Nie chciałem o tym myśleć, to był dla mnie bardzo bolesny temat. W jakiś sposób zazdrość i ta podświadoma wściekłość na siebie sprawiały, że stawałem się nieprzyjemny, oschły, wredny. Nie mogłem sobie wybaczyć rzeczy, do której mi się przyznała pod wpływem alkoholu. Nie mogłem sobie wybaczyć tego, że gdybym nie zachowywał się na początku jak ostatni sukinsyn, to ona byłaby teraz moja. Ja całowałbym ją, ja przytulałbym. Tego ranka to ze mną uprawiałaby seks!
       - Nie rozmawiajmy o tym - uciąłem.
- Harry, kochasz moją siostrę! - powiedział głośniej, niż bym chciał - Musimy o tym rozmawiać...
       Umilknął nagle, kiedy za naszymi plecami, w ciemności sieni, rozległy się lekkie kroki. Zamarliśmy przerażeni. To był ewidentnie damski chód. A jedyną kobietą, która teraz z nami mieszkała była Annie. Więc jeżeli nas słyszała, to miałem niezłe kłopoty.
        Po chwili z ciemności wyłoniła się drobna postać. Czas zatrzymał się na moment, ale świat nie zastygł, lecz tańczył i migotał. Dziewczyna miała na sobie ciemne legginsy galaxy i ciepły, długi sweter, którego rękawy naciągnęła do połowy palców.
       Louis zerknął na mnie przelotnie, obawiając się mojej reakcji. Ale ja byłem wtedy oazą spokoju. Wagonem medytujących tybetańskich mnichów, pieprzonym lotosem na tafli jeziora.
       Rzuciła w moja stronę nieśmiałe spojrzenie.
- Hazza, jeśli chodzi o tę koszulę, to... - zaczęła, ale przerwałem jej.
- Nie ma o czym mówić. Przesadziłem. Mogłaś nie wiedzieć. Nie powinienem jej tam zostawiać - powiedziałem automatycznym głosem, robiąc przerwy między krótkimi zdaniami.
       Uśmiechnęła się z ulgą i wcisnęła się na siłę między naszą dwójkę. Opadła ciężko na schodki, rozciskając nas na boki.
        - Znowu się zamartwiacie - stwierdziła rzeczowo, patrząc to na mnie, to na niego - Powinniście odsapnąć. Wziąć głębszy oddech. Z dala od błysków fleszy, wścibskich paparazzich, natrętnych fanów.
        Byłem zdezorientowany. Do czego ona piła?
- Powinniśmy się wybrać na jakieś wakacje - poparł ją Louis, kiwając głową w zastanowieniu.
- No właśnie! - przytaknęła ochoczo - Właśnie dlatego, wraz z Niallem, zarezerwowaliśmy nam domek w Australii na tydzień!
       - Co?! - Boo i ja spytaliśmy jednocześnie.
        No bo: "Co?!" - tylko to cisnęło się wtedy na usta.

* * *

       Położyłem na łóżku ogromny kufer i otworzyłem zamek błyskawiczny. Dokładnie w tym kufrze spał Niall, kiedy zrobiono mu zdjęcie, które okazało się internetowym hitem. "Don't forget your Niall" krążyło później w sieci miesiącami. 
       Gdzie podziała się ta piątką beztroskich dzieciaków, która miała radochę z każdej, najmniejszej rzeczy i niczym się nie przejmowała? Przeminęła. I nie zanosiło się na to, by miała wrócić.
       Chyba po prostu dorośliśmy. Dorośliśmy, a sława nas zepsuła.
       Położyłem dłonie na kupce ubrań i dopiero teraz zauważyłem, że na samym wierzchu, leżała poskładana w idealną kosteczkę moja koszula, a na niej zgięta w pół karteczka, wyrwana z zeszytu.
       Zaintrygowany, sięgnąłem po nią i rozwinąłem.

Drogi Harry.

       Przepraszam cię bardzo, że założyłam Twoją koszulę. Na razie zostawiam ją tutaj, a gdy tylko będę miała chwilę, oddam ją do pralni. Przepraszam jeszcze raz.

Całusy, Annie

      Zatrzymałem wzrok na pochyłej kaligrafii. Chłonąłem każde słowo skierowane do mnie i tylko do mnie.
      Kiedy doszedłem do intrygującej końcówki, moje serce drgnęło. Nie podpisała się po prostu "Annie" albo "Dziękuję za zrozumienie, Annie", tylko "Całusy, Annie". Całusy! 
       Westchnąłem rozmarzony, wyciągnąłem z kieszeni portfel, zwinąłem kartkę na kilka części i schowałem ją do niego, żeby została ze mną jak najdłużej.

No i mamy dwunastkę :P
Zdałam sobie sprawę, że już jesteśmy przy samym końcu. Jeszcze tylko trzy rozdziały i epilog :O. Albo dwa, zależy jak to pociągnę.
Chciałam was również zaprosić na now-kiss-me, gdzie zacznę publikować tuż po zakończeniu tego opowiadania, albo jeszcze w trakcie, zastanawiam się jeszcze.
Rozdział dedykuję Rice, spoko jest nadawać na tych samych falach :D
Zapraszam do komentowania :)

20 komentarzy:

  1. Kurde, mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z ulubionych rozdziałów <3

    [shouldletyougo.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. Narracja Nialler'a jest słodziaszna! Taka urocza, kochana i przepełniona miłością do Anne, że to aż boli. Serio. Z chęcią bym cię zjechała za brak apostrofów, ale brak humoru skutecznie mi to uniemożliwia. Powiem, że rozwalił mnie tekst "Ale ja byłem wtedy oazą spokoju. Wagonem medytujących tybetańskich mnichów, pieprzonym lotosem na tafli jeziora." - sama tak często mówię, dlatego zrozumiały jest uśmiech, na mej twarzy. Co by tu jeszcze... Ach! Harry! Jego narrację też lubię. Taka delikatnie melodramatyczna, ale jednak przyjemnie się ją czyta. Rozdział naprawdę przyjemnie się czyta, widocznie jest to jeden z Twoich lepszych. Ubolewam nad faktem, ze już zaraz koniec, ale wiem, ze Larry'ego będziesz pisać! Weny kochana, tego ci życzę - tego nigdy nie za mało.

    [eye-melodies.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  3. Faaajny jest ten rozdział ; D
    Lubię jak jest opisane z perspektywy Nialla i Harrego xDD

    ,,Ale ja byłem wtedy oazą spokoju. Wagonem medytujących tybetańskich mnichów, pieprzonym lotosem na tafli jeziora.'' - te słowa, a w szczególności cytuję '' PIEPRZONYM LOTOSEM NA TAFLI JEZIORA'' sprawiły, że o 7.00, gdyż o tej porze to czytam [; D], zaczęłam się śmiać na cały dom ; p

    Tak wiem ; p długi ten komentarz ; ]
    Ale musiałam wziąć przykład z naszej kochanej M<3, która ostatnio uwaliła taki komentarz, że płakałam xd

    BIG BIG LOVE <3 ; *

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno Harry czyta kwejka. W głębi duszy "wszyscy jesteśmy Polakami" *u know what I mean*

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, nie no ;d Tym rozdziałem to mnie tak rozbawiłaś, że śmieję się i śmieję, a brat przyleciał spytać, czy potrzebuję numer do psychiatryka ;p
    Harry ma rację - gdyby nie zachowywał się na początku jak cham, mógłby tego ranka uprawiać z nią seks, a jak ;))
    Te twoje porównania Harry'ego do "pieprzonego kwiatu lotosu na tafli jeziora"!
    I nawet nie mów, że już za trzy rozdziały będzie koniec! Z tego co pisałaś, wiedziałam, że za niedługo, ale... le trzy, czy cztery rozdziały?!
    Szczerze powiedziawszy Niall zaczyna mnie irytować. No bo kurde przychodzi, prześpi się z nią, a potem od tak przerywa pocałunek, i gdzie tu sprawiedliwość?!
    Namieszaj trochę bardziej, co? Niech Zayn zakocha się w Niall'u, a ten zorientuje się, że mulat mu się podoba... ;pp
    Pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wieeeeeelkie dzięki za dedyk ;))
      Jakoś wcześniej zapomniałam o tym napisać ;))

      Usuń
  6. rozdział taki przejściowy mi się wydaje, przed burzą ze tak powiem. bo w koncu niedługo wyjeżdżają na holiday ! :D ciekawe co tam się wydarzy, a na pewno coś się szczególnego wydarzy. xd haha przepraszam za moje zdania...ale jakos dzisiaj nie mam weny do pisania komentarzy. ;)
    Rika pisze ze Niall ją irytuje, haha, w sumie może trochę. no bo przyznjamy sobie szczerze ze Harry i Ann to dobrana para z charakterkami, a z Niallem byłoby za słodko xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny i ciekawy rozdział :D Ciekawe co się będzie działo jak pojadą na wakacje :D Chce jeszcze więcej perspektywy Harolda, te słowa, że to on by uprawiał z nią seks rano mnie bardzo rozbawiły hahah :D Ogólnie ten rozdział był zabawny :P Mam nadzieję, że następny rozdział będzie nieco szybciej bo się niecierpliwie :D

    K.

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie 11 rodział ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kończą mi się pomysły na komentarze. ;_;

    Rozdział jest świetny.
    Jestem strasznie ciekawa zakończenia...

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak szybko epilog? Ja myślałam, że to dopiero początek.
    Rozdział jak zawsze cudowny, lubię Twoje poczucia humoru.
    Annie i Niall na wakacjach? Na pewno w tym okresie będzie się dużo działo, a biedny Harold został sam... Chyba jednak jestem TEAM Harry&Annie!
    Dziwię się, że Lou na niego nie nakrzyczał, naprawdę teraz myślę- Louis jest oazą spokoju! ;D
    Weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. emm... bo chodzi o to, że... jak masz tam u góry tego twittera, to... jak go tam wrzuciłaś? w jaką 'ramkę', jeśli wiesz o co mi chodzi o.O

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne.! zapraszam na mój blog:

    http://boy-from-bakery.blog.onet.pl/

    Pozdrawiam.! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. podoba mi sie :)
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. ożesz w cholere!
    blog genialny, boski i wgl/1
    Zapraszam do siebie, jest już VI rozdział ->http://hungry-for-affection.blogspot.com/ - Blanca xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Cześć, chciałam powiadomić, że na [shouldletyougo.blogspot.com] pojawił się kolejny - 12 rozdział. Zapraszamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Twoje opowiadanie wciąga, czytałam niedawno pierwszy rozdział, minęła chwila a ja jestem już na 12 ! <3 Twoje opowiadanie jest zaskakujące, a to mi się jeszcze bardziej podoba ! <3 Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. suuuuuper rozdział ;D nie będę się rozpisywać idę dalej czytać ; **

    N. ♥

    OdpowiedzUsuń