Westchnąłem bezradnie i schowałem komórkę do kieszeni jeansów.
W moim zwyczaju nie było przejmowanie się. Interes innych ludzi nie leżał jakoś specjalnie wysoko w mojej hierarchii wartości. Jednakże za Louisem mógłbym skoczyć w ogień. Był dla mnie najważniejszy ze wszystkich osób, jakie kiedykolwiek poznałem.
Będąc tym niewyobrażalnie gruboskórnym dupkiem, niszczyłem największą przyjaźń na świecie, co mogło skończyć się naprawdę tragicznie. Cały czas miałem ten fakt ukryty gdzieś głęboko w podświadomości, ale wyszedł na wierzch dopiero po naszej kłótni, a dzisiejsza choroba mojego przyjaciela jeszcze napiętnowała to.
Oparłszy się o parapet, schowałem ręce do kieszeni. Tak bardzo chciałem być na nią wściekły. Chciałem po powrocie wpaść i urządzić jej awanturę, jak nigdy dotąd. Ale nie wiedzieć czemu... nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Czy powstrzymywał mnie strach, że Lou stanie po stronie swojej siostry bliźniaczki? Bardzo możliwe.
Mimo całego porannego zajścia, rozumiałem ją. Kiedy zaczynałem gwiazdorzyć, na prawdę bywałem trudny do zniesienia. Powiedziała to, na co nikt inny by się nie zdobył, chociaż wszyscy mieli to na myśli.
Czemu tak ciągle wydzwaniałem? Cóż, do Boo nie było sensu dzwonić. Chorując i tak by nie odebrał. A Annie? Annie była w tym momencie jedynym wiarygodnym źródłem informacji. Rzeczywiście byłem niezmiernie przejęty stanem zdrowia Louisa, jednak z pobudek czysto egoistycznych - aby uspokoić własne nerwy, chciałem się zorientować z czym miałem do czynienia.
Przygładziłem dłonią włosy, co zawsze robiłem, gdy byłem zdenerwowany. Dlaczego ona nie odbierała? W mojej głowie tworzyły się różne scenariusze tego, co mogło dziać się w domu. Od zwykłego nie usłyszenia telefonu, po podróż pędzącą karetką do szpitala.
- Hej, Harry, zaraz zaczynamy - wyrwał mnie z głębokiego zamyślenia głos Liama. Rozejrzałem się zdezorientowany po sali.
Chłopcy zajęli już miejsca na oprawionej w skórę, brązowej kanapie i patrzyli na mnie wyczekująco. Na przeciwko usiadł dziennikarz. Z wizytówki przyczepionej do jego bluzki mogłem zorientować się, że nazywał się Noah. Noah był mężczyzną o długiej twarzy, kartoflowatym nosie i piskliwym głosie. Widać było, że robił wszystko z ustami, aby wyglądać chociaż w miarę przyjaźnie, jednak to dziwne połączenie nie pozwalało mu na to.
W moją stronę skierowane były trzy kamery, których nie mogłem zignorować.
Zająłem miejsce na kanapie, zaraz obok Zayna. Jakże dziwnie się czułem, kiedy było tak luźno, że wszyscy mieściliśmy się na niej bez najmniejszego problemu. Zazwyczaj było za mało miejsca i prześcigaliśmy się jak dzieci w zajęciu najlepszego miejsca, które było najbliżej kamery, albo seksownej reporterki. Uśmiechnąłem się do siebie na to wspomnienie.
Louis nie zostawiłby mnie samego, prawda? Nie mógłby.
* * *
Zacisnąłem usta zdenerwowany i po raz dziesiąty już poprawiłem się na siedzeniu samochodu. Wyjrzałem przez okno, by spojrzeć na przesuwający się w koło krajobraz. Niall siedząc za kierownicą, dociskał pedał gazu i pędziliśmy z zawrotną prędkością, przekraczając co najmniej dwukrotnie tę dozwoloną.
Wszyscy byliśmy zdenerwowani tym, co zastaniemy w domu, ale chyba tylko ja miałem tak porywczy charakter i pesymistyczne nastawienie. Z nerwów obgryzłem paznokcie na kciukach i palcach wskazujących. Czekała mnie niezła bura od Annie spowodowana tym faktem.
- Niall, mógłbyś przyspieszyć? - powiedziałem nerwowo do naszego kierowcy, który spojrzał na mnie z politowaniem w przednim lusterku.
- Nie sądzę, żeby nasza śmierć pomogła Louisowi wyzdrowieć, Hazz - zaśmiał się blondyn, a ja jedynie wywróciłem oczami.
Nie byłem zadowolony z tego z jakim pobłażaniem Horan zaczął mnie ostatnio traktować. Ja się zmieniłem, to prawda, ale on też. Od kiedy zszedł się z siostrą Lou, zaczął się wywyższać i wręcz miało się wrażenie, że był rozbawiony moimi wybuchami wściekłości. Czułem się nawet... ciężko to przyznać, ale czułem się zraniony.
A kiedy ja byłem niezadowolony i zraniony... Rozpętywało się piekło.
- A tobie Niall niespieszno ujrzeć swoją ukochaną? - wycedziłem zgryźliwie, akcentując ostatnie słowo. Zayn wybuchnął śmiechem, przykrywając usta dłonią, ale kiedy zorientował się, że Liam patrzył na niego z naciskiem - natychmiast przestał.
Nic jednak nie było w stanie wytrącić z równowagi blondyna. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i rzucił pogodnie:
- Och spieszno, Harry, ale jedziemy już 160 kilometrów na godzinę, a ograniczenie jest do 70. Nie przesadzajmy, dobrze? I tak za parę minut będziemy pod hotelem.
Uparłem się plecami z powrotem o siedzenie, starając się uspokoić oddech. Ostatnie, czego mi było teraz trzeba, to kłótnia z chłopakami. Zayn stanąłby po stronie Nialla, a Liam robiłby wszystko by nas uspokoić. Tym bardziej zwada w samochodzie nie była dobrym pomysłem.
- Wiesz - odezwał się Niall - a ty mógłbyś przestać być zazdrosny o moją ukochaną?
Zakręciło mi się w głowie, jakby z samochodu wyssane zostało całe powietrze. Próbowałem się wycofać, ale zorientowałem się, że siedzę w samochodzie, przypięty do pasów bezpieczeństwa. Dłonie mimowolnie zacisnąłem w pięści. Nieśmiała chęć ujarzmienia temperamentu wyparowała wraz z jego słowami.
Daddy i Mulat patrzeli po sobie z przerażeniem w oczach, a następnie zerknęli na mnie, w oczekiwaniu, że coś powiem.
Spojrzałem na blondyna jakby właśnie odżył mój najgorszy senny koszmar.
- Mógłbyś chociaż udawać, że to nieprawda - dokończył ze stoickim spokojem, patrząc na jezdnię.
Policzyłem w myślach w spokoju do dziesięciu i prychnąłem pogardliwie.
- Bo to jest nieprawda! - zawołałem.
- Och, czyżby - mruknął Niall - Więc dlaczego tak się spinasz?
- Bo mnie posądzasz o totalne głupoty - warknąłem, zakładając ręce na piersi.
Co on sobie myślał?! Że niby byłem zazdrosny o Annie? O siostrę Lou? Zaśmiałem się w duchu z niedowierzania.
Ktoś coś jeszcze powiedział, ale myślami byłem już gdzie indziej.
Nie kłamałem, gdy mówiłem wcześniejsze słowa, na prawdę! Jednakże sięgając pamięcią wstecz nie byłem ich już tak pewien. Gdy patrzyłem jak całują się w garderobie, gdy wszedłem do jej sypialni, a oni leżeli spleceni w uścisku. Co wtedy poczułem? Pamiętam jedynie, że moje spojrzenie było twarde jak szkło. Wiem, że czułem zdenerwowanie, że podczas gdy ja cierpiałem, przeżywając rozstanie, w koło otaczała mnie aura miłości. Brakowało jedynie amorków zwisających z sufitu i rzucania brokatowym konfetti w kształcie serduszek.
Czy ta mała drzazga, która tak dźgnęła mnie w serce w tamtym momencie to była zazdrość?
Niemożliwe. Absurd!
Wszyscy byliśmy zdenerwowani tym, co zastaniemy w domu, ale chyba tylko ja miałem tak porywczy charakter i pesymistyczne nastawienie. Z nerwów obgryzłem paznokcie na kciukach i palcach wskazujących. Czekała mnie niezła bura od Annie spowodowana tym faktem.
- Niall, mógłbyś przyspieszyć? - powiedziałem nerwowo do naszego kierowcy, który spojrzał na mnie z politowaniem w przednim lusterku.
- Nie sądzę, żeby nasza śmierć pomogła Louisowi wyzdrowieć, Hazz - zaśmiał się blondyn, a ja jedynie wywróciłem oczami.
Nie byłem zadowolony z tego z jakim pobłażaniem Horan zaczął mnie ostatnio traktować. Ja się zmieniłem, to prawda, ale on też. Od kiedy zszedł się z siostrą Lou, zaczął się wywyższać i wręcz miało się wrażenie, że był rozbawiony moimi wybuchami wściekłości. Czułem się nawet... ciężko to przyznać, ale czułem się zraniony.
A kiedy ja byłem niezadowolony i zraniony... Rozpętywało się piekło.
- A tobie Niall niespieszno ujrzeć swoją ukochaną? - wycedziłem zgryźliwie, akcentując ostatnie słowo. Zayn wybuchnął śmiechem, przykrywając usta dłonią, ale kiedy zorientował się, że Liam patrzył na niego z naciskiem - natychmiast przestał.
Nic jednak nie było w stanie wytrącić z równowagi blondyna. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i rzucił pogodnie:
- Och spieszno, Harry, ale jedziemy już 160 kilometrów na godzinę, a ograniczenie jest do 70. Nie przesadzajmy, dobrze? I tak za parę minut będziemy pod hotelem.
Uparłem się plecami z powrotem o siedzenie, starając się uspokoić oddech. Ostatnie, czego mi było teraz trzeba, to kłótnia z chłopakami. Zayn stanąłby po stronie Nialla, a Liam robiłby wszystko by nas uspokoić. Tym bardziej zwada w samochodzie nie była dobrym pomysłem.
- Wiesz - odezwał się Niall - a ty mógłbyś przestać być zazdrosny o moją ukochaną?
Zakręciło mi się w głowie, jakby z samochodu wyssane zostało całe powietrze. Próbowałem się wycofać, ale zorientowałem się, że siedzę w samochodzie, przypięty do pasów bezpieczeństwa. Dłonie mimowolnie zacisnąłem w pięści. Nieśmiała chęć ujarzmienia temperamentu wyparowała wraz z jego słowami.
Daddy i Mulat patrzeli po sobie z przerażeniem w oczach, a następnie zerknęli na mnie, w oczekiwaniu, że coś powiem.
Spojrzałem na blondyna jakby właśnie odżył mój najgorszy senny koszmar.
- Mógłbyś chociaż udawać, że to nieprawda - dokończył ze stoickim spokojem, patrząc na jezdnię.
Policzyłem w myślach w spokoju do dziesięciu i prychnąłem pogardliwie.
- Bo to jest nieprawda! - zawołałem.
- Och, czyżby - mruknął Niall - Więc dlaczego tak się spinasz?
- Bo mnie posądzasz o totalne głupoty - warknąłem, zakładając ręce na piersi.
Co on sobie myślał?! Że niby byłem zazdrosny o Annie? O siostrę Lou? Zaśmiałem się w duchu z niedowierzania.
Ktoś coś jeszcze powiedział, ale myślami byłem już gdzie indziej.
Nie kłamałem, gdy mówiłem wcześniejsze słowa, na prawdę! Jednakże sięgając pamięcią wstecz nie byłem ich już tak pewien. Gdy patrzyłem jak całują się w garderobie, gdy wszedłem do jej sypialni, a oni leżeli spleceni w uścisku. Co wtedy poczułem? Pamiętam jedynie, że moje spojrzenie było twarde jak szkło. Wiem, że czułem zdenerwowanie, że podczas gdy ja cierpiałem, przeżywając rozstanie, w koło otaczała mnie aura miłości. Brakowało jedynie amorków zwisających z sufitu i rzucania brokatowym konfetti w kształcie serduszek.
Czy ta mała drzazga, która tak dźgnęła mnie w serce w tamtym momencie to była zazdrość?
Niemożliwe. Absurd!
* * *
Wyskoczyłem z samochodu na chodnik, gdy pojazd jeszcze nie był do końca zatrzymany. Poczułem nieprzyjemne ukłucie w piętach, które zignorowałem. Nie zamierzałem rozglądać się za ochroną czy fankami, tylko z prędkością torpedy wpadłem do hotelu.
Nie wiem, co działo się w tym czasie z pozostałą trójką. Prawdopodobnie zatrzymali, aby rozdać kilka autografów. Ale ja nie miałem do tego głowy. Wcześniejszy wywiad wystawił już moją cierpliwość na ciężką próbę. Nie potrzebowałem poprawki, szczególnie w tym stanie psychicznym.
W windzie niemalże dostałem klaustrofobii. Posuwała się tak powoli, a piąte piętro, na którym znajdował się nasz apartament leżało dość wysoko. Ściany przytrzymywałem dłońmi, nogi co chwilę niecierpliwie uginając w kolanach.
Po chwili, ku mojej radości, rozległo się charakterystyczne pikanie i wypadłem z windy, zanim jej drzwi zdążyły się całkowicie otworzyć.
Wpadłem do apartamentu, a drzwi zatrzasnęły się za mną. Trochę już spokojniej, poszedłem do pokoju Boo.
- Louis? - zawołałem, nie zastawszy w pomieszczeniu nikogo. Łóżko było rozwalone, ubrania leżały porozrzucane na ziemi. Poczułem, że krew odpływa mi z twarzy.
Odpowiedziała mi cisza. Zacząłem oddychać spazmatycznie. A więc byli w szpitalu?
- Lou?! - wrzasnąłem przeraźliwie, wpadając do pokoju Annie. Ten także był pusty. Moja krtań zacisnęła się, a do oczu zaczęły napływać łzy.
Wróciłem do hallu i oparłem się bezradnie plecami o ścianę.
Nagle drzwi kuchni uchyliły się. Ze środka wylało się światło, a po jego środku zobaczyłem Boo Beara ubranego w biały podkoszulek i spodnie z dresu. Kilka włosów wymykało mu się spod różowej czapki z frędzlami.
Moja pierś uniosła się gwałtownie i opadła.
- Co, kretynie? - spytał Lou uśmiechając się do mnie z politowaniem.
Poderwałem się i po sekundzie obejmowałem go z całych sił. Roześmiał się i także mnie objął.
- Jak się czujesz? - spytałem, odsuwając go od siebie na długość ramion i lustrując go wzrokiem.
Wyszczerzył się promiennie, demonstrując rząd białych zębów.
- Już lepiej. Co prawda do wieczora raczej nic nie zjem, ale Annie mnie wyleczyła - powiedział.
Odsunąłem się od niego i odwzajemniłem uśmiech. Wszystko było dobrze. Nareszcie.
- Miło było zobaczyć przez chwilę dawnego Harry'ego - mruknął.
Już miałem coś powiedzieć, kiedy w drzwiach pojawiła się Annie, a moje serce niespodziewanie przeturlało się w piersi.
Nie wiem, co działo się w tym czasie z pozostałą trójką. Prawdopodobnie zatrzymali, aby rozdać kilka autografów. Ale ja nie miałem do tego głowy. Wcześniejszy wywiad wystawił już moją cierpliwość na ciężką próbę. Nie potrzebowałem poprawki, szczególnie w tym stanie psychicznym.
W windzie niemalże dostałem klaustrofobii. Posuwała się tak powoli, a piąte piętro, na którym znajdował się nasz apartament leżało dość wysoko. Ściany przytrzymywałem dłońmi, nogi co chwilę niecierpliwie uginając w kolanach.
Po chwili, ku mojej radości, rozległo się charakterystyczne pikanie i wypadłem z windy, zanim jej drzwi zdążyły się całkowicie otworzyć.
Wpadłem do apartamentu, a drzwi zatrzasnęły się za mną. Trochę już spokojniej, poszedłem do pokoju Boo.
- Louis? - zawołałem, nie zastawszy w pomieszczeniu nikogo. Łóżko było rozwalone, ubrania leżały porozrzucane na ziemi. Poczułem, że krew odpływa mi z twarzy.
Odpowiedziała mi cisza. Zacząłem oddychać spazmatycznie. A więc byli w szpitalu?
- Lou?! - wrzasnąłem przeraźliwie, wpadając do pokoju Annie. Ten także był pusty. Moja krtań zacisnęła się, a do oczu zaczęły napływać łzy.
Wróciłem do hallu i oparłem się bezradnie plecami o ścianę.
Nagle drzwi kuchni uchyliły się. Ze środka wylało się światło, a po jego środku zobaczyłem Boo Beara ubranego w biały podkoszulek i spodnie z dresu. Kilka włosów wymykało mu się spod różowej czapki z frędzlami.
Moja pierś uniosła się gwałtownie i opadła.
- Co, kretynie? - spytał Lou uśmiechając się do mnie z politowaniem.
Poderwałem się i po sekundzie obejmowałem go z całych sił. Roześmiał się i także mnie objął.
- Jak się czujesz? - spytałem, odsuwając go od siebie na długość ramion i lustrując go wzrokiem.
Wyszczerzył się promiennie, demonstrując rząd białych zębów.
- Już lepiej. Co prawda do wieczora raczej nic nie zjem, ale Annie mnie wyleczyła - powiedział.
Odsunąłem się od niego i odwzajemniłem uśmiech. Wszystko było dobrze. Nareszcie.
- Miło było zobaczyć przez chwilę dawnego Harry'ego - mruknął.
Już miałem coś powiedzieć, kiedy w drzwiach pojawiła się Annie, a moje serce niespodziewanie przeturlało się w piersi.
* * *
Kolejne dni potoczyły się zupełnie innym rytmem. Gdyby nie charaktery chłopaków, wpadlibyśmy niemal w monotonię. Każdego dnia był koncert, wywiad lub spotkania z fanami. Każdego dnia dzieliłam czułości z Niallem i pracowałam nad kontaktami z Harrym, który stał się zadziwiająco miły.
Z Nowego Yorku przenieśliśmy się do Philadelphi, a później, zwiedzając całe wschodnie wybrzeże zakończyliśmy na Jacksonville i Miami, gdzie nabawiliśmy się ładnej, delikatnej opalenizny.
A teraz siedzieliśmy ściśnięci w czarnym vanie, który podróżował właśnie z Londynu do Doncaster, gdzie całą szóstką mieliśmy spędzić najbliższe dni.
Z Nowego Yorku przenieśliśmy się do Philadelphi, a później, zwiedzając całe wschodnie wybrzeże zakończyliśmy na Jacksonville i Miami, gdzie nabawiliśmy się ładnej, delikatnej opalenizny.
A teraz siedzieliśmy ściśnięci w czarnym vanie, który podróżował właśnie z Londynu do Doncaster, gdzie całą szóstką mieliśmy spędzić najbliższe dni.
* * *
Do starych znajomych zawsze miałam pewien sentyment. Często zdarzało się, że przeglądałam zdjęcia i filmiki ze szkoły, przypominając sobie wspaniałe czasy z niezwykle zgraną klasą.
Dlatego też siedziałam właśnie przy stoliku w ekskluzywnym klubie w Doncaster z Marthą i Catherine, dobrymi koleżankami, wlewając sobie do ust drugi kieliszek wódki.
Tak, to było do mnie niepodobne. Jednakże po powrocie do domu miałam ochotę zaszaleć w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Nialla zostawiłam w domu. Bardzo chciał iść ze mną, ja jednak nie chciałam się zgodzić, ponieważ bałam się, że go skompromituję, kiedy pojawią się paparazzi.
Napierały na nas tańczące tłumy, więc i my, poniesione rytmem muzyki przyłączyłyśmy się do zabawy. Upojona alkoholem bawiłam się świetnie. Wygasły mi pewne hamulce, ale byłam w stanie utrzymać się prosto na nogach.
Skakałam, ręką wymachując nad głową, a drugą trzymając dłoń Cath, która robiła to samo.
Tak bardzo cierpiąc, zapomniałam jakim Doncaster było pięknym miejscem. Roześmiałam się do siebie, widząc jak czas zmienił moje nastawienie do życia. Czas leczył rany, tak, to stwierdzenie było stuprocentowo słuszne.
Poczułam na sobie czyjś wzrok. Tak natarczywy, że, mogłabym przysiąc, skóra piekła mnie pod jego wpływem.
- Hej - powiedział aksamitny głos.
Zacisnęłam dłoń na palcach koleżanki i powoli zerknęłam w kierunku, z którego dochodził.
Ujrzałam intensywny błękit oczu, włosy tak ciemnie, że niemal czarne i skórę. Skórę, która wydawała się miękka, mimo że nie dotykało się jej.
- Anthony - szepnęłam drżącym głosem.
HA, siema.
:D
okej, rozdział duużo krótszy niż poprzedni i musieliście się na niego naczekać, ale w końcu jest.
dedykuję go Kyllie , która jest jedną z niewielu wytrwałych czytelniczek :)
Jak wiecie, Twitter zablokował chyba z milion kont. Dlatego ja nie mogłam się obyć bez TT i mam nowego @CookieChum_ - do ktorego link jest na górze bloga.
pozdrawiam :)
Ostatnio stwierdziłam że TT nie jest dla mnie :)
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału, to chyba wiesz, że Cię ubóstwiam? Jeśli, nie wiedziałaś to już wiesz <3
Cudowny odcinek( jak zawsze u ciebie) tylko czemu taki krótki ?!! :P czyżby Harry coś do niej jednak czuł ?...:D Tyko po co ten były się pojawił ahhh no nic czekam na nowy :**
OdpowiedzUsuńŁadny prezent na dzień dziecka ;). Wpierw nie mogłam wyczaić kto się odzywa, a po chwili doszło do mnie, ze to Harry. Byłam zaskoczona, ale dość pozytywnie. Rozbawiło mnie to jak opisałaś Niall'a. Stoik absolutny, naprawdę. A Styles - oj kogoś tu ciągnie do głównej bohaterki :D "Niemożliwe. Absurd!" - Możliwe, możliwe. I Skończy się to prawdopodobnie krwawą jatką. Urocze było to, jka Harruś martwił się o Boo Bear'a. Słodkie wręcz! A potem nagle narracja w postaci Annie. Bohaterka nie jest głupia i widzi, ze Styles zrobił sie milusi. I... bum. Pojawia się Anthony. Czyli będzie ciężko... barrrrrrrdzo ciężko. Ale lubię to, bo akcja się teraz nabiera właściwego rozpęęęędu. No. I oczywiście z cierpliwością i stoicyzem czekam na koleeeeejny rozdział. :D
OdpowiedzUsuńWeny, kochana, weeeeeeeny! :D
[eye-melodies]
ja też kocham Niallera w takim wydaniu :D
UsuńNialler w takim wydaniu jest słodziaszny <3 Aż żal mi robić z niego sukinkota u siebie xD
Usuńrobisz z niego sukinkota u siebie?! :O
Usuńchcę to zobaczyć.
no wiesz.... staram się z niego zrobić - ale czy mi wyjdzie to nie wiem. W każdym razie następny rozdział zacznie się dla was szokiem ^.^ *dumna mina*
UsuńDziewczyno to jest genialne! Każdy rozdział jest coraz lepszy i coraz bardziej wciągający!
OdpowiedzUsuńO.O serio?! w takim momencie?! Buuuu...jednak rozdział wspaniały ♥ Ooo, czyżby Hazza sie zakochał ? ^^ Czekam na nexta :D
OdpowiedzUsuńtak ; D
OdpowiedzUsuńsądzę, że ten rozdział jest mega ; D
Martha i Catherine ; p kojarzę, kojarzę te laski xd
na dziewiąty rozdział myślę, że długo czekać nie będę ; )
LOVE <3
OMFG ! jestem tam, jestem ! AAAAAAAAAAAA !
OdpowiedzUsuńDziękuje ; * ;D
a rozdział mega, mega xD
M.
dziekuję Ci bardzo <3 zawsze bede twoja stala czytelczniczka,no bo jak tu nie byc? nie wiem czy mi sie zdaje ale coraz lepiej piszesz. a rozdzial :aaaa boski,boski ! coraz bardziej intryguje mnie Harry. szczegolnie jestem ciekawa jak sie dalej potoczy jego los.a Nialler <3 taki aww nic dodac nic ujac. xd
OdpowiedzUsuńŚwietny! Czekam na nn :)
OdpowiedzUsuńfallinhappiness.blogspot.com/
Oh! Rozdział cudowny! To jak Harry bał się o Lou wzruszyło mnie, a potem, gdy serce Hazzy "niespodziewanie przeturlało się w piersi" poczułam dziwne ukłucie - czyżby Harry zakochał się w Annie? Co prawda nie dopuszczał do siebie myśli, że tak mogłoby się stać, ale jeżeli zareagował tak na jej widok...
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawi mnie to, jak dalej potoczy się ta scenka z Anthonym. Dlaczego, ja się pytam, przerwałaś w takim momencie? Nie mogłaś trochę przedłużyć tego rozdziału?
Noo, ale mam nadzieję, że u cb notka szybko się pojawi i kolejna porcja twojego opowiadania uraczy mnie tak samo jak wszystkie poprzednie. [Boże, mi chyba rzeczywiście nawala od tej szkoły...]
nie nawala Ci :D
Usuńtakie komentarze są zajebiste :D
może i masz rację, ale takiego słownictwa to jeszcze u mnie nie było ;pp. zaczynam gadać jak moja babcia ;pp
Usuńa tymczasem zapraszam do mnie na rozdział 9 po dość długiej przerwie {aż dwa tygodnie!}
Nie wiem czy chcesz wiedzieć, ale u mnie nowy rozdział, jeśli nie, to z góry przepraszam za spam.
OdpowiedzUsuńhttp://stole-my-heart-story.blogspot.com nowy rozdział ; )
OdpowiedzUsuńPo pierwsze przepraszam ale wcześniej nie miałam czasu.
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle świetny! Chciałabym wiedzieć jak to robisz! :D
I znów niepewność...
Niall?
Harry?
Anthony?
Nie wiem ,który ale coraz bardziej się wciągam. *.*
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
Życzę weny!
Duuuuużooo weny *.*
Kochana pojawił się już u mnie 6 rodział !;)
OdpowiedzUsuńzapraszam ;))
lifewithfuckinglove
Że Tony? OMG!OMG!OMG!- Przez ciebie zamieniam się pokemona.xddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddddd No właśnie :/
OdpowiedzUsuń