niedziela, 3 czerwca 2012

9. Ratunku.

       Przez pryzmat czasu wszystko wydawało się łatwiejsze i  ludzie potrafili śmiać się z kompletnych głupot, przez które jeszcze kilka miesięcy do tyłu potrafili płakać.
       Nie potrzeba wiele czasu, by znów być szczęśliwym. Dni przemijają szybko, życie jest krótkie. Krótkie i kruche. Dlatego ludzie zawsze robią wszystko, żeby zapomnieć.
       Ale czasami po prostu się nie da.
       Szok spowodowany jego widokiem sprawił, że zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Cała zesztywniałam, puszczając dłoń Cath, która zajęta podrygiwaniem w takt muzyki nawet tego nie zauważyła.
       Stałam tam wpatrzona w bruneta, a wszystkie stare rany otwarły się, jakby ktoś nagle zerwał przyklejony gazik ze świeżego skaleczenia. Lodowata dłoń zacisnęła się na moim sercu.
       Odpędziłam łzy mruganiem.
       W jaskrawym świetle klubowych reflektorów Anthony był pełną wdzięku, ciemną sylwetką.
       Odurzona alkoholem, a więc jednocześnie dużo bardziej odważna, podeszłam do stolika. Tony podreptał za mną. Jego ciemne włosy lśniły w światłach sceny. Kiedy szedł przez salę, towarzyszyły mu ukradkowe spojrzenia.
      Odwróciłam się nagle i posłałam mu zbolałe spojrzenie. To miała być nasza pierwsza rozmowa od czasu zerwania.
        Czy go w tej chwili kochałam?
        Nie.
        Kochałam tylko i wyłącznie Nialla. Jednak pozostał w moim sercu ten ból i żal, który sprawił, że teraz w pewnym sensie nienawidziłam Anthony'ego z cały sił.
       - Annie... - powiedział czułym tonem i zrobił krok w moją stronę. Chciałam cofnąć się, ale moje pośladki dotknęły stolika. Jednym słowem nie posiadałam w tym momencie drogi ucieczki.
- Witaj - powiedziałam ironicznie, uśmiechając się krzywo - Kogo to przywiało do Doncaster.
        Chciałam powiedzieć mu tysiąc rzeczy. Wykrzyczeć w twarz jak bardzo go nienawidzę, jak bardzo przez niego cierpiałam i wreszcie, jak bardzo byłam szczęśliwa nie musieć już dłużej oglądać jego twarzy.
       Moje słowa nie zraziły chłopaka. Uśmiechnął się jedynie smutno i powiedział:
- Mógłbym powiedzieć to samo tobie.
       Kolejny krok. Poczułam, że robi mi się gorąco.
- Robiłem wszystko by o tobie zapomnieć, jeździłem po całej Europie, każdą noc spędzając z inną kobietą i... - mówił, gestykulując zawzięcie.
       - Tone - przerwałam mu.
        Przeniósł na mnie wzrok z nadzieją w oczach.
- Nie interesuje mnie twoje życie seksualne - powiedziałam zimno, rozglądając się za wyjściem z klubu.
        Nie mogłam go dostrzec, więc zerknęłam ponownie na bruneta.
- Jesteś słaby - wyrecytowałam wyraźnie - nie chcę cię więcej widzieć.
        Moja wypowiedź podziałała na niego jak bicz. Zmienił diametralnie swój wyraz twarzy. Teraz to on patrzył na mnie z miną zbitego psa.
- Nie jestem słaby - zaprotestował - Po prostu kocham cię dojrzałą i wieczną miłością!
- Gdyby tak było, nie zdradziłbyś mnie - kiedy to mówiłam, coś się we mnie przełamało. Wróciły wszystkie tragiczne wspomnienia. Łzy napłynęły mi do oczu, zaczęłam spazmatycznie oddychać.
        Anthony podszedł do mnie i wziął mnie w objęcia. Próbowałam się wyrwać, ale zakleszczył mnie w swoim żelaznym uścisku.
- Największą tragedią tego świata jest to, że dwoje tak bardzo kochających się ludzi nie może być razem - szepnął mi do ucha.
       Zaczęłam bezsilnie uderzać pięściami w jego tors.
- Ale ja cię nie kocham! - zaszlochałam - Kocham Nialla Horana.
      Tony zaśmiał się.
- Tego blondyna z boysbandu? - powiedział - No proszę cię!
        Musnął delikatnie ustami mój policzek.
        Moje serce dudniło, a każdy nerw mojego ciała krzyczał. Nie potrafiłam dłużej znieść jego dotyku. Rozszlochałam się na dobre.
         Wiedziałam, że chłopak nie odpuści. Ale tak bardzo miałam tego dość.
"Ratunku" - pomyślałam - "Niech mi ktoś pomoże"

* * *

        Po raz kolejny zostałem sam w domu. Lou wybrał się na randkę, a Liam, Niall i Zayn poszli do pierwszego lepszego pubu, aby trochę się zabawić.
       Przemieszczając się z kąta w kąt, biłem się z myślami, które nawiedzały mnie od kilku tygodni.
       Próbowałem oglądać telewizję, ale na wszystkich kanałach leciały same powtórki. Rzuciłem więc pilot na stolik i wstałem z kanapy.
        Nie mając pomysłu na wieczór, ubrałem czapkę, okulary przeciwsłoneczne i bluzę z kapturem, aby być całkowicie nierozpoznawalnym i wyszedłem na dwór. Stanąłem na ganku i rozejrzałem się, nie wiedząc, gdzie iść. Nigdy wcześniej nie byłem w Doncaster, a miasto było kilkanaście razy większe niż moje małe Holmes Chapel.
        Po dłuższym namyśle postanowiłem iść w prawo i chwilę później wyszedłem na jedną z głównych ulic.
        Wsadziłem ręce do kieszeni bluzy i spuściłem głowę. Szedłem powoli, szurając nogami.
        "Mógłbyś nie być zazdrosny o moją ukochaną"... Tłukły się się w głowie słowa Nialla sprzed kilku tygodni. Jego wypowiedź była bardzo dosadna i wtedy jeszcze nie mogłem wykombinować dlaczego doszedł do takiego wniosku.
        Nie boczyłem się na niego długo. Nie chciałem dawać mu kolejnych powodów do takiego rozumowania. On także zmienił swoje zachowanie, chociaż podchodził do mojej osoby w pewnym dystansem.
        Każdego wieczora nie potrafiłem spokojnie zasnąć. Przewracałem się z boku na bok, robiąc wszystko, żeby wyłączyć mózg i wreszcie przenieść się w objęcia Morfeusza. Louis rzucał we mnie czym tylko się dało i kazał przestać się wiercić. Kiedy ja nie mogłem. Moje myśli były zbyt zajęte próbami zaprzeczenia przed samym sobą pewnego faktu.
        Chyba zaczynał coś podejrzewać, bo przyglądał mi się badawczo za każdym razem, gdy przebywałem w towarzystwie Annie. A kiedy rzucałem chrupki do ust Nialla z odległości dwóch metrów i w pomieszczeniu pojawiła się jego siostra, racząc nas przepięknym uśmiechem, a ja zamarłem z jedzeniem w dłoni, Boo chrząknął znacząco, żeby przywrócić mnie do porządku.
        Lub wtedy, kiedy wpadłem do jej sypialni i ujrzałem ich leżących razem pod kołdrą. Zrobiło mi się momentalnie gorąco. A niewysłowiona ulga, która ogarnęła moje ciało, kiedy spostrzegłem, że jednak byli ubrani była wisienką na szczycie tortu.
        Doskonale pamiętałem też moment, w którym siedzieliśmy w salonie w apartamencie w Miami. Ja konsumowałem ryż pałeczkami, blondyn brzdąkał sobie na gitarze, a Annie siedziała na fotelu, wsłuchując się w jego muzykę. W pewnym momencie wstała, podeszła do chłopaka, wzięła jego gitarę, odłożyła na ziemię, by później zasiąść na jego kolanach i szeptać mu do ucha czułości.
        Co ja wtedy zrobiłem? Zacisnąłem palce na misce z ryżem tak mocno, że zbielały mi knykcie.
        Dlaczego nie potrafiłem się przed sobą przyznać, że byłem o nią zazdrosny? Przecież nie kochałem Caroline. Co więc było przyczyną?
        Odetchnąłem wilgotnym, wieczornym powietrzem.
        Czułem, że odpowiedź na te wszystkie pytania zakotwiczyła się gdzieś głęboko we mnie. Jednak nie potrafiłem jej odnaleźć. Co więcej: bałem się.
        Przeniosłem wzrok ze swoich zabrudzonych, niegdyś białych trampek na świat roztaczający się wokół mnie.
        Miałem wszystko. Sławę, pieniądze, przyjaciół... Ale jednocześnie czułem się tak dziwnie pusty w środku.
        Zerknąłem przed siebie w chwili, gdy jakaś ciemna postać wynurzyła się zza zakrętu.
        Ten profil był dziwnie znajomy dla mnie, jakbym go już kiedyś widział.
       Chwyciłem w dwa palce oprawkę okularów, spuszczając je w dół o kilka centymetrów, aby lepiej widzieć przechodnia
        Wtedy dotarła do mnie dosyć brutalna prawda.
        Wiedziałem już kto to. Widziałem jego zdjęcie w szafce w pokoju Annie w Doncaster. Fotografia była przedarta, jakby w ten sposób dziewczyna chciała zerwać łączące ich więzi.
        Spytałem później Lou, kim był ów tajemniczy człowiek.
        Anthony... Tak się nazywał!
        Sam nie wiedziałem, co robię. Schowałem okulary do kieszeni, jednocześnie modląc się, żeby nikt mnie nie rozpoznał. Nogi same poniosły mnie w ślad za nim. Czułem się jak drapieżnik ścigający swoją ofiarę.
        Facet przyspieszył kroku. Rozglądał się na boki i nawet kilka razy na mnie, jakby coś ukrywał i bał się, że cały świat dowie się o tym. Niezrażony, dreptałem za nim.
        Po chwili, zniknął w drzwiach jednej z miastowych dyskotek.
        Cóż mogłem zrobić? Nałożyłem ray bany z powrotem na oczy i skierowałem swe kroki do wejścia.
        Minąłem kilku ochroniarzy, by później oprzeć się plecami o ścianę, ręce spleść na piersi i obserwować bieg wydarzeń.
        Nie wiem, co mnie tam zaprowadziło, ale czułem, że nie pozostanie to bez znaczenia.
        I nie myliłem się.
        Anthony rozejrzał się, wziął z czyjegoś stolika kieliszek i wlał sobie do ust jego zawartość. Chciał podejść do grupki jakichś chłopaków, którzy siedzieli przy barze, lecz zatrzymał się w pół kroku i przyłożył dłoń do czoła.
        Zerknąłem w tym samym kierunku, co on i moje serce zabiło szybciej.
        Dostrzegłem Annie, która bawiła się w towarzystwie dwójki nieznanych mi dziewcząt. Miałem ochotę podbiec do niej, złapać ją i wynieść stąd zanim dopadnie ją ten obrzydliwy człowiek. Niestety ubiegł mnie.
        W kilku susach przemierzył dzielącą ich odległość i wypowiedział jej imię.
        Odwróciła się i oniemiała. Z jej twarzy wyczytałem mieszankę bólu i przerażenia, jednak zacisnęła wargi i podeszła do jednego ze stolików. On podążył za nią, jakby był w transie.
        Wzięła głęboki oddech i odwróciła się do niego przodem. Zrobił krok w jej stronę, dziewczyna chciała oddalić się od niego, ale natrafiła na mebel, który skutecznie odciął jej drogę ucieczki.
        Zacisnąłem pięści i minimalnie podszedłem bliżej nich, by w odpowiedniej chwili zareagować.
        Zaczęli się kłócić. Annie wybuchnęła płaczem, a Anthony wziął ją w objęcia.
        Chłopak był wysoki. Cholernie wysoki, wyższy sporo ode mnie, więc jej próby wyrwania się z jego uścisku skończyły się fiaskiem.
       Wszędzie pełno było ludzi, ale nikogo nie obchodziło, że metr od nich rozgrywał się dramat.
       Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce.
       - Panu już dziękujemy! - powiedziałem, ściskając dłonią jego przedramię.
        Zerknął na mnie zdezorientowany. W żelaznym uścisku jego rąk, dostrzegłem jej zielone oczęta, które patrzyły na mnie błagalnym wzrokiem. Miała rozmazany makijaż.
        - Czego ty koleś ode mnie chcesz? - warknął przez zęby.
- Żebyś dał jej spokój! - odpowiedziałem mu tym samym, z przymrużonymi oczyma.
        Wrzała we mnie wściekłość. Czułem, że jeżeli zaraz nie zrobi tego, co mu kazałem, to rozgniotę mu tę śliczną buźkę jednym ruchem ręki.
         - A co ty możesz mi zrobić, nawet jej nie znasz. Spierdalaj koleś - zbył mnie i wrócił do obmacywania biednej dziewczyny.
- Słuchaj - wycedziłem - Znam Annie lepiej niż ci się wydaje. A teraz puścisz ją, albo zadzwonię po policję i ciekawe jak wtedy wytłumaczysz się z woreczka kokainy, który wystaje z tylnej kieszeni twoich spodni.
        Rozszerzyły się jego źrenice. Lewą ręką złapał wspomniane miejsce i szybko schował przedmiot głębiej.
      Zrobił kilka kroków w tył i spoglądał przerażony to na mnie, to na siostrę Lou. Z kilometra można było dostrzec, że był na niezłym haju.
        Przyłożył dłonie do ust i uciekł.
        - Harry - jęknęła słabo Annie.
        Momentalnie znalazłem się przy niej i wziąłem ją w objęcia. Wtuliła się we mnie bezradnie i zaszlochała gorzko.
        Miliony myśli przelewały się w mojej głowie. Miliony uczuć czułem w swoim sercu. Miliony emocji widziałem w jej oczach.
        Kiedy mój umysł rozjaśnił się, zachłysnąłem się powietrzem.
        Kochałem ją. Kochałem ją jak nikogo dotąd i bałem się, że przez to zniszczę nasz zespół. To dlatego nie potrafiłem przyznać się do tego przed samym sobą. Dlatego również ona nigdy nie będzie moja.
         Zadrżała.
- Już, już. Jestem tu - mruknąłem, opierając brodę, o czubek jej głowy. Zaciągnąłem się słodkim zapachem jej włosów.
- Dziękuję - szepnęła cicho.
        Dłońmi dotknąłem jej policzków i uniosłem delikatnie twarz, żeby na mnie spojrzała.
        Tak bardzo pragnąłem to zrobić. Zerwać zakazany owoc. Jednak później zostałbym wygnany z raju, a to mógłbym przypłacić życiem.
        - Nie ma za co... Od czego ma się przyjaciół - odpowiedziałem, puszczając ją - Chodź, pójdziemy do domu.
        Annie wzięła ze stołu butelkę wódki i podążyła do wyjścia w ślad za mną.
        Odbyliśmy krótki spacer i znaleźliśmy się przy bocznym wyjściu z klubu. Dziewczyna siadła na schodkach i wytarła kciukami rozmazany makijaż z policzków. Stanąłem z boku i przyglądałem się jej poczynaniom.
         - On nigdy taki nie był - odezwała się.
        Zdziwiłem się. Po tym wszystkim jeszcze potrafiła go bronić. Podejrzewałem jednak, że w ten sposób chciała usprawiedliwić sama przed sobą czteroletni związek z tym psychopatą.
        - Naćpał się w cztery dupy - odpowiedziałem - Może to dlatego.
        Spojrzała na mnie, a później odkręciła butelkę alkoholu i wzięła trzy potężne łyki.
        Wybałuszyłem oczy. Wstyd się przyznać, ale siostra Lou miała twardszą głowę ode mnie.
- Nie przesadzasz? - spytałem rozbawiony.
- Pozwól mi odreagować - rzuciła na odchodnym, między kolejnymi haustami.
- Matka cię zabije! - zaprotestowałem.
        Spojrzała na mnie z politowaniem. Chyba alkohol zaczął działać, bo wydawała się dużo pogodniejsza.
- Jest na noc w pracy. To samo tata - mruknęła.
        Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Musiałem powziąć konkretne kroki, bo Annie, jak widać, nie miała zamiaru przestać. Podszedłem do niej, wziąłem butelkę z jej ręki i wrzuciłem do stojącego nieopodal kontenera.
        Zignorowałem jej nieme protesty.
- Mieliśmy iść do domu. Wstawaj - zakomenderowałem.
        Próbowała się podnieść. Kiedy jednak była w pozycji prawie pionowej, zachwiała się. Gdyby nie moje szybka interwencja, która polegała na chwyceniu jej w pasie, prawdopodobnie rozkwasiłaby sobie tył głowy o mur.
       Zachichotała głośno.
- Blisko było - wybełkotała, także łapiąc mnie za pas.
        Była urzeczona absolutnie wszystkim. Z zachwytem patrzyła na przejeżdżające samochody, latarnie uliczne i przechodniów.
        Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
        Jej dotyk sprawiał, że miejscu, w którym jej palce stykały się z moim ciałem, czułem palące piętno. Szliśmy powoli, bo dziewczyna chwiała się na wysokich obcasach. Nasz chód splecionych ze sobą osób przypominał wędrówkę zakochanej pary. Jednak oboje wiedzieliśmy, że tak nie było.
        W duchu wypowiadałem wszystkie znane mi modlitwy, żeby tylko nie pojawili się gdzieś paparazzi. No bo przecież jakby to wyglądało?! Codziennie w internecie pojawiały się nowe zdjęcia Annie i Nialla. A teraz co, ja i ona ot tak spacerujemy sobie późnym wieczorem po ulicach Doncaster?
        - Wiesz, - powiedziała, przerywając moje rozmyślania - Jesteś cholernie seksowny! - zaakcentowała przedostatnie słowo i znowu wybuchnęła śmiechem.
        Zawtórowałem jej. Okej. Albo nie wiedziała, co mówi, albo pod wpływem alkoholu z jej ust wypływała sama prawda.
- Ale kocham Nialla - dokończyła i znów zachichotała.
        Zacisnąłem zęby na dolnej wardze, żeby nie jęknąć żałośnie. Miałem wrażenie jakby ktoś wbił w moje serce tępy sztylet i jeszcze przekręcił go wokół własnej osi.
        - Tak się zastanawiam... - odezwała się znowu, ale ja pragnąłem już, żeby najzwyczajniej w świecie w końcu się zamknęła. Jakiej jeszcze strasznej prawdy miałem dowiedzieć się tej nocy? Czy mogło być jeszcze gorzej?
        - Szkoda, że byłeś na początku takim sukinsynem. Lubiłam cię. Mogłoby coś być między nami, gdybyś nie był tak wredny.
        Jak widać mogło. Nie miałem siły już nad tym rozmyślać. To było dla mnie za wiele.
        Wreszcie ucichła. Szła jednak coraz wolniej, coraz bardziej kołysząc się.
        Z każdą minutą była coraz bardziej pijana.
        Byliśmy już w jej ganku, skąd było kilka kroków do domu. Podziwiałem sam siebie za swój zmysł orientacji w terenie. Potrafiłem doprowadzić upitą dziewczynę do domu, sam pierwszy raz będąc w mieście.
       - Hazz... - mruknęła i straciła władzę w nogach.
       Westchnąłem i wziąłem ją na ręce. Mówiąc potocznie: wyłączyło jej prąd.
        Zatrzymałem się, aby złapać równowagę. Spojrzałem na jej spokojną twarz, niezmąconą emocją i moje serce zadrżało. Była naprawdę piękna.
        Wszedłem na schodki przed domem i już miałem zamiar nacisnąć dzwonek czołem, gdy drzwi otworzył nam zaskoczony Niall.


Siemka :D
Wreszcie mi się udało, napisałam dziewiątkę.
Mam nadzieję, że się podobała.
Zapraszam do komentowania :D

22 komentarze:

  1. Tony.. SPIERDALAJ ! hahaha :P
    Wiedziałam, że Hazza będzie coś czuł to Ann. <3 Może jakiś mały romanskik ?<3
    Nie no dziewczyno jesteś genialna ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaa twoj odcinek jest genialnyyy! :D Harry zakochany,ah <3 jestem ciekawa kiedy powie to Ann a moze jakos sie to wyda inaczej? i Nialla malo ale przeboleje, ale jakos zaczyna mi sie bardziej podobac zestawienie Ann i Harrego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Otworzył im Niall... hm... mam nadzieję, że będzie awantura, Niall z Annie się pokłócą, ona zejdzie się z Harrym, wezmą ślub, on zażąda rozwodu, potem znowu się zejdą i będą żyć długo i szczęśliwie. ;))
    No, ale to twoje opowiadanie. Szkoda mi Hazzy, bo zakochał się w dziewczynie swojego kumpla. Ale tekst Annie "Jesteś cholernie seksowny" - mnie po prostu rozbroił. siedziałam i śmiałam się przynajmniej minutę!
    Szybko dodawaj nn!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie ! A początek rozdziału bosko pozytywny . ;3 Me gusta . :D
    Harry się zakochał ... Jejć . :D Bosko to piszesz, ciekawe co dalej . :P zapraszam na 19 już u mnie jest . :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne rozdziały! Po prostu wiedziałam, że Harry się w niej zakocha!
    Przepraszam, że wcześniej się nie odzywałam, ale szkoła zatrzymała mnie w swoich szponach ;(
    Szkoda by było gdyby Niall został skrzywdzony, w końcu jest bardzo zakochany w Annie, mam nadzieję, że ciekawie to opiszesz!
    Kochana, mój twitter- @happy_frenzy
    Czekam na kolejny, emocjonujący rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział, z resztą jak wszystkie Twoje :) Czekam na następny :D


    fallinhappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojejuśku, Hazza się nam zakochał ;>
    Cudny ten rozdział po prostu, czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wpierw powiem tak: piąteczka już jest prawie napisana, ale trzeba ją podrasować. Nie wiem czy wyjdzie mi Niall w tym moim "wydaniu",ale wierzę,że mi się uda.

    A teraz właściwy komentarz:
    Wiesz... słowa Tony'ego "Największą tragedią tego świata jest to, że dwoje tak bardzo kochających się ludzi" - mam wrażenie, że gdzieś je widziałam/słyszałam/przeczytałam. Ale może to tylko marne wrażenie. W każdym razie rozdział jest niesamowity. I strasznie szybko się pojawia - nie masz czasem za dużo weny? Nevermind. Harry jako super-hero <3. Normalnie uratował damę z opresji. Słodzio. (tak, wiem nie ma takiego słowa, ale słowotwórstwo wcale nie jest takie złe!) Szkoda, ze zakochał się w dziewczynie przyjaciela. Ale... każdy się domyśla, ze i tak będą razem. To takie oczywiste, pozostaje kwestia: kiedy?! No i ostatnie słowa. Nialler otworzył drzwi. Ale wątpię by zrobił awanturę Hazzie. Prędzej Annie, za to, że dziewczę spiło się. Ale znam to. Najlepiej zapija się smutki. W każdym razie rozdział jak zawsze niesamowity - pisz więcej, jeszcze więcej weny i... jedna maleńka prośba... jakaś maleńka scena +18? :D Ładnie prrrrrrrroszę! <33
    Pozdrawiam z otchłani "Cmentarza Zwieżąt", S.

    [eye-melodies]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiedziałam. To po prostu mylne wrażenie. Nie raz musiało mi się obić o uszy, wolałam się upewnić :)

      Usuń
  9. no ! w końcu ! xd
    rodział mega jak zawsze ; p
    fajnie się go czyta ;D
    te zwierzenia Hazzy > mmm . . . ; *

    kiedy 10 ? ; D

    LOVE <3

    OdpowiedzUsuń
  10. 1. Świetne! :D
    2. Kied następne ? *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. łołoło super ! fajnie długi ten rozdział i fes zajebisty ;D
    I znowu w takim miejscu skończyłaś. ; (
    Za kare dziś musisz doda dziś następny xD

    M.

    OdpowiedzUsuń
  12. O matko jak to sie wszystko super potoczyło! Pisz następny rozdział, nie mogę się doczekać. :**

    OdpowiedzUsuń
  13. Na [shouldletyougo.blogspot.com] jest już nowy rozdział, serdecznie zapraszamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. No i pięknie ;D rozdział... cudo jak zawsze ;D
    Ale znowu muszę czekać na 10 żeby się dowiedzieć jak Niall zareagował ;p mam nadzieję, że niedługo napiszesz kolejny rozdział i, że będzie jeszcze lepszy od tego ;DD

    N.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapraszam na 5 rozdział [http://eye-melodies.blogspot.com], gdzie po raz pierwszy ukazana jest scena totalnie +18, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. u mnie 7 rozdzial ! xx
    lifewithfuckinglove

    OdpowiedzUsuń
  17. No to się porobiło. Ciekawe co zrobi Niall :D Czekam na nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie obrazisz się jeżeli zareklamuje tu swój blog? [http://keira-and-inga-glass.blogspot.com/] Wpadni. U ciebie na blogu jestem dopiero przy drugim roździale, ale postaram się szybko nadrobić! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zajebiście piszesz, dawaj następny :D .

    OdpowiedzUsuń
  20. Annie się upiła? Hazz vs Niallerek... Uuuuuuuuuuuuu *.*

    OdpowiedzUsuń