czwartek, 17 maja 2012

3. Ty sukinkocie!

       Nie wiem kiedy zasnęłam. Wypłakiwanie sobie oczu i cały ten natłok myśli, wrażeń spowodowały, że czułam się okropnie znużona. Sen to dobra rzecz. Sen pozwalał chociaż na moment odsunąć otaczające zmartwienia na dalszy plan.
       O czym śniłam? Chyba o niczym. Mimo wczesnej, przedpołudniowej pory byłam zbyt zmęczona by o czymkolwiek śnić.
        Przyjeżdżając do Nowego Yorku byłam zupełnie przekonana, że wreszcie zaczynam nowe życie, że po raz pierwszy będzie łatwo. Tak wielką żywiłam nadzieję, że wszystko będzie po mojej myśli i nie dostanę od losu kolejnego kopniaka w tyłek.
        Jak widać miesiące cierpienia po rozstaniu z Anthonym to było za mało. Co jeszcze miało mnie czekać? Czy mogło być gorzej?
        Normalność nigdy nie była koniecznym warunkiem z mojej strony. Nigdy nie pragnęłam, żeby moje życie było normalne. Mogło być zwariowane, dziwne, a nawet niebezpieczne. Wszystko, byle nie musiałabym doświadczyć tylu katuszy.
        Czym ja się w zasadzie przejmowałam? Przecież praktycznie nie znałam tego chłopaka. Nie rozumiałam dlaczego jego obojętność, a czasem otwarta wrogość tak bardzo mnie bolały.
        Chyba po prostu naoglądałam się niezliczonej ilości wywiadów i do podświadomości wplótł mi się schemat przystojnego, lokatego, zawsze uśmiechniętego chłopaka z błyskiem jakiejś nieokreślonej intuicji w oku.
        A teraz brutalna prawda tak mnie przytłoczyła, że nie byłam w stanie odbierać jej ze spokojem.
        Na Boga, miałam 20 lat! Czas najwyższy skończyć z ideałami ładnego chłopca z plakatu i wreszcie dorosnąć.
        Nagle, ni stąd ni zowąd, ocknęłam się. Sen się skończył. Należało wrócić do rzeczywistości. Jednak wielki kontrast pomiędzy błogim spokojem objęć Morfeusza a ogromem bodźców i przykrych wspomnień sprawił, że zaczęłam spazmatycznie oddychać, a łzy same cisnęły mi się do oczu.
        Zamrugałam gwałtownie powiekami, aby tylko kolejny raz się nie rozpłakać.
        Od kiedy to byłam taką histeryczką?
        Następne pięć minut spędziłam na przywoływaniu samej siebie do porządku.
        Spojrzałam na zegar. Była piętnasta. Naprawdę dużo spałam.
        Już miałam wstawać, kiedy usłyszałam szczęk klucza w zamku od drzwi - chłopcy wracali ze spotkania z fanami.
         Pospiesznie zamknęłam oczy i wyrównałam oddech. Postanowiłam zachować wszelkie pozory snu i dowiedzieć się, w jaki sposób będą zachowywali się chłopcy, będąc przekonanymi, że nie słucham.
         Drzwi otworzyły się i mych uszu doszły ciche chichoty i odgłosy rozmów.
- Cicho! - szepnął nagle Liam - Ona chyba śpi!
        Gadanie natychmiast ucichło. Jedynie ktoś westchnął niecierpliwie. Mogę dać sobie rękę uciąć, że tym kimś był Harry.
        Ktoś inny przysiadł na kanapie obok mnie i odgarnął mi z twarzy kilka niesfornych kosmyków, które na nią opadły.
        Uchyliłam minimalnie oczy, żeby mniej więcej orientować się w otaczającej mnie sytuacji. Miałam jedynie nadzieję, że nikt tego nie zauważy.
        Liam pisał smsa, Zayn wyglądał przez okno, Niall siedział na kanapie przy moim boku, Louis kierował się do łazienki, a Harry przyglądał się swemu odbiciu w ekranie telewizora.
         - Płakała - odezwał się Niall, patrząc wymownie na Harry'ego - spójrzcie na te porozrzucane chusteczki.
        Cholera. Nie dość, że wyzdradziłam im przez głupotę swój stan ducha, to jeszcze robiłam wokół siebie okropny syf.
        Louis zatrzymał się w pół kroku. Chwilę trwało, zanim obrócił się w naszą stronę, a wyraz jego twarzy był osłupiały.
- Ona. Nigdy. Nie. Płacze - rzekł powoli, a słowa oddzielał tak, jakby każde było osobnym zdaniem.
        Atmosfera stała się napięta, jakby powietrze sprężyło się i wyssany został z niego cały tlen. Liam uniósł głowę znad telefonu, Zayn obrócił się. Na samym końcu stanął przodem Harry, jakby nie wiedząc co robić.
        - No i? - wzruszył ramionami.
        Lou zmarszczył brwi, a z jego twarzy biła wszechogarniająca wściekłość. Wziął kilka głębszych oddechów, które stawały się coraz szybsze.
        - Ty pierdolony sukinkocie! - wrzasnął mój brat, rzucając się na Harry'ego z pięściami, ale natychmiast zjawili się miedzy nimi Liam i Zayn, nie dopuszczając do jakichkolwiek siłowych rozwiązań. Rozjuszony Lou zlustrował ich wzrokiem i próbując przedrzeć się przez nich, zawołał - Ty pieprzony gnoju, już nie obchodzą cię zupełnie uczucia innych? Co ona ci zrobiła? Co ona ci, kurwa, zrobiła?! Czym zasłużyła sobie na takie traktowanie?!
        Nie musiałam już dłużej udawać, że śpię. Nikt normalny nie potrafiłby spać przy takich wrzaskach. Poruszyłam się nieznacznie na kanapie, a Niall natychmiast przeniósł swój wzrok na mnie. Próbował uśmiechać się do mnie pocieszycielsko, ale ja nie zwracałam na to uwagi.
        - Nie widzisz jak ona się stara?! - kontynuował swój monolog Louis - Robi wszystko, żebyś tylko był zadowolony, a ty i tak traktujesz ją jak kozła ofiarnego! Przejrzyj na oczy idioto, bo inaczej ja nie widzę dalszej wspólnej przyszłości tego zespołu!
        Przyjrzałam się obliczu Stylesa. Jego mina niemal niewzruszona. Przy dłuższych oględzinach można było dostrzec nutkę niedowierzania.
        - Wiecie, co on dziś zrobił? - zawołał Boo - Jedna fanka poprosiła go, żeby powiedział do kamery "Kocham cię", a ten odpowiedział jej: "Nie powiem tych słów komuś kogo nie kocham!".
        Liam aż zachłysnął się powietrzem.
- Harry, jak mogłeś?! - mruknął, przejeżdżając sobie dłonią po twarzy.
        - Nie będę dłużej siedział cicho, drżąc o przyszłość One Direction. Bo jeśli to ma tak wyglądać, to ja wysiadam - podsumował Lou i zamknął się w łazience.
        Harry otworzył usta, potem zamknął je, jakby uprzytomnił sobie, że nie pamięta, co miał powiedzieć.
        Patrzył po kolei na wszystkich obecnych, jakby szukał chociaż cienia aprobaty. Nie dostrzegłszy jej, zacisnął zęby i ulotnił się z mieszkania, trzaskając drzwiami.
        Przeniosłam się do pozycji siedzącej, a Niall odsunął się, robiąc mi miejsce. Zerknęłam na niego. Przyglądał mi się ze zbolałym wyrazem twarzy. Wstałam z kanapy. Jednak moje ruchy były powolne. Wciąż byłam w szoku po bardzo gwałtownej awanturze.
        Spojrzałam także na Liama i Zayna, którzy patrzyli na mnie tak samo. Czy tylko mi się to wydawało, czy naprawdę byłam głównym powodem tego zgorszenia?
         Po raz kolejny wybuchnęłam żałosnym szlochem. Zrobiłam krok do przodu, chcąc udać się do swojego pokoju, kiedy poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu, obróciłam się i ujrzałam twarz Horana, który, jakby to było najzwyczajniejszą rzeczą na świecie, po prostu mnie przytulił. Schowałam twarz w jego silnym ramieniu, przy okazji niszcząc mu sweter łzami.

* * *

        Zaniepokoiłam się. Louis od piętnastu minut siedział w łazience, nie dając znaku życia. Nawet ja zdążyłam już uspokoić się. 
       Zapukałam cicho. Brak odzewu. 
- Lou, powiedz coś, bo chłopcy będą musieli wyważyć drzwi! - zawołałam.
        Co prawda, nikogo oprócz mnie tam nie było, jednak musiałam zastosować szantaż, bo inaczej nigdy nie dowiedziałabym się, co się wewnątrz działo.
        Zamek szczęknął, mój brat odblokował wejście. 
        Kiedy drzwi uchyliły się, zrobiłam krok do tyłu, a moim oczom ukazał się najstraszniejszy widok jaki kiedykolwiek ujrzałam.
        Cała twarz Lou była czerwona, oczy miał podpuchnięte, a na policzkach zastygły łzy. Jego koszulka w paski była mokra, a włosy rozczochrane. Patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem. Domyśliłam się, że musiał siedzieć na podłodze wypłakując sobie te zielone oczęta.
        Wiedziałam ile sił kosztował go taki wybuch. Był zazwyczaj uosobieniem spokoju. To on zawsze łagodził wszelkie spory i unosił się jedynie w sytuacjach krytycznych.
        Ach, jak tragiczne musiało być to zdarzenie, że Louis Tomlinson wybuchnął wściekłością? Jakie miało mieć skutki?
       Złapałam go w pasie, a on uwiesił się na mnie bezsilnie. Nic nie mówił. Zaprowadziłam go do pokoju, w którym zamieszkiwał razem z Harrym. Nie miałam pojęcia jak miało wyglądać ich dalsze, wspólne dzielenie pomieszczenia, w takiej sytuacji.
      O obecność Stylesa nie musiałam się obawiać, wyszedł gdzieś i dotąd nie wrócił.
      Posadziłam mojego bliźniaka na łóżku. Wyglądał tak, jakby wszystkie jego funkcje życiowe zostały zatrzymane. Nie potrafił sam nic zrobić.
       Ściągłam z niego bluzkę, spodnie i buty, tak, że pozostał w samych bokserkach. Następnie położyłam go i przykryłam kołdrą. Przysiadłam później na brzegu łóżka i zaczęłam głaskać go po głowie.
- Śpij - szepnęłam - Sen jest lekarstwem na wszystko.
        Jakby mój głos miał jakąś tajemniczą moc, chłopak niemal natychmiast zasnął.
        Co z tego, że było dopiero wczesne popołudnie? To lepiej, że przeniósł się w objęcia Morfeusza, jak się obudzi, będzie patrzył na to wszystko inaczej. 
        Dopilnowałam jeszcze, że smacznie śpi i przeniosłam się do swojego pokoju.
        Postanowiłam jedno. Mój brat już nigdy nie zobaczy jak płaczę. Już nigdy nie będę przejmowała się Harrym Stylesem. Już nigdy nie doprowadzę do takiej kłótni. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam był rozpad zespołu, spowodowany jakimiś sporami między mną a Loczkiem.
        Chociaż on także musiał się zmienić. Z tego, co wiedziałam, zachowywał się tak jeszcze przed moim przyjazdem.
       Najwyższa pora na zostanie altruistką. Koniec z własnymi problemami. Teraz trzeba było zatroszczyć się o innych.

* * *

      Usłyszałam pukanie do drzwi. Nie zastanawiając się nad tym, kto mógł mi zawracać głowę o tak późnej porze, powiedziałam: "proszę".
       Natychmiast tego pożałowałam, bo moim oczom ukazał się Harry. O dziwo, jego oczy nie ciskały błyskawic.
       Zacisnęłam zęby. Ze wszystkich sił chciałam być silna, a jedynym na to sposobem było schowanie się za zasłoną ironii.
- Czemu zawdzięczam tę jakże miłą wizytę? - spytałam lodowatym tonem.
       Trochę zbiłam go z tropu. Wziął jednak głębszy oddech i rzekł:
- Musimy porozmawiać.



DA BUM TSS. i oto jest trójka.
dedykuję ją Kasi i Marcie, które od samego rana suszyły mi głowę, żebym ją dodała.
pozdrawiam! :)

6 komentarzy:

  1. Serio, tak skończyłaś ten rozdział? To nie ludzkie! Ale.... ile akcji. Louis się wkurzył, zwyzywał przyjaciela, a potem dopadły go wyrzuty sumienia. Nie fajnie, oj nie. Żal mi Boo Bear'a. Jest między młotem a kowadłem. Harry naprawdę mnie tu irytuje... zimny sukinsyn. Zachowywać się tak do przyjaciół? Do fanki? Oj nie, staczasz się. A z Niall taki... ciepły jest. Ciągnie go do głównej bohaterki! Czyżby mały romansik? Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! Weny życzę ;)

    [eye-melodies]

    OdpowiedzUsuń
  2. Grrr... Wiesz kiedy kończyć rozdział ,prawda? :c

    Nie no. Świetny *-* Nie spodziewałam się ,że Lou tak zareaguje! No i podoba mi się ,że Niall jest taki przyjazny ;3

    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział bo jestem ciekawa o czym lokaty chce rozmawiać :D

    Pozdrawiam! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Tu Kasia ; D
    Dzięki za dedykacje ; **

    Musiałam ci suszyć głowę, bo inaczej dodałabyś ten rozdział na pewno w następnym tygodniu ; p

    Chyba domyślam się co będzie w następnej części xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no w takim momencie przerwać! ;(
    No ale trudno będę czekać ;>


    [shouldletyougo.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, biedy Louis. Jak Harry mógł tak postąpić, jak on może?! Ma czterech wspaniałych przyjaciół i jeszcze musi niszczyć tę przyjaźń?
    No i ciekawe o czym chciał porozmawiać z siostrą Lou. Wydaje mi się, że to raczej będzie dla mnie dużym zaskoczeniem ponieważ "O dziwo, jego oczy nie ciskały błyskawic."
    Mam nadzieję, że kolejny dodasz szybko i nie będzie tak smutny jak ten ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. WTF?! Harry nie rzuca piorunów oczami?

    OdpowiedzUsuń