- Dlaczego miałabym chcieć z tobą rozmawiać? - spytałam oschłym tonem.
Harry zastanawiał się chyba przez moment nad ciętą ripostą. Zrezygnował z niej jednak i wziął kolejny głębszy oddech.
- Ja... - zaczął.
- Siadaj, nie będziesz tak nade mną stał - przerwałam mu, robiąc obok siebie miejsce na łóżku.
Styles zawachał się, ale końcowo opadł obok mnie.
Gdy tylko znalazł się w tak bliskiej odległości, poczułam, że roztacza wokół siebie lekką woń alkoholu. Odsunęłam się gwałtownie, rzucając mu karcące spojrzenie.
- Jesteś pijany - powiedziałam beznamiętnie - Nie będę z tobą rozmawiała w takim stanie.
- Nie jestem pijany! - warknął, przyglądając mi się natarczywie - Jestem w pełni świadomy tego, co robię. A to, co mam zamiar powiedzieć, nie przejdzie mi łatwą przez usta i musiałem sobie pomóc.
Zmierzyłam go wzrokiem. Wydawało się, że to co mówił nie mijało się z prawdą. Przynajmniej w pewnym stopniu.
- Aha - podsumowałam, patrząc prosto przed siebie, z zaciętym wyrazem twarzy. W ustach mi zaschło. Adrenalina wydzielała się do mojego krwiobiegu, czułam to. Serce przyspieszyło, zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
- Dziwna jesteś - zagaił Styles.
Zamrugałam kilkakrotnie powiekami. Odwróciłam głowę, aby na niego spojrzeć. Zwężyłam oczy.
- Przyszedłeś mi powiedzieć, że jestem dziwna? - spytałam z niedowierzaniem? - Dziękuję za informację, możesz iść - syknęłam.
Nie byłam w nastroju na kłótnie, więc wolałam wyprosić Harry'ego, zanim do takowych by doszło.
Parsknął, muskając wzrokiem każdy cal mojej twarzy. Nie lubiłam takiego spojrzenia, miałam wrażenie, że chłopak zaglądał w głąb mojej duszy, wyłuskując z niej najbardziej skrywane informacje.
- Chodzi mi o to, że w jednym momencie zanosisz się szlochem i kulisz na kanapie za Niallem, a w następnej rzucasz ironią na prawo i lewo, co muszę przyznać, zbija mnie z pantałyku.
- Teraz pozostało mi już tylko nienawidzić cię - mruknęłam zadziwiająco spokojnie.
- No i właśnie w tej sprawie przyszedłem - Harry był niemal miły. Gdy mówił mi, że jestem dziwna, mogłabym przysiąc, że nawet się uśmiechnął. Co ten alkohol wyrabiał z ludźmi.
- To dzisiejsze zajście... To... to nie powinno mieć miejsca. Kiedy Lou wyskoczył na mnie z pięściami i powiedział, że dla niego dalsze istnienie zespołu nie ma dalszego sensu, przestraszyłem się. Bo tak naprawdę, ja nic innego nie mam - mruknął, patrząc na swoje dłonie.
Przygryzł wargę i kontynuował:
- Ten zespół to jedyna dobra rzecz, która mnie w życiu spotkała. Gdyby to się rozpadło, moje życie nie miałoby większego sensu.
Zrobiło mi się go żal. Czyżby ten bezduszny sukinsyn miał posiadać jednak uczucia? I to prawdopodobnie głębsze niż cała reszta ludzi?
- Dlaczego więc usiłowałeś robić wszystko, aby go zniszczyć? - zapytałam rzeczowo.
- Wcale nie usiłowałem! - odpowiedział zdecydowanym tonem.
- Może zapytam inaczej... - zamyśliłam się - Dlaczego byłeś tak wredny wobec mnie, Harry?
Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął. Spojrzał na mnie później, a w jego oczach dostrzegłam skrępowanie, wstyd.
Podczas tej rozmowy brnęłam z jednej ślepej uliczki w drugą. Dla Stylesa wyrażanie swoich uczuć było naprawdę trudne, a usilne wyciągnięcie od niego tej informacji odniosłoby jedynie skutek przeciwny do zamierzonego.
- No dalej, przecież cię nie wyśmieję - rzekłam z naciskiem.
- Jakiś czas temu spotykałem się z Caroline Flack, która oznajmiła mi jak gdyby nigdy nic, że nigdy mnie nie kochała i pragnęła jedynie wybić się na mojej sławie. Powiedziała też, że nikt inny nie mógłby kochać kogoś takiego jak ja - powiedział na jednym wydechu tak, że słowa zlewały się w jedno.
Przyłapałam się na tym, że wciągam gwałtownie powietrze. Więc ten chłopak miał tak samo wiele złych doświadczeń jak ja. I zupełnie jak ja, nie potrafił sobie z nimi poradzić. Tak ciężko przyszło mu to rozstanie, że zamknął się we własnej komorze agonii, ogradzając się od świata i wbijając sobie kolejne gwoździe do trumny.
Zastanowiłam się nad tym, co powiedział wcześniej. "Nikt nie mógłby kochać kogoś takiego jak ja". To dlatego niemal każdej nocy gościł u siebie kogoś innego? Chciał udowodnić sobie, że jest pożądany? Że każda dziewczyna rzuci mu się w ramiona?
- Najzabawniejsze jest to, że te wszystkie seksoholiczki traktowałem zupełnie tak jak ciebie. Ale żadna nie miała na tyle charakteru, żeby mi się sprzeciwić. Przecież jestem Harrym Stylesem, każda chciałaby mnie zaliczyć - rzucił smutno i z nutką sarkazmu.
Pochylił się i schował twarz w dłoniach. W pierwszym odruchu chciałam go przytulić, pocieszyć. Ale w kolejnym powstrzymałam się.
- Nie chcę być już sam, już nigdy więcej - jęknął.
Nie liczyłam ile łez przez niego wylałam. Nie byłam pamiętliwa, jednak ostatnie dwa dni nie należały do najprzyjemniejszych. Mimo wszystko, nie chciałam tego pamiętać.
- Przepraszam, że przeze mnie płakałaś - Harry jakby czytał w moich myślach.
Tego się nie spodziewałam! Harry Styles i "przepraszam"? Niemożliwe.
- Nie ma sprawy - powiedziałam zdziwiona.
Chłopak wstał z łóżka i spojrzał na mnie wyczekująco. Chwila minęła zanim zrozumiałam, o co mu chodzi. Także wstałam.
- Zacznijmy wszystko od początku - powiedział z mocą.
Wyciągnął do mnie rękę.
- Jestem Harry Styles, miło mi cię poznać! - powiedział z szarmanckim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
Zawahałam się. Tak łatwo miałam mu wybaczyć? Zapomnieć wszelkie przykrości? Jeżeli to miało oznaczać kres cierpień - tak, byłam gotowa. A czy był na to gotowy także Lou?
Moje wahanie nie uszło jego uwadze.
- Wiem, nie musimy się darzyć wieczną przyjaźnią. Wystarczy, że po prostu nie będziemy się kłócić, ok? - oświadczył z nadzieją w głosie.
Przyjrzałam mu się. Jego zielone oczy emanowały taką bezbrzeżną szczerością, że powiedziałam:
- Annie Tomlinson, cieszę się, że mogę wreszcie poznać Harry'ego Stylesa - podałam mu rękę, a w miejscu, w którym opuszki naszych palców zetknęły się, poczułam dziwne mrowienie.
Wyszczerzył się do mnie przyjaźnie, prezentując równy ciąg śnieżnobiałych zębów.
- Więc załatwiłem to, co chciałem. Dziękuję za wyrozumiałość - rzucił i zniknął za drzwiami.
- Alkoholik - mruknęłam sama do siebie i usłyszałam cichy chichot, dochodzący z korytarza.
Teraz już wiedziałam, że ktoś taki istnieje. Ktoś taki? Ta osoba, którą znałam z wywiadów, teledysków. Lokaty chłopaczek ze świetnym poczuciem humoru przy odrobinie bezczelności.
Zawinęłam pasmo włosów na palec i zamyśliłam się. Teraz już musieli się pogodzić. Największą zaletą, ale w pewnym sensie także wadą Louisa było to, że nie potrafił się gniewać.
* * *
Uchyliłem drzwi naszej sypialni, w której panowały całkowite ciemności. Spodziewałem się zastać Boo smacznie śpiącego w swoim łóżku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałem go, stojącego pośrodku pomieszczenia z rękami podpartymi na biodrach.
- Wybaczyła ci - powiedział zimno; to nie było pytanie.
- Tak - odpowiedziałem, zapalając światło. Chciałem widzieć jego wyraz twarzy, kiedy będę przestawiał mu, jak się sprawy mają.
Moje serce kołatało w piersi, ogarnęło mnie zdenerwowanie.
Wskazówki zegara zbliżały się do północy. Byłem już zmęczony, ale musiałem dać z siebie wszystko. Nie mogłem pozwolić na rozpad naszego zespołu. Nie mogłem pozwolić na rozpad mojego życia.
Słowa wypływały z moich ust potokami. Wytłumaczyłem mojemu przyjacielowi, dlaczego tak się zachowywałem i z całego serca błagałem o wybaczenie.
Po kilkunastu minutach skończyłem swoją paplaninę, ale Louis nawet się nie odezwał. Jaka miała być jego reakcja? Czułem, że wybuchnę, jeżeli odczeka jeszcze sekundę z odpowiedzią.
"Nie, cicho Styles, nie pogarszaj sytuacji" - skarciłem się w głowie.
Próbowałem zebrać myśli i skupiłem się na ogromnej fototapecie, przyczepionej do ściany. Przedstawiała Boo i mnie, złączonych w przyjacielskim uścisku, wyszczerzających pełne uzębienie do aparatu. Jakże mogłem to zaprzepaścić? Jak mogłem się tak zachowywać? Gdzie był wtedy mój mózg? Wyszedł na papierosa, ze słowami "Sorry, mam dość, wracam za trzy tygodnie"?! Nie! Byłem w pełni świadomy, tego co robię, a i tak to robiłem.
Poświęciłem największą wartość mojego życia, największe sacrum - przyjaźń z Louisem Tomlinsonem. Poświęciłem dwa najwspanialsze lata w całej mojej marnej egzystencji na użalanie się nad słowami Caroline.
Kochałem ją, to fakt. Kochałem ją jak nikogo na świecie. Ale należało przestać żyć przeszłością.
Spojrzałem na Lou. Wyraz jego twarzy stopniowo łagodniał, wróżąc szczęśliwe zakończenie.
Na sam koniec zielonooki uśmiechnął się smutno.
- Nie wiesz ile dzisiaj wycierpiałem przez mój wybuch. Zdałem sobie sprawę, że mógł zniszczyć wszystko, co piękne - powiedział, patrząc mi w oczy - Nie mogłem tego dłużej znieść. Nie potrafię się na ciebie gniewać Lokersie. Ale błagam cię, niech ten sukinkot już nigdy nie wraca.
Poczułem niewymowną ulgę. Aż zabrakło mi słów. Objąłem po prostu mojego brata, brata którego nigdy nie miałem. O nie, sukinkot już nigdy nie wróci.
Moje serce kołatało w piersi, ogarnęło mnie zdenerwowanie.
Wskazówki zegara zbliżały się do północy. Byłem już zmęczony, ale musiałem dać z siebie wszystko. Nie mogłem pozwolić na rozpad naszego zespołu. Nie mogłem pozwolić na rozpad mojego życia.
Słowa wypływały z moich ust potokami. Wytłumaczyłem mojemu przyjacielowi, dlaczego tak się zachowywałem i z całego serca błagałem o wybaczenie.
Po kilkunastu minutach skończyłem swoją paplaninę, ale Louis nawet się nie odezwał. Jaka miała być jego reakcja? Czułem, że wybuchnę, jeżeli odczeka jeszcze sekundę z odpowiedzią.
"Nie, cicho Styles, nie pogarszaj sytuacji" - skarciłem się w głowie.
Próbowałem zebrać myśli i skupiłem się na ogromnej fototapecie, przyczepionej do ściany. Przedstawiała Boo i mnie, złączonych w przyjacielskim uścisku, wyszczerzających pełne uzębienie do aparatu. Jakże mogłem to zaprzepaścić? Jak mogłem się tak zachowywać? Gdzie był wtedy mój mózg? Wyszedł na papierosa, ze słowami "Sorry, mam dość, wracam za trzy tygodnie"?! Nie! Byłem w pełni świadomy, tego co robię, a i tak to robiłem.
Poświęciłem największą wartość mojego życia, największe sacrum - przyjaźń z Louisem Tomlinsonem. Poświęciłem dwa najwspanialsze lata w całej mojej marnej egzystencji na użalanie się nad słowami Caroline.
Kochałem ją, to fakt. Kochałem ją jak nikogo na świecie. Ale należało przestać żyć przeszłością.
Spojrzałem na Lou. Wyraz jego twarzy stopniowo łagodniał, wróżąc szczęśliwe zakończenie.
Na sam koniec zielonooki uśmiechnął się smutno.
- Nie wiesz ile dzisiaj wycierpiałem przez mój wybuch. Zdałem sobie sprawę, że mógł zniszczyć wszystko, co piękne - powiedział, patrząc mi w oczy - Nie mogłem tego dłużej znieść. Nie potrafię się na ciebie gniewać Lokersie. Ale błagam cię, niech ten sukinkot już nigdy nie wraca.
Poczułem niewymowną ulgę. Aż zabrakło mi słów. Objąłem po prostu mojego brata, brata którego nigdy nie miałem. O nie, sukinkot już nigdy nie wróci.
* * *
Mój nastrój zmienił się diametralnie. Leżałam w łóżku, z laptopem na kolanach, przeglądając oferty sprzedaży butów Jeffreya Campbella na e-bay'u. Nie mogłam uwierzyć w to, co wydarzyło się przed kilkunastoma minutami.
Zrobiło mi się lekko na sercu, gdy usłyszałam jego słowa. Przysięgłam sobie, że teraz moim największym zmartwieniem miały być sprawy typu "Czy makijaż im nie spłynie, podczas koncertu w ciepły wieczór?"
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, kiedy na ekranie telefonu komórkowego odczytałam smsa od mojego bliźniaka. Napisał:
Zrobiło mi się lekko na sercu, gdy usłyszałam jego słowa. Przysięgłam sobie, że teraz moim największym zmartwieniem miały być sprawy typu "Czy makijaż im nie spłynie, podczas koncertu w ciepły wieczór?"
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, kiedy na ekranie telefonu komórkowego odczytałam smsa od mojego bliźniaka. Napisał:
"I co? Mówiłem, że będzie ci z nami fajnie."
Oderwałam swój wzrok od monitora, kiedy rozległo się cichutkie pukanie. Kto co ode mnie chciał o tej porze? Zmarszczyłam brwi.
- Proszę - powiedziałam. Już raz to dzisiaj mówiłam i w zasadzie wyszło na dobre.
Moim oczom ukazała się blond czuprynka Nialla.
Automatycznie uśmiechnęłam się i zaprosiłam go do środka gestem dłoni.
Przysiadł na fotelu i wlepił we mnie zdeterminowane spojrzenie.
- Nie zasnę - wyznał - dopóki się czegoś nie dowiem.
Brzmienie jego głosu sprawiło, że zamarłam.
- Tak? - spytałam nieco zaniepokojona.
- Umówisz się ze mną? - wypalił.
Był zdenerwowany, co chwila albo łamał sobie palce, które wydawały charakterystyczne trzaski, albo poprawiał włosy.
Potrzebowałam kilku sekund, by dotarło do mnie, co powiedział.
Czy nie obiecałam sobie, że będę się dobrze bawić? No właśnie, obiecałam. A Niall był najlepszym towarzystwem w takim wypadku.
- Jasne! Z największą przyjemnością - zawołałam, obrzucając blondyna przyjaznym spojrzeniem.
Czwóreczka jest, jak widać.
Co z tego, że po jednym dniu.
Miałam wenę ( i kumpele domagające się następnego rozdziału)
Tym razem dedykacja dla Souris. Kocham Twojego bloga i styl, w jakim piszesz komentarze :)
ijeeee.. ;D jakie to jest piękne ;D już nie mogę się doczekać 5 ;D ; ***
OdpowiedzUsuńOoo, nareszcie taki typowy, słodki Harry. Lovely <3
OdpowiedzUsuńAnnie i Niall? Tylko jeśli prędzej czy później nie będzie z Harrym (nie lubię jak w opowiadaniach dziewczyny go zostawiają) :<
Czekam na następny rozdział :>
Btw. sukinkot? Czy to nie z HIMYM ? :3
Cudowny rozdział, czytałam Twojego poprzedniego bloga i postanowiłam się wreszcie odezwać. Piszesz świetnie ;D
OdpowiedzUsuńNaprawdę, tylko pozazdrościć ;D Mogę się założyć, że z czasem będzie z Harry'm.
Jeśli chcesz to zapraszam na mojego bloga:
http://one-direction-always-forever.blogspot.com/
oczywiscie ze bd kiedys z Harrym , za bardzo ja do niego ciagnie. a Niall bedzie biedaczkowal xd zalozylam blog : lifewithfuckinglove.blogspot.com o chlopakach :))
OdpowiedzUsuńUhuuhuhuhu, Niall wkracza do gry ♥ Bardzo fajny rozdział, biedny Lou, smutno mi było jak tak wybuchł ;C Czekam na nexta :)
OdpowiedzUsuńFuck. Harry sukinkot znikł. No to teraz niby wszystko ma być pięknie i kolorowo? Wątpię. Wyczuwam spięcie pomiędzy Harry'm a Niall'em. A to wtedy nie zakończy się za dobrze. Zresztą nie wiem czemu, ale słowa "nikt inny nie mógłby kochać kogoś takiego jak ja" skądś kojarzę! Nie wiem, może mi się to wydaje, a może gdzieś to słyszałam? Podoba mi się reakcja Boo Bear'a. Wpierw wysłuchał spokojnie Hazzy a dopiero potem to skomentował. To było dojrzałe. Mam jedną jedyną sugestię, prośbę, błaganie... Daj jakąś jeszcze jedną postać kobiecą! Specjalnie dla Niall'a, bo jemu będzie smutno jak go główna bohaterka zostawi. I... o Jezu! mam dedyka! Alleluja! Ja wiem, ze moje komentarze zaginają system, ja to po prostu wiem. Miałam coś jeszcze elokwentnego napisać, ale gdzieś wena mi uciekła. Zresztą jest za późno by myśleć :<.
OdpowiedzUsuń[eye-melodies]
spokojnie, babki jeszcze się pojawią :D ale na razie nie wysuwaj się tak naprzód bo przyszłość może być ciekawa :D
UsuńNie wysuwam się nigdzie na przód. Po prostu myślę sobie tak po prostu. Zresztą czuję, że teraz będzie jeszcze ciekawiej... teraz zacznie się wszystko :3
UsuńNoo, Harry stał się znowu tym "miłym i normalnym" chłopakiem? Przedtem chciałam, żeby się zmienił, ale teraz, kurcze, brakuje mi tej jego wredoty ;pp
OdpowiedzUsuńHehe, nie mogę się doczekać randki z Niall'em, bo w końcu może być po niej coś ciekawego, myślę ;p
I proszę, informuj mnie o kolejnych postach
A tymczasem u mnie pojawiła się ósemka, serdecznie cię na nią zapraszam ;)
and-as-you-close-your-eyes-tonight.blogspot.com
No! I dobrze ! :D
OdpowiedzUsuńJak na razie wszystko się układa :D
Hmm... Annie i Niall ? ;3
Kocham ! kocham ! kocham ! matko jak ja kocham twoje opowiadanie ahhh, a ten odcinek jest po prostu no jak ... bita śmietana na kubku gorącej czekolady:D pisz bo z niecierpliwością czekam co dalej . Myślałam że będzie z Harrym czy coś a tu Niall ale on jest słodki i taki dobry dla niej :)
OdpowiedzUsuńKocha, kocham, kocham ; * <3
OdpowiedzUsuń5 proszę ! ; D ; *****
M.
Kocha, kocham, kocham ; * <3
OdpowiedzUsuń5 proszę ! ; D ; *****
M.
Kocham, kocham, kocham! Chcę już 5 odcinek! Dodaj go jak najszybciej :) Buźka ;*
OdpowiedzUsuńMARTA OGARNIJ SIE ! ;d PRZESTAŃ PISAĆ 'KOCHAM,KOCHAM,KOCHAM"
OdpowiedzUsuńTak przy okazji napiszę, że u mnie 2 rozdział :3
OdpowiedzUsuńSłodkie to i genialne, czekam na nn :)
OdpowiedzUsuńwłasnie wpadałam na twojego bloga i zostane tu chyba na dłuzej! przeczytałam poprzedni wpis i baaaardzo mi się podoba!
OdpowiedzUsuńbede czytac ! :* dodaje do obserwowanych
zapraszam do komentowania 23 rozdziału który się WŁAŚNIE POJAWIŁ :)
galaxy-strawberry.blogspot.com
Zapraszam na TRZECI rozdział na http://eye-melodies.blogspot.com gdzie nareszcie pojawia się jeden z dwóch głównych bohaterów. Enjoy!
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba, i widzę poruszenie w twoich czytelniczkach, wiec jest dobrze, nawet bardzo dobrze :)Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńtak wiem ; D
OdpowiedzUsuńmam opóźnienie w czytaniu ; p
fajny ten rozdział xd
oczywiście te kumpele to nikt inny jak Grzywczak i Marta ;]
NO PRZECIEŻ WIEM! :D
UsuńCześć, na [shouldletyougo.blogspot.com] kolejny, nowy piąty rozdział, zapraszamy :)
OdpowiedzUsuńu mnie nowy post xx ;)
OdpowiedzUsuńlifewithfuckinglove
http://larry-dead-1d.blogspot.com/2012/05/prolog.html A o to mój prolog. Zapraszam :)
OdpowiedzUsuńAnnie... Harry... Lou... Niall... OMG!
OdpowiedzUsuń