środa, 20 czerwca 2012

13. Mogę cię przytulić?

        To wszystko było takie banalne. Tak obrzydliwie, niewyobrażalnie banalne. Ale właśnie takiej banalności wymagała współczesna kultura masowa. Nasze piosenki były nieskomplikowane, proste do zapamiętania i łatwo wpadały w ucho. Nie miały jakiegokolwiek głębszego przekazu, bazując na pustych słowach.
        Kiedy byłem dzieciakiem i marzyłem, jak każdy, o światowej karierze, zawsze miałem nadzieję, że zostanę szanowanym artystą, który będzie pisał wspaniałe piosenki o drugim dnie. Artystą, a nie rzuconym na żer mediów kawałkiem mięcha z dobrym głosem. Zawsze kochałem i uwielbiałem naszych fanów, ale mieli oni swego rodzaju zły gust. No i gdybyśmy nie byli w pewnym sensie przystojni, pewnie nasza popularność nie wyglądałaby teraz tak jak wyglądała.
        Nie wiem, czy poszedłbym drugi raz do Xfactora. Nie wiem, czy drugi raz chciałbym stać się tak sławny. Na początku tak bardzo jarałem się tą całą karierą, tym że ludzie nas rozpoznawali. Oczywiście nie poznałbym Louisa, mojego przyszywanego brata i moje życie nie wyglądałoby tak, jak wygląda. Ale z drugiej strony, gdybym go nie poznał, nie wiedziałbym, że istnieje tak wspaniały człowiek, więc nie tęskniłbym za jego obecnością... Kurczę, ale kalkulacje! Ale poniekąd były prawdą. Teraz nie wyobrażałem sobie życia bez mojego Boo Beara, ale jakoś egzystowałem te pierwsze szesnaście lat sam.
        Westchnąłem i spojrzałem przed siebie. Skakałem wzrokiem po otaczającym mnie tłumie, aż wyłapałem znajome mi postury. Annie, trzymająca rękę Nialla, Lou bez Eleanor (na szczęście, dziewczyna miała w tym czasie maraton sesji zdjęciowych i nie mogła z nami pojechać. W zasadzie dobrze, bo mogłem mieć chłopaka tylko dla siebie) i Liam z Danielle. Oczywiście nie mogło też zabraknąć Zayna i dwóch przyjaciółek Ann, z którymi bliskie kontakty utrzymywał także Mulat. Nie wiem zupełnie kiedy do tego doszło. Żyłem ostatnimi czasy pod kloszem własnych uczuć.
        Jakież było moje zdziwienie, kiedy rano Louis otworzył drzwi wejściowe dwóm nieco niskim brunetkom, szczerzącym się niewinnie i dzierżącym w rękach własne bagaże. Cóż mogłem zrobić, przywitałem się grzecznie i udałem się do pokoju, aby dokończyć pakowania.
        Podniosłem się powoli z ławki, wziąłem rączkę walizki i wyminąłem mur stworzony z nieźle przypakowanych ochroniarzy, którzy chronili mnie przed staranowaniem przez rozwrzeszczane fanki.
        Nienawidziłem tego. Z całego serca. Moim największym marzeniem byłoby zasiąść w zaciszu domu, wziąć do ręki jakąś dobrą książkę i czytać w spokoju, nie słysząc serenady pisków zza okna. Miło byłoby również wstać rano, umyć zęby i wyjść do kiosku po poranną gazetę, nie przejmując się swoim wyglądem.
        Wielbili mnie jak jakieś pogańskie bóstwo.
        Szybkim krokiem pokonałem odległość dzielącą mnie od reszty grupy oraz kolejnych ochroniarzy, by znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Uniosłem rękę, wyszczerzyłem się sztucznie i zacząłem energicznie machać, robić sobie zdjęcia, podpisywać się na płytach, książkach, twarzach, brzuchach, nogach, cyckach i innych dziwnych miejscach, modląc się w duchu, by wreszcie wezwano nas na start samolotu.

* * *

        Czekaliśmy właśnie na odprawę paszportową, kiedy ze wszystkich stron zaczęli oblegać nas fani, marzący o tym, by chociaż z nami porozmawiać. Kąciki moich ust natychmiast uniosły się w górę, a w oczach tańczyły radosne iskierki.
        Kochałem tych ludzi. Moje serce cieszyło się za każdym razem, gdy wchodziłem na Twittera i odnajdywałem tam miliony czułych, wspaniałych wiadomości, które dawały więcej energii niż śniadanie. A to już był wyczyn.
       Poza tym, pokochali Annie. Pokochali ją nie tylko jako siostrę Louisa, ale jako moją dziewczynę. I co najważniejsze akceptowali nasz związek. Nigdy nie spotkałem się z jakimiś, jak to się mówi? Hejtami? Hmm, może inaczej: Nigdy nie spotkałem się z żadną otwartą agresją wobec niej, tylko dlatego, że Horan jest zajęty.
       Zatopiłem spojrzenie w otaczającym mnie tłumie, by wyłapać tego, kto pójdzie na pierwszy ogień.
       I wtedy ją zobaczyłem. Mała blondyneczka stała spokojnie pośrodku wiwatujących i podskakujących ludzi. Jej ręce zwisały swobodnie przy ciele, przy czym w jednej ściskała "Up all night" tak mocno, że zbielały jej knykcie. Patrzyła na naszą grupkę z taką nadzieją w niebieskich oczętach, że niemal zachodziły łzami. Miała może trzynaście lat i bardzo wyróżniała się, stojąc w miejscu, ubrana w białą, koronkową sukienkę.
        Uśmiechnąłem się pod nosem, patrząc prosto na nią. Skinąłem palcem, by do mnie podeszła.
        Otworzyła szeroko oczy i rozejrzała się na boki, by upewnić się, czy na pewno mam na myśli właśnie ją, więc ponownie ją zawołałem.
        Stawiając powolne, ostrożne kroki, po chwili znalazła się przy mnie i spojrzała w górę by dobrze widzieć moją twarz. Na jej twarzy odmalowywało się miliony emocji.
        - Mogę? - zapytałem, wyciągając dłoń w kierunku płyty, którą trzymała w dłoni.
- Słucham? - spytała drżącym głosem. Oddychała przez otwarte usta.
- Płyta! - zawołałem, szczerząc ku niej swoje pełne uzębienie.
        Potrzebowała kilku sekund, by dotarło do niej, o co mi chodzi. Uśmiechnęła się przepraszająco i podała mi płytę, którą następnie podpisałem czarnym markerem.
        Jak przyjemnie było patrzeć, gdy komuś spełniało się życiowe marzenie. I to dzięki mnie. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę potrafił sprawiać by ludzie byli szczęśliwi. Teraz uważałem to za największy plus bycia sławnym.
        Odwróciła się i chyba chciała odejść, gdy nagle przystanęła w pół kroku i spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem.
- Mogę cię przytulić? - pisnęła i spłonęła rumieńcem.
        Roześmiałem się na głos. Takie sytuacje należały do moich ulubionych.
- Jasne! - zawołałem.
        Annie tymczasem puściła moja dłoń i zrobiła kilka kroków w tył, bym mógł spokojnie przytulić dziewczynkę. Schyliłem się i prawdopodobnie ściskając ją, uniosłem ją kilka centymetrów w górę.
       Wyplątała się z moich objęć i spojrzała jeszcze na mnie przelotnie, by później odejść, przyciskając do piersi "Up all night".
        Wyszukałem wzrokiem moją dziewczynę. Nasze spojrzenia spotkały się i poczułem, że robi mi się gorąco. Z sercem, bijącym w piersi w takt Marszu Radeckiego, pokonałem dzielącą nas odległość i cały czas patrząc w jej oczy, delikatnie wsunąłem palce w jej dłoń. Nachyliłem się i złożyłem pocałunek w kąciku jej ust, co spotkało się ze zbiorowym westchnieniem.
        Oderwałem na chwilę wzrok od Ann i pomachałem fanom. Darzyłem ich miłością, mimo że nigdy ich nie poznałem.

* * *

         Nie lecieliśmy prywatnymi liniami. Nie było czasu na załatwianie tego. Dlatego też wybraliśmy się w podróż pierwszą klasą. Samolot był naprawdę niewielki. Miał może z siedemdziesiąt miejsc, a i tak w większości świecił pustkami.
        Czekał nas okropnie długi lot. Cała ekipa była mocno zmęczona przedłużającym się spotkaniem z fanami i oczekiwaniem na spóźniony samolot, że nie było jeszcze siódmej wieczorem, a prawie wszyscy i tak słodko posnęli. 
        Jak to w samolocie bywa, siedzieliśmy trójkami. Zerknęłam na drzemiącego na moim jednym ramieniu Nialla i Catherine na drugim. Później przeniosłam swój wzrok na siedzących obok Liama, Danielle i Louisa, przy czym pierwszy z nich nie spał i głaskał delikatnie czubek głowy swojej dziewczyny. Dalej miejsca zajęli: przy oknie Harry, a później Zayn i Martha.
        Zatrzymałam na moment spojrzenie na pogrążonym w głębokim śnie Loczku. Kiedy zasypiał, jego twarz zastygła w dziwnym wyrazie. Jakby był smutny i jeszcze do tego zirytowany. Większość ludzi, śpiąc, przyjmowała łagodny, spokojny wyraz twarzy, natomiast wyglądało na to, że jego życie nie oszczędzało nawet w śnie. Opierał skroń o szybę malutkiego okienka, a dłonie skrzyżował na piersiach. Oddychał przez rozchylone delikatnie wargi.
        On chyba był nieszczęśliwym człowiekiem. Co ja mówię, na pewno. Bardzo dawno nie widziałam na jego twarzy tego słynnego, firmowego uśmiechu i błysku inteligencji w oczach. Chodził przybity, ze spuszczoną głową i bardzo często wzdychał głęboko, jakby wewnątrz bil się z myślami.
        Zastanawiałam się swego czasu, czy to przypadkiem nie ja byłam powodem takiego zachowania. To znaczy, miałam wrażenie, że przed moim przyjazdem ich stosunki były w miarę ciepłe, a później jakoś tak oddalili się od siebie, budując między sobą mosty. Każdy miał własne sprawy, które nikogo innego nie obchodziły.
       Wydawało mi się także, że jego nienawiść, którą darzył mnie wraz z moim pojawieniem się, nie zniknęła do końca. Ale z drugiej strony, nie zostawił mnie wtedy. Pomógł mi, kiedy byłam w trudnej sytuacji, a później jeszcze zatroszczył się o mnie, niosąc na rękach do domu.
        Najbardziej frustrujące było to, że nie mogłam sobie w całości przypomnieć tamtych chwil. W mojej głowie pojawiały się jedynie urywki, których nie można było złożyć w ciąg postępujących po sobie wydarzeń.
        Coś do niego chyba mówiłam...
        Nagle moje plecy same wyprostowały się, oczy rozwarły się szeroko, a do głowy zaczęły napływać nowe obrazy, wspomnienia.
        Przytulił mnie. Pocieszał, szeptając czułe słowa. A jak ja się wtedy poczułam? Bardzo dobrze... Za dobrze. Tak dobrze, że powinnam czuć wyrzuty sumienia...
        Pragnęłam wyprzeć to wszystko z pamięci. Nie myśleć o tym, ale wtedy przyszła nowa scena, która przebiła wszystko. Mina Harry'ego, gdy powiedziałam mu, że gdyby nie był tak wredny, mogłoby coś być między nami. Chłopak przystanął, a na jego twarzy pojawił się tak przejmujący żal, jakbym powiedziała mu, że zabiłam mu matkę. Odetchnął spazmatycznie kilka razy, by później ogarnąć się i ruszyć w dalszą drogę.
        Wszystko zaczęło się układać w mniej czy więcej logiczną całość. Jego reakcje w różnych sytuacjach. Jednak wniosek, do jakiego doszłam po całej tej burzy mózgów był tak irracjonalny, że po prostu niemożliwy. Nie chciałam go do siebie przyjąć, bojąc się jak ja zareaguję na ten fakt.
        Potrząsnęłam gwałtownie głową. Nie! Niall był najważniejszy.
     
* * *

        Jaki wspaniały widok! Wszystko wyglądało zupełnie tak, jak na zdjęciach w internecie. Miałam nadzieję zamówić miejsce z duszą i zamówiłam. Wszystko mieściło się na ogromnej wydmie, z której wystarczyło iść odrobinę na wschód i po kilku minutach dotarło się do pięknej plaży i co najważniejsze morza. Przyjemnie chłodnawego, spienionego morza.
        Zamieszkaliśmy w kompleksie składającym się z kilku małych, drewnianych, skromnie urządzonych domków i jednego składziku, stojącego trochę na uboczu, w którym mieściły się niezbędne przyrządy takie jak grill i kilka rowerów.  
        Największą chatkę zajął Niall, Louis, Harry i ja. Troszkę dziwne wydawałoby się mieszkanie z trójką chłopaków, ale ja się w zasadzie przyzwyczaiłam. Martha i Cath zamieszkały wraz ze swoim dobrym przyjacielem Zaynem w średniej wielkości domku, a najmniejszy wzięli Liam i Danielle. Z początku ja i mój blondyn mieliśmy największą chrapkę na to miejsce, ale końcowo ustąpiliśmy naszym przyjaciołom, którzy byli w bezwzględnie wyższej fazie związku.
        Najwyższa pora zacząć zabawę!

* * *

        Rzuciliśmy bagaże gdzieś w kąt i nie zważając na zmordowanie podróżą i wczesne godziny ranne, pobiegliśmy całą dziewiątką na plażę. Nawet nie zabraliśmy ze sobą butów. Bo czymże dla bosych stóp jest spacer po piasku? Ukojeniem po długich godzinach wysiłku.
       Nie zatroszczyliśmy się także o inne akcesoria plażowicza. Jedyną rzeczą, bez której nie moglibyśmy się obyć był alkohol. To chyba oczywiste. Mój mały przyjaciel, dzięki któremu rzeczywistość stawała się barwna.
        Po minucie nieustannego truchtu dotarliśmy na szeroką plażę, którą okalał lazur wody. Brzeg był płytki. Należało odejść kilkadziesiąt stóp by zanurzyć się po czubek głowy.
        Rozłożyliśmy się na piasku, jedno obok drugiego, chłepcząc zimne piwo. Upał narastał coraz bardziej, więc chłopcy pościągali koszulki. Ach, jakże Australia różniła się od deszczowego Doncaster.
        Podniosłem się na łokciach, by spojrzeć na pozostałych. Małe, pulsujące życiem, kolorowe punkciki wygrzewające się w promieniach  słońca.
        Niechętnie zerknąłem na Annie i Niall'a, którzy spleceni w uścisku, cicho rozmawiali. Ona, otoczona jego nagimi ramionami, trzymała głowę na jego piersi i uśmiechała się delikatnie. Wokół jej oczu pojawiły się delikatne zmarszczki od nieustannego uśmiechu. Była szczęśliwa, cholernie szczęśliwa.
       Mogłem krzyczeć, ale nie krzyczałem. Mogłem odejść, ale nie odszedłem. Po prostu leżałem tam i pozwalałem, żeby to się działo. To chyba przez alkohol. Znieczulony byłem na głębsze uczucia i, nie powiem, było mi to bardzo na rękę. Jednak nie mogłem sobie przypomnieć tego uczucia, gdy człowiek jest idealnie radosny.
       - To co, - przerwał moje rozmyślania Louis, podnosząc się do pozycji siedzącej - idziemy się kąpać? Bo ja czuję, że zaraz się ugotuję.
         Większość pokiwała głowami, na znak zgody, ale jak to w każdym towarzystwie bywa, znalazły się także zbuntowane jednostki.
- Nie. Ma. Mowy - zawołała jedna z przyjaciółek siostry Lou tak, jakby każde słowo było osobnym zdaniem - Nie mam na sobie stroju kąpielowego!
         Zaraz, jak ona się nazywała...? Martha, tak to chyba leciało.
- Chcesz się przekonać? - zapytał Tomlinson, patrząc na nią wyzywająco.
        Dziewczyna nie poskąpiła mu równie zjadliwego spojrzenia.
- Tak! - powiedziała z mocą.
        Louis zaśmiał się złowieszczo i ani się obejrzeliśmy, jak szybkim ruchem wziął ją na ręce i najzwyczajniej w świecie zaniósł w kierunku wody i następnie ją do niej wrzucił.
        Popełnił tylko jeden błąd - odwrócił się do niej plecami. Korzystając z jego nieuwagi, ona pod wodą podpłynęła do niego i chwyciła za kostkę. A więc po chwili i on wylądował w morzu.
        To nas odblokowało. Wszyscy, jak jeden mąż, poderwaliśmy się i rzuciliśmy się w wir mokrej zabawy. Nikt się nie przejmował, że moczy drogie ubrania, wyprostowane włosy i pomalowaną twarz.
       Pamiętam, jak po wyjściu z samolotu narzekałem, że jedziemy na kompletne zadupie, gdzie nie będziemy się dobrze bawić, bo tam nie ma cywilizacji i tak dalej. Ale zobaczywszy je, natychmiast je pokochałem. Wkradło się do mojego serca i wiedziałem, że będę zawsze co sił tu wracał.
        Po godzinie szalonych akrobacji w coraz cieplejszej wodzie, wyszliśmy na brzeg, a Liam zdecydował się przejąć dowodzenie.
- Ok, pora coś zjeść - zawyrokował - Niall, Louis, Martha i Cath idą po zapałki, koce, koszyki i resztki pieczywa i kiełbasek, które przywieźliśmy ze sobą, Danielle i ja poszukamy jakiegoś drewna, a Annie i Harry przyniosą ze składziku grill. Zrobimy sobie tutaj piknik.
- Chwilunia, a Zayn? Będzie się opierdalał jak święta krowa? - zapytał Boo, biorąc się pod boki.
        Liam zlustrował Mulata z góry na dół.
- Zayn postoi w miejscu z nadzieją na to, że słona woda nie wypłukała do reszty tony żelu, którą nałożył dziś na włosy - podsumował i wszyscy roześmiali się, a następnie rozeszli  w wyznaczonych kierunkach.
        Dreptałem pół kroku za Annie, która kilkakrotnie obejrzała się, by upewnić się, czy aby na pewno za nią idę. Uśmiechnąłem się lekko spod kurtyny loków, a ona odwzajemniła uśmiech. Albo mi się zdaje, albo zarumieniła się leciutko. Nie ma co, piwo zaczęło nieco szumieć mi w głowie.
       Nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem, bo wyrosło między nami jakieś dziwne napięcie. Czułem niemal wyładowania elektryczne przechodzące z jej skóry na moją.
       Zadrżałem.
       W końcu dotarliśmy do małego domku, którego powierzchnia wynosiła może z cztery metry kwadratowe. Wgramoliliśmy się do środka, a drzwi zamknęły się za nami z głośnym hukiem. Od razu naszym oczom ukazał się duży, czerwony i prawdopodobnie stalowy grill.
       Bez zbędnych ceregieli sięgnąłem po niego, ale okazał się bardzo ciężki. Tak jak myślałem, był z nierdzewnej stali.
      - Otworzysz mi drzwi? To cholerstwo nieźle waży - mruknąłem, nawet na nią nie patrząc.
- Och, jasne - powiedziała szybko i rzuciła się, by utorować mi przejście.
       Los jednak chciał inaczej. Ann mocowała się przez kilka sekund z drewnianymi drzwiami, które za nic nie chciały się otworzyć.
       - Zatrzasnęliśmy się! - wyjęczała zrozpaczona dziewczyna bezradnie.
       Wziąłem głęboki oddech, odłożyłem to, co trzymałem w dłoniach i wyprostowałem się.
- Masz telefon, żeby zadzwonić po kogoś, kto nam otworzy? Ja swój zostawiłam w domku - zapytała.
      Pokręciłem przecząco głową i odwróciłem się powoli w jej kierunku. Popatrzyłem na jej twarz i na piękne, kształtne usta.
       Adrenalina szumiała mi w uszach i nie mogłem więcej zwlekać z tym, o czym marzyłem od dłuższego czasu.
       Bez chwili zastanowienia, zrobiłem krok do przodu i ująłem jej twarz w dłonie i wpiłem się w jej wargi, aż zachłystując się rozkoszą, która spłynęła na moje ciało.
      Przez moment pomyślałem o komórce, która spoczywała właśnie w tylnej kieszeni spodni, które miałem na sobie. Nie ma co, wpakowałem się w niezły burdel.



pararam :D I oto trzynastka.
Dostałam ostatnio burę od Natalki, że zawsze mówię, że rozdział mi się nie podoba, a więc dziś stwierdzam, że jestem z niego nawet zadowolona.
A Wy?

19 komentarzy:

  1. przebiłaś dzisiaj wszystko to co czytałam !
    po pierwsze Zayn i jego nieskazitelna uroda. : "- Zayn postoi w miejscu z nadzieją na to, że słona woda nie wypłukała do reszty tony żelu, którą nałożył dziś na włosy " rozwaliłaś mnie tym :D
    a po drugie nieładnie Harry za odbieranie czyiś dziewczyn ! i to jeszcze Niallowi. Zobaczymy czy zrobią coś wiecej podczas napływu tylu emocji, ale mam nadzieje ze nie, chociaz z jednej strony bym chciała ale z drugiej szkoda mi Nialla xD
    ogolnie rozdział bardzo dobry i czekam na zakonczenie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. NAJLEPSZY ROZDZIAŁ ZE WSZYSTKICH !1 <33333333

    da da da daaaa ----> Wypowiedź Harrego: Oczywiście nie mogło też zabraknąć Zayna i dwóch przyjaciółek Ann, z którymi bliskie kontakty utrzymywał także Mulat <3 LOVE THIS ; D

    da da da daaa -----> i znów wypowiedź Harrego:Jakież było moje zdziwienie, kiedy rano Louis otworzył drzwi wejściowe dwóm nieco niskim brunetkom, szczerzącym się niewinnie i dzierżącym w rękach własne bagaże. Cóż mogłem zrobić, przywitałem się grzecznie i udałem się do pokoju, aby dokończyć pakowania. ; pp

    da da da daaaa -----> Martha i Cath zamieszkały wraz ze swoim dobrym przyjacielem Zaynem w średniej wielkości
    domku ; D

    Dużo tu tej Catie i Marthy <33 LUBIĘ TO !

    Jak M <3 przeczyta ten rozdział będzie skakała z radości ; D
    A jak przeczyta ten fragment z Lou ;D chcę to zobaczyć ;p
    Postarałaś się KOCHANA <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde jaki świetny rozdział, naprawdę poprawił mi humor haha. ;D

    [shouldletyougo.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  4. łał zajebiste!! hahaha najlepszy ze wszystkich!! :)
    zapraszam do komentowania u mnie gdzie pojawił się 32 rozdział :)
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu ja zawsze nie wiem kto mówi? Gubię się w tych narracjach. Rozdział naprawdę dobry. Harry - oj nie ładnie robisz. Ty wredny kłamco. To naprawdę jeden z lepszych rozdziałów. Dziwne gdyby ci się nie podobał.

    Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  6. zajebisty rozdział !!! JESTEM POD DUŻYM WRAŻENIEM KOCHAM TE TWOJE PRZEMYŚLENIA <33333 :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, była bym szczerze zadowolona gdybyś u mnie nie spamowała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ♥.♥ zajebisty rozdział. Dawaj szybko 14 bo jestem ciekawa jak się to skończy. ;D

    K.

    OdpowiedzUsuń
  9. AAAAAAAAAAAA!!! Decia Kocham, kocham, kocham! Boże! AAAAAA!!! Kocham cie ! Kurde najlepszy rozdział! Cały czas mam banan na ryju! Boże kocham! Dobra, dobra powolutku jeszcze raz.
    A więc w rozdziale podoba mi się, każdy akapit, każde zdanie, każde słowo, a więc jednym zdaniem podoba mi się WSZYSTKO xD ;*
    i znowu AAAAAAAAAAAAAAAAAA !!! Najlepsze jest oczywiście ''Louis zaśmiał się złowieszczo i ani się obejrzeliśmy, jak szybkim ruchem wziął ją na ręce i najzwyczajniej w świecie zaniósł w kierunku wody i następnie ją do niej wrzucił.'' AAAAAAAAAAAA !!! Tak, Tak ma być ;D ;* <3 . W ogóle dużo Marthy i Cath. Podoba mi się to, bo wydaje mi się, że one będą miały jakieś znaczenie. Może jakiś romansik? :D Wydaje mi się tak tym bardziej, że przyjaźnią się z Zaynem. <3 I podoba mi się jak Niall do tej dziewczynki podszedł i jak Harry był zazdrosny na tej plaży ;* no i oczywiście ostatnia scena <3 Boże zrobił to. ;D Szczerze to w głębi serca liczyłam na to xDD . No a teraz tak ogólniej... Zajebiście opisujesz to co oni czują, idealnie dobierasz te słowa i opisujesz ich tak jak ja sobie ich wyobrażam, więc ogromny plus! Podobają mi sie te przemyślenia od wszystkich, a najbardziej od Harrego <3 I teraz doszło do mnie, że masz duży talent (mówie to serio, więc w szkole się ze mnie nie śmiej ; pp) No i tak świetnie piszesz, że chyba zacznę czytać te twoje drugie opowiadanie, mimo że jest gejowskie, bo jak czytam to czuje się jak bym tam była xD I już nie ważne czy jest o gejach, czy nie. Ważne że jest ; D <3
    Miałam cię jeszcze objechać za wygląd bloga, ale napisze w skrócie, bo nie chce się już rozpisywać .W ogóle nie podoba mi się te tło. Źle mi się jakoś czyta, więc mogłabyś je zmienić?

    OOO długi ten komentarz no ale musiałam. Tym bardziej, że nie dodałam komentarza pod ostatnim rozdziałem ; D ;*

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaaaacieee, przebiłaś wszystko, wszystkich i wgl cały kosmos :D Kocham Cie!

      Usuń
  10. Cóż tu dużo mówić , wszystko zostało napisane wyżej :)) .. Normalnie mnie zatkało .. pierwszy raz czytam takie opowiadanie co przyprawia mnie o dreszcze . Ten rozdział jest po prosu cudowny <3 Z niecierpliwością czekam na kontynuację ;) Od dzisiaj będę stałą czytelniczką :*
    Zapraszam do mnie :

    http://nextlevelxd.blogspot.com/
    http://letmeloveyouzayn.blogspot.com/

    Obserwujemy ? Jak zaobserwujesz obydwa to ja twojego zaobserwuje z dwóch kont ;)) Odpisz na któregoś z moich blogów jak jesteś zainteresowana ;)

    Pozdrawiam Neo.xdd

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak powiedziałaś ,że nie spodziewamy się kto kogo będzie chciał przytulić pomyślałam o Harrym i Annie. Stwierdziłam jednak ,że to banał. Myślałam również o Zayn'ie i Louis'ie :D
    Potem na myśl przyszedł mi Harry i Anthony. Hahahahhahahahhahahahhahahhahahahhahahahhaha :D

    Podoba mi się ten rozdział :)
    I to jak byli na plaży. Agrrr... Chcę wakacje ;_; Dobra nie zmieniam tematu.
    Potem to w tej szopie.
    Boże *.*
    Jestem ciekawa reakcji Annie...

    Kiedy następny rozdział? :DD

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie piszesz .;d
    Przeczytałam dziś całe twoje opowiadanie i brak słów.;d
    Genialne dodaje do obserwatorów...;d <333333

    OdpowiedzUsuń
  13. Mogła byś dodać ten gadżet do zaobserwowania bo wiem że jest jeszcze inny sposób ale ja nie moge tak dodawać , a chciałabym się odwdzięczyć i zaobserwować twój blog .

    OdpowiedzUsuń
  14. Ohh! Harry ją pocałował? Czy ja tylko źle przeczytałam? Ale nie, chyba... Boże! Co na to Niall powie? I jak się zachowa Annie?
    Cholera, jesteś niesamowita! Ja nigdy bym tak słów nie ujęła jak ty! Potrafisz to tak zajebiście opisać!
    Już się nie mogę doczekać co będzie w kolejnym rozdziale! ;)
    Czekam <33

    OdpowiedzUsuń
  15. Awww... Harry pocałował Annie ♥ Ciekawe jak na to zareaguje, bo tak naprawdę już zdała sobie sprawę z uczucia Loczka. Założę się, że To Niall ich nakryje!
    Widać, że te wakacje wniosą dużo do ich życia!
    Czekam na kolejny, wspaniały rozdział!
    Jak możesz tak świetnie pisać!?

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć, na [shouldletyougo.blogspot.com] jest już nowy 13 rozdział. Przepraszam Cię bardzo, że powiadamiamy dziś a nie wczoraj, ale naprawdę nie mogłyśmy. Mam nadzieje, że Ci się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zuzanna odrobiła lekcje, i przeczytała dwa zaległe rozdziały. Dziewczyno, ale się porobiło. Czytałam pierwszy i to było strasznie słodkie (ta akcja z Niallem i cukrem pudrem) Ale ciągle jakoś ciągnęło mnie do tego, aby coś było między Hazzą a Ann. I powiem CI, że jak przeczytałam tytuł rozdziału '-Mogę Cię przytulić' to w sumie każdemu mogło się wydawać, że zapyta o to fanka, no ale oczywiście ja sobie pomyślałam,że to Hazza zapyta tak Ann.. Głupie, wiem :D:D A potem ta akcja z tym schowkiem, no cudo normalnie. Powiem szkoda mi blondyna, ale niech będzie z Hazzą, bo się biedak zamęczy. (hahahah) I oczywiście jest mu smutno z tego powodu, że jeszcze dwa rozdziały, epilog i KONIEC ! ;( Dlaczego ?! Kurwa, dlaczego !? Ja nie chce ;( Ah.. życie ! (powiem Ci, że gdybym stanęła przed lustrem mogłabym z sobą normalnie rozmawiać - tak, jestem psychiczna) Pociesza mnie fakt, że piszesz kolejnego bloga z 'gejamiii' hahahah <3 Kocham Ciebie, i Twój blog *.* I tamten też będę kochała.. bo ja uczuciowa bardzo jestem :D hahahah <3 Dobra już się nie pogrążam :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Nawet ci się podoba.. ? ;o on jest zajebisty !! ;DD
    Ale Harry nieźle się wpakował w kłopoty.. ciekawe co na ten pocałunek powie Annie i Niall o ile wgl się o tym dowie :) dobra spadam czytać 14. ;DD

    N. ♥

    OdpowiedzUsuń